05.12.2025, 04:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2025, 06:59 przez Dora Crawford.)
- Hmm... nie jestem pewna jak działają ghoule. Czy one w ogóle mogą ruszać ciałem jak odetnie się im głowę? Czy może wtedy skazane są na wieczne leżenie w grobie, bo głowa pozostaje świadoma ale nie mogą ruszać ciałem? - przekrzywiła lekko głowę, przez moment wertując w głowie poczytane książki czy rolki pergaminu, ale zwyczajnie nie była pewna czy kiedykolwiek wcześniej fascynowała się faktycznym stanem biologicznym ghouli. - No w sumie... jest coś w opuszczonych czy zaniedbanych cmentarzach. Człowiek czuje się bardziej... na granicy - rozejrzała się na te słowa, jakby coś w niej bardzo chciało się upewnić, że ta pozostawała dla nich nieprzekraczalna.
Oj, chyba jednak coś przekroczyły.
Dora wzdrygnęła się, kiedy spojrzenie prześlizgnęło się po kamiennych cieniach i zauważyło, jak przez jeden z nagrobków coś przenika. Z pewnym napięciem obserwowała poczynania zjawy, licząc na to że jeśli nie była przyjazna, to przynajmniej naturalnie nastawiona do wszechświata. Ściskała jednak w dłoni różdżkę, nawet jeśli wciąż opuszczoną, to i tak gotową do ewentualnego rzucenia czaru.
A potem duch zaczął gadać.
Wydawał się niezmiernie wręcz zachwycony faktem, że natrafił na jakąś żywą duszę w tym padole łez. Znaczy, że wydawał się całkiem przyjazny. Ot, chciał się komuś wygadać i taka potrzeba wydawała się Menodorze jak najbardziej właściwa i całkiem ludzkim odruchem, tylko że nie przyszły tutaj rozmawiać.
- Oh - westchnęła dziewczyna, widocznie zbita z tropu. Spojrzenie przesunęło się - z ducha na Brennę - chociaż ciężko było to nazwać przesunięciem, kiedy duchy miały to do siebie, że były transparentne. Spojrzenie więc przeszło przez mglistą sylwetkę, zawieszając na twarzy przyjaciółki. Pomocy. - Ależ... ależ oczywiście - odpowiedziała bardzo grzecznie, bo przecież była sobą. Była Dorą, a Dora bardzo rzadko odmawiała komukolwiek pomocy, nawet jeśli to były nieznajome duchy. Zmarły mężczyzna wyglądał z resztą, jakby niewiele miało go odwieźć od postanowienia by uraczyć ją opowieścią.
- Oh ja zawsze zazdrościłam trochę Puchonom, bo mieli tak blisko do kuchni i do sali eliksirów - do tej pory kiwała głową, starając się pozostać uważnym słuchaczem, ale musiała coś przecież odpowiedzieć. A przynajmniej tak się jej wydawało. - Wspominał pan o... o Odettcie? Nie była z Hogwartu, skoro poznał ją pan tak późno? - spróbowała łagodnie, chcąc przesterować go na właściwe tory.
Oj, chyba jednak coś przekroczyły.
Dora wzdrygnęła się, kiedy spojrzenie prześlizgnęło się po kamiennych cieniach i zauważyło, jak przez jeden z nagrobków coś przenika. Z pewnym napięciem obserwowała poczynania zjawy, licząc na to że jeśli nie była przyjazna, to przynajmniej naturalnie nastawiona do wszechświata. Ściskała jednak w dłoni różdżkę, nawet jeśli wciąż opuszczoną, to i tak gotową do ewentualnego rzucenia czaru.
A potem duch zaczął gadać.
Wydawał się niezmiernie wręcz zachwycony faktem, że natrafił na jakąś żywą duszę w tym padole łez. Znaczy, że wydawał się całkiem przyjazny. Ot, chciał się komuś wygadać i taka potrzeba wydawała się Menodorze jak najbardziej właściwa i całkiem ludzkim odruchem, tylko że nie przyszły tutaj rozmawiać.
- Oh - westchnęła dziewczyna, widocznie zbita z tropu. Spojrzenie przesunęło się - z ducha na Brennę - chociaż ciężko było to nazwać przesunięciem, kiedy duchy miały to do siebie, że były transparentne. Spojrzenie więc przeszło przez mglistą sylwetkę, zawieszając na twarzy przyjaciółki. Pomocy. - Ależ... ależ oczywiście - odpowiedziała bardzo grzecznie, bo przecież była sobą. Była Dorą, a Dora bardzo rzadko odmawiała komukolwiek pomocy, nawet jeśli to były nieznajome duchy. Zmarły mężczyzna wyglądał z resztą, jakby niewiele miało go odwieźć od postanowienia by uraczyć ją opowieścią.
- Oh ja zawsze zazdrościłam trochę Puchonom, bo mieli tak blisko do kuchni i do sali eliksirów - do tej pory kiwała głową, starając się pozostać uważnym słuchaczem, ale musiała coś przecież odpowiedzieć. A przynajmniej tak się jej wydawało. - Wspominał pan o... o Odettcie? Nie była z Hogwartu, skoro poznał ją pan tak późno? - spróbowała łagodnie, chcąc przesterować go na właściwe tory.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.