27.02.2023, 19:25 ✶
Brennę też trochę dręczyła myśl, że ich ścieżki się rozejdą. Była towarzyska, a w Hogwarcie długo pod ręką miała jeśli nie wszystkich, to niemal wszystkich, których lubiła. Wszystkich przy tym stole darzyła sympatią, bo nawet jeśli dzieliły ich domy, to niektóre wspólne zajęcia wystarczały, aby się do nich przywiązała. Tymczasem rozejdą się w różne strony, a w dodatku w Hogwarcie zostaną Cecily, Nora, Cedric... ich już zupełnie nie będzie widywać.
Nie miała jednak zamiaru pozwolić, aby ogarnęło ją przygnębienie ani z nikim dzielić się smutnymi przemyśleniami i obawami. Byli tu w końcu, by świętować. A pocieszało ją, że znowu będzie częściej widywać Mavelle i Erika. W dodatku ta pierwsza robiła staż w BUM, ten drugi już tam pracował, a ona planowała do nich dołączyć.
- To prawda - odparła Victorii z absolutną powagą. Powagą, rzecz jasna udawaną. - Muszę jeszcze wiele nadrobić, aby dorównać Binnsowi. Przez siedem lat, powtarzam, siedem lat, próbowałam osiągnąć to, co jemu przychodzi przez wysiłku i doprowadzić któreś z was do zaśnięcia samym gadaniem, a nigdy mi się nie udało. Ale teraz, kiedy jestem już starsza i mądrzejsza, wiem, gdzie popełniłam błąd. Mówiłam za mało o buntach goblinów.
Uśmiechnęła się zaraz, może nie wytrzymując tej udawanej powagi, a może ze względu na słowa Cynthii.
- Myślę, że na moich zajęciach nikt by nie spał, bo uciekaliby choćby oknami, żeby ich uniknąć. Na szczęście dla wszystkich, biednych dzieci, które przyjdą do Hogwartu po nas, nie będę nauczycielką. We wrześniu zaczynam staż w BUM. To znaczy, wiecie, jeśli nie okaże się nagle, że skandalicznie poległam na egzaminie w OPCM i ze wstydu muszę zamieszkać na dnie jeziora - stwierdziła. - A wy? Trzymacie się pierwotnych planów, czy macie jakieś nowe pomysły na karierę?
Konsultacje zawodowe mieli w połowie V roku. Te Brenny potrwały pięć minut, bo doskonale wiedziała, kim chce być, odrzuciła każdą sugestię profesorki i znała na pamięć listę potrzebnych przedmiotów oraz wymagania. Kolejne dwa lata edukacji nie zmieniły jej pierwotnych zamysłów.
- Ja - powiedziała do Castiela, gdy z Theseusem wrócili do stolika, oczywiście od razu zgarniając miód, by nalać sobie go trochę do kufla. Nie przesadzała, przynajmniej tak na start, nie chciała w końcu w ciągu najbliższego pół godziny skończyć pod stołem. - Dzięki temu po Hogwarcie będę mogła was łatwo dręczyć, bo duch prawie wszędzie się dostanie i strasznie ciężko się go pozbyć. To genialny plan, nie uważacie?
Nie miała jednak zamiaru pozwolić, aby ogarnęło ją przygnębienie ani z nikim dzielić się smutnymi przemyśleniami i obawami. Byli tu w końcu, by świętować. A pocieszało ją, że znowu będzie częściej widywać Mavelle i Erika. W dodatku ta pierwsza robiła staż w BUM, ten drugi już tam pracował, a ona planowała do nich dołączyć.
- To prawda - odparła Victorii z absolutną powagą. Powagą, rzecz jasna udawaną. - Muszę jeszcze wiele nadrobić, aby dorównać Binnsowi. Przez siedem lat, powtarzam, siedem lat, próbowałam osiągnąć to, co jemu przychodzi przez wysiłku i doprowadzić któreś z was do zaśnięcia samym gadaniem, a nigdy mi się nie udało. Ale teraz, kiedy jestem już starsza i mądrzejsza, wiem, gdzie popełniłam błąd. Mówiłam za mało o buntach goblinów.
Uśmiechnęła się zaraz, może nie wytrzymując tej udawanej powagi, a może ze względu na słowa Cynthii.
- Myślę, że na moich zajęciach nikt by nie spał, bo uciekaliby choćby oknami, żeby ich uniknąć. Na szczęście dla wszystkich, biednych dzieci, które przyjdą do Hogwartu po nas, nie będę nauczycielką. We wrześniu zaczynam staż w BUM. To znaczy, wiecie, jeśli nie okaże się nagle, że skandalicznie poległam na egzaminie w OPCM i ze wstydu muszę zamieszkać na dnie jeziora - stwierdziła. - A wy? Trzymacie się pierwotnych planów, czy macie jakieś nowe pomysły na karierę?
Konsultacje zawodowe mieli w połowie V roku. Te Brenny potrwały pięć minut, bo doskonale wiedziała, kim chce być, odrzuciła każdą sugestię profesorki i znała na pamięć listę potrzebnych przedmiotów oraz wymagania. Kolejne dwa lata edukacji nie zmieniły jej pierwotnych zamysłów.
- Ja - powiedziała do Castiela, gdy z Theseusem wrócili do stolika, oczywiście od razu zgarniając miód, by nalać sobie go trochę do kufla. Nie przesadzała, przynajmniej tak na start, nie chciała w końcu w ciągu najbliższego pół godziny skończyć pod stołem. - Dzięki temu po Hogwarcie będę mogła was łatwo dręczyć, bo duch prawie wszędzie się dostanie i strasznie ciężko się go pozbyć. To genialny plan, nie uważacie?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.