27.02.2023, 19:30 ✶
- Nie wierzę, że tak wybitna czystokrwista czarownica nie poradzi sobie z zamoczonym pergaminem. - wjechał lekko na jej ambicje i suszył zęby. Jeśli się uparł to potrafił sprawnie ignorować potencjalne problemy. Zazwyczaj nie widział ich tam gdzie rzeczywiście miały szanse się pojawić. Zdecydowanie wolał zaliczać się do grona optymistów.
- Merlinie, nie wiem. Liczę na twoją i Alice kreatywność. Póki co moje myśli nie wybiegają dalej niż za godzinę. - wzruszył ramionami i przysunął sobie krzesło, nieumyślnie szurając jego nogami po podłodze, i rozsiadł się siadając na nim tył na przód, okrakiem. Nie tak dawno w identycznej pozie siedział przed Alice i niejako też ją zadręczał swoim towarzystwem. Musiał odreagowywać. Obie były w ciągu dnia zajęte a on się niemiłosiernie nudził. Prychnął na sugestię czytania.
- Jeśli masz coś o wampirach to poczytam. Tylko błagam, bez pamiętników siedemnastowiecznych wampirów. Są przeraźliwie nudne. - nie jest tak, że stronił od wiedzy... przyjmował ją w określonych dawkach, w pewnej częstotliwości i ze starannie dobraną tematyką. Kto wie, może za jakiś czas jego ambicje się obudzą i postanowi się w ciągu dnia uczyć? Póki co było zbyt wcześnie na tak szalone decyzje. Odpowiedział jednak telepatią. Rozmawiałem z jedną brygadzistką. Powiedziała, że wampiryzm nie jest nielegalny. Mam po prostu nie rzucać się na ludzi tylko grzecznie kupować krew w szpitalu. Jest droga a potrzebuję jej dużo... pewnie nie znasz żadnych dodatkowych jej źródeł poza oczywistym i szpitalem? - zapytał unosząc obie brwi i uśmiechając się zawadiacko. Póki był nasycony to mógł sobie tym wspominać, a i próbował czasami pożartować. Im więcej o tym mówił tym łatwiej przychodziło mu się oswoić z tą dziwną sytuacją. Sięgnął po pusty pergamin i zaczął składać go w samolocik. Powoli, starannie, dokładnie.
- Oooo, widzisz masz rację. Gdybym w końcu zdał egzamin na teleportację to mógłbym bez problemu się przenosić choćby tutaj! Jesteś genialna! - to powiedział już głośniej i tak się wyszczerzył, że ledwo ten uśmiech mieścił się na jego bladej twarzy. Miał zatem nowy plan - nauczyć się przenosić za pomocą magii i przy tym ułatwić sobie nieżycie.
- Nie wiem czy tego chciałem bo jeszcze nie wiem gdzie dokładnie mam mieć tę chatkę. Nie musisz jej najpierw obejrzeć? Myślałem, że tak piszemy te listy żeby mieć pretekst do spotkania. Wiesz, że możesz mnie odwiedzać kiedy chcesz? Tylko uprzedź to powiem ci wtedy czy jestem na tyle nasycony żeby przyjmować gości. Nasłuchałem się już żeby dmuchać na zimne, zwłaszcza na początku. - rzucił samolocik w powietrze lecz ten po bardzo krótkim locie wylądował obok sąsiedniego krzesła. Sięgnął po różdżkę i zaczarował papierową figurkę tak, aby szybowała nad ich głowami.
- Merlinie, nie wiem. Liczę na twoją i Alice kreatywność. Póki co moje myśli nie wybiegają dalej niż za godzinę. - wzruszył ramionami i przysunął sobie krzesło, nieumyślnie szurając jego nogami po podłodze, i rozsiadł się siadając na nim tył na przód, okrakiem. Nie tak dawno w identycznej pozie siedział przed Alice i niejako też ją zadręczał swoim towarzystwem. Musiał odreagowywać. Obie były w ciągu dnia zajęte a on się niemiłosiernie nudził. Prychnął na sugestię czytania.
- Jeśli masz coś o wampirach to poczytam. Tylko błagam, bez pamiętników siedemnastowiecznych wampirów. Są przeraźliwie nudne. - nie jest tak, że stronił od wiedzy... przyjmował ją w określonych dawkach, w pewnej częstotliwości i ze starannie dobraną tematyką. Kto wie, może za jakiś czas jego ambicje się obudzą i postanowi się w ciągu dnia uczyć? Póki co było zbyt wcześnie na tak szalone decyzje. Odpowiedział jednak telepatią. Rozmawiałem z jedną brygadzistką. Powiedziała, że wampiryzm nie jest nielegalny. Mam po prostu nie rzucać się na ludzi tylko grzecznie kupować krew w szpitalu. Jest droga a potrzebuję jej dużo... pewnie nie znasz żadnych dodatkowych jej źródeł poza oczywistym i szpitalem? - zapytał unosząc obie brwi i uśmiechając się zawadiacko. Póki był nasycony to mógł sobie tym wspominać, a i próbował czasami pożartować. Im więcej o tym mówił tym łatwiej przychodziło mu się oswoić z tą dziwną sytuacją. Sięgnął po pusty pergamin i zaczął składać go w samolocik. Powoli, starannie, dokładnie.
- Oooo, widzisz masz rację. Gdybym w końcu zdał egzamin na teleportację to mógłbym bez problemu się przenosić choćby tutaj! Jesteś genialna! - to powiedział już głośniej i tak się wyszczerzył, że ledwo ten uśmiech mieścił się na jego bladej twarzy. Miał zatem nowy plan - nauczyć się przenosić za pomocą magii i przy tym ułatwić sobie nieżycie.
- Nie wiem czy tego chciałem bo jeszcze nie wiem gdzie dokładnie mam mieć tę chatkę. Nie musisz jej najpierw obejrzeć? Myślałem, że tak piszemy te listy żeby mieć pretekst do spotkania. Wiesz, że możesz mnie odwiedzać kiedy chcesz? Tylko uprzedź to powiem ci wtedy czy jestem na tyle nasycony żeby przyjmować gości. Nasłuchałem się już żeby dmuchać na zimne, zwłaszcza na początku. - rzucił samolocik w powietrze lecz ten po bardzo krótkim locie wylądował obok sąsiedniego krzesła. Sięgnął po różdżkę i zaczarował papierową figurkę tak, aby szybowała nad ich głowami.