27.02.2023, 19:05 ✶
Kolba... Nie mogłam przestać o tym myśleć. Jedno słowo sprawiało, że czułam się tak źle. Szczególnie słysząc je z ust rówieśniczek, w dobrze dopasowanym i ułożonym mundurku. Wszystko przez Fergusa i te cholerne zajęcia z eliksirów. Musiał skojarzyć tę okrągłodenną kolbę z moją aparycją. Doskonale wiedziałam, jak wyglądam, a on i tak na każdym kroku musiał mi o tym przypominać. Nie tylko mi, a wszystkim wkoło.
Wracałam z biblioteki, kiedy to zaszła mnie grupka dziewczyn w moim wieku. Zwyzywały mnie popularnym przezwiskiem, dodając przy tym, że jestem idealną czystokrwistą, magiczną świnią, jedyną w swoim rodzaju. Pogroziły mi jeszcze przez chwilę różdżką, chichocząc przy tym okrutnie. Udało mi się uciec, ale nie próbowały mnie nawet dogonić, pożegnały mnie tylko rozchodzącym się po korytarzu echem śmiechu. Wbiegłam szybko do nieczynnej łazienki, gdzie pękłam, uwalniając grube strugi łez. Zamknęłam się w jednej z drewnianych kabin i siedząc na zamkniętej toalecie, przytuliłam do siebie kolana. Słyszałam, że łazienkę nawiedza jakiś wredny duch, ale nie obchodziło mnie to zbytnio w tamtym momencie. Chciałam po prostu pobyć sama, nawet przez chwilę.
Spokój jednak nie trwał długo, gdy usłyszałam znajomy głos Danielle. Zaczęłam szybko przecierać twarz i oczy rękawem szaty, jakby miałoby to pomóc ukryć ślady płaczu. Wstrzymałam jeszcze oddech, próbując się uspokoić, ale nałykałam się tylko powietrza. Nagle z toaleta naprzeciwko wybuchła strumieniem wody, a wraz z nią po łazience rozniósł się odgłos nieznośnego jęku:
- Uuuuu, zabierz stąd tę grubaskę... Od jej płaczu rozbolała mnie głowa... - Jęczał rozwścieczony duch, zbliżając się do puchonki. Znowu poczułam ukłucie w klatce piersiowej. Nawet duchy w tej szkole mnie nienawidzą. - Siedziałam w rurach i delektując się ciszą, rozmyślałam o śmierci... Póki ta... ta - I teraz prześwitująca dziewczyna w kucykach też się rozpłakała, odlatując w kierunku rozety, przy której się położyła.
Wykorzystując czas, gdy duch zajmował Danielle, ja spróbowałam doprowadzić się do ładu. Gdy już trochę się uspokoiłam, opuściłam starą kabinę ze smutnym uśmiechem, udając jakbym wcale przed chwilą, nie zalewała się łzami. Jednak przeszklone oczy i ślady na wypukłych policzkach mnie niewątpliwie zdradzały.
- Jestem... - Odpowiedziałam wreszcie z łamiącym się głosem. Zacisnęłam jeszcze zęby, starając się znowu nie rozpłakać, ale przy depresyjnej atmosferze, którą napędzały melancholijne jęki ducha, nie było mi łatwo.
Wracałam z biblioteki, kiedy to zaszła mnie grupka dziewczyn w moim wieku. Zwyzywały mnie popularnym przezwiskiem, dodając przy tym, że jestem idealną czystokrwistą, magiczną świnią, jedyną w swoim rodzaju. Pogroziły mi jeszcze przez chwilę różdżką, chichocząc przy tym okrutnie. Udało mi się uciec, ale nie próbowały mnie nawet dogonić, pożegnały mnie tylko rozchodzącym się po korytarzu echem śmiechu. Wbiegłam szybko do nieczynnej łazienki, gdzie pękłam, uwalniając grube strugi łez. Zamknęłam się w jednej z drewnianych kabin i siedząc na zamkniętej toalecie, przytuliłam do siebie kolana. Słyszałam, że łazienkę nawiedza jakiś wredny duch, ale nie obchodziło mnie to zbytnio w tamtym momencie. Chciałam po prostu pobyć sama, nawet przez chwilę.
Spokój jednak nie trwał długo, gdy usłyszałam znajomy głos Danielle. Zaczęłam szybko przecierać twarz i oczy rękawem szaty, jakby miałoby to pomóc ukryć ślady płaczu. Wstrzymałam jeszcze oddech, próbując się uspokoić, ale nałykałam się tylko powietrza. Nagle z toaleta naprzeciwko wybuchła strumieniem wody, a wraz z nią po łazience rozniósł się odgłos nieznośnego jęku:
- Uuuuu, zabierz stąd tę grubaskę... Od jej płaczu rozbolała mnie głowa... - Jęczał rozwścieczony duch, zbliżając się do puchonki. Znowu poczułam ukłucie w klatce piersiowej. Nawet duchy w tej szkole mnie nienawidzą. - Siedziałam w rurach i delektując się ciszą, rozmyślałam o śmierci... Póki ta... ta - I teraz prześwitująca dziewczyna w kucykach też się rozpłakała, odlatując w kierunku rozety, przy której się położyła.
Wykorzystując czas, gdy duch zajmował Danielle, ja spróbowałam doprowadzić się do ładu. Gdy już trochę się uspokoiłam, opuściłam starą kabinę ze smutnym uśmiechem, udając jakbym wcale przed chwilą, nie zalewała się łzami. Jednak przeszklone oczy i ślady na wypukłych policzkach mnie niewątpliwie zdradzały.
- Jestem... - Odpowiedziałam wreszcie z łamiącym się głosem. Zacisnęłam jeszcze zęby, starając się znowu nie rozpłakać, ale przy depresyjnej atmosferze, którą napędzały melancholijne jęki ducha, nie było mi łatwo.