04.12.2025, 22:01 ✶
Śpiewam BARDZO PIĘKNIE przy wejściu do sali balowej.
– Zastanawiałem się nad tym, bo jeżeli faktycznie bal zorganizowano, by pokazać… zgrany front… to zakładałbym, że będą naciski, aby pojawili się wszyscy członkowie rodziny. Niezależnie od tego, jak podchodzą… do pewnych spraw w naszej obecnej polityce.
Christopher orientował się mniej więcej w polityce czystokrwistych rodów, ale też nie był aż tak mocno wprowadzony w jej sekrety, aby wiedział, co dokładnie działo się u Lestrangów. O istnieniu Williama na przykład nie pamiętał, póki ten nie pojawił się na łamach gazet – i gdyby wpadł na Alexandra Mulcibera, mógłby być święcie przekonany, że ma do czynienia z Lestrangem. Anneleigh praktycznie nie dostrzegał, a jej imię znał głównie z paru opowieści i jednej z okładek Czarownicy. Za to o najstarszym synie słyszał, a jego stanowisko wskazywało na daleko idące ambicje. Wiedział czy podejrzewał i inne rzeczy: jak choćby to, że odznaka Victorii czy Beltane dla niektórych z rodu mogły być problematyczne i gdyby jego własne mieszkanie nie ucierpiało, zastanawiałby się pewnie, czy pożar domu nie miał być dla niej karą.
– To wspaniała suknia – przyznał, spoglądając na Victorię, mierząc krótkim spojrzeniem jej sylwetkę i własne dzieło. Nie miał oporów wobec przyjmowania komplementów. A już na pewno nie przed przyznawaniem, że był wspaniałym projektantem. – Ale nawet najpiękniejsza suknia nie wystarczy, jeśli nosząca ją kobieta nie ma klasy.
Oddał pustą fiolkę i chciał powiedzieć coś jeszcze, gdy Lestrange wypiła swoją i weszli do sali, tonącej w blasku świateł i w mlecznej mgle zarazem. Zamierzał wspomnieć coś o wystroju, ale wtedy z pleców Victorii wyrosły skrzydła.
Uniósł brwi, co skutecznie zamaskowała maska, a potem na jego ustach zamajaczył uśmiech, gdy dotarło do niego, że zapewne jest to skutek eliksiru.
– Victorio… – zaczął, ujmując jej dłoń, przymierzając się do komplementu, nawiązującego oczywiście do tych skrzydeł, które tak pięknie uzupełniły jego kreację (nie ma to jak skomplementować damę i siebie przy okazji), wspomnieć coś o aniołach, ale po tym, jak wypowiedział jej imię, z jego ust zamiast słów…
…popłynęła piosenka.
- When the moonlight finds your face,
All the shadows drift away.
And tonight I swear I see it clear
You're an angel standing here.
Ale och, jak pięknie śpiewał Christopher Rosier! Nie miał skłonności do skromnej oceny własnych umiejętności, ale tu chyba każdy mógłby się zgodzić, że brzmiał jak światowej sławy piosenkarz. Jeśli Saoirse Spencer Moon tutaj była, to być może właśnie zaczynała drżeć na myśl o tym, że Lestrangowie znaleźli nieodkryty dotąd talent i nowego rywala na scenie muzycznej. Jego oczy rozszerzyły się trochę ze zdumienia, bo to nie tak, że naprawdę zamierzał śpiewać...
– Zastanawiałem się nad tym, bo jeżeli faktycznie bal zorganizowano, by pokazać… zgrany front… to zakładałbym, że będą naciski, aby pojawili się wszyscy członkowie rodziny. Niezależnie od tego, jak podchodzą… do pewnych spraw w naszej obecnej polityce.
Christopher orientował się mniej więcej w polityce czystokrwistych rodów, ale też nie był aż tak mocno wprowadzony w jej sekrety, aby wiedział, co dokładnie działo się u Lestrangów. O istnieniu Williama na przykład nie pamiętał, póki ten nie pojawił się na łamach gazet – i gdyby wpadł na Alexandra Mulcibera, mógłby być święcie przekonany, że ma do czynienia z Lestrangem. Anneleigh praktycznie nie dostrzegał, a jej imię znał głównie z paru opowieści i jednej z okładek Czarownicy. Za to o najstarszym synie słyszał, a jego stanowisko wskazywało na daleko idące ambicje. Wiedział czy podejrzewał i inne rzeczy: jak choćby to, że odznaka Victorii czy Beltane dla niektórych z rodu mogły być problematyczne i gdyby jego własne mieszkanie nie ucierpiało, zastanawiałby się pewnie, czy pożar domu nie miał być dla niej karą.
– To wspaniała suknia – przyznał, spoglądając na Victorię, mierząc krótkim spojrzeniem jej sylwetkę i własne dzieło. Nie miał oporów wobec przyjmowania komplementów. A już na pewno nie przed przyznawaniem, że był wspaniałym projektantem. – Ale nawet najpiękniejsza suknia nie wystarczy, jeśli nosząca ją kobieta nie ma klasy.
Oddał pustą fiolkę i chciał powiedzieć coś jeszcze, gdy Lestrange wypiła swoją i weszli do sali, tonącej w blasku świateł i w mlecznej mgle zarazem. Zamierzał wspomnieć coś o wystroju, ale wtedy z pleców Victorii wyrosły skrzydła.
Uniósł brwi, co skutecznie zamaskowała maska, a potem na jego ustach zamajaczył uśmiech, gdy dotarło do niego, że zapewne jest to skutek eliksiru.
– Victorio… – zaczął, ujmując jej dłoń, przymierzając się do komplementu, nawiązującego oczywiście do tych skrzydeł, które tak pięknie uzupełniły jego kreację (nie ma to jak skomplementować damę i siebie przy okazji), wspomnieć coś o aniołach, ale po tym, jak wypowiedział jej imię, z jego ust zamiast słów…
…popłynęła piosenka.
- When the moonlight finds your face,
All the shadows drift away.
And tonight I swear I see it clear
You're an angel standing here.
Ale och, jak pięknie śpiewał Christopher Rosier! Nie miał skłonności do skromnej oceny własnych umiejętności, ale tu chyba każdy mógłby się zgodzić, że brzmiał jak światowej sławy piosenkarz. Jeśli Saoirse Spencer Moon tutaj była, to być może właśnie zaczynała drżeć na myśl o tym, że Lestrangowie znaleźli nieodkryty dotąd talent i nowego rywala na scenie muzycznej. Jego oczy rozszerzyły się trochę ze zdumienia, bo to nie tak, że naprawdę zamierzał śpiewać...