05.12.2025, 14:04 ✶
W odpowiedzi na ten list Helloise, dnia 25 września 1972 roku.
Przesyłka od Alexandra zawierała książkę. Starą książkę, bo była to pięknie wydana Iliada, którą nastoletni Alex dostał od taty... Chyba bez większej okazji. Książka przetrwała pożary, bo znajdowała się cały ten czas w biblioteczce w Mulciber Manor. Była to w końcu pamiątka z dawno minionego dzieciństwa.
Piękne było tlumaczenie zawartych w niej pieśni, bardzo poetyckie, więc wersety łatwo zapadały w pamięci. Pełno było między nimi podkreśleń i notatek, skreślonych pewną ręką nastoletniego badacza z obsesją na punkcie mitologii. To, co zagubione zostało w tłumaczeniu, Alex zapisywał bowiem na marginesach. Oryginalne brzmienie starogreckich słów, etymologia epitetów, jakich poeta używał, aby opisać bohaterów, rodowód ich imion. Ale oprócz naukowo brzmiących notatek, na kartach książki znajdowały się również rysunki. Koślawe rysunki achajskich zbroi, cały margines przy fragmencie, gdzie Patroklos przywdziewa zbroję Achillesa, wypełniony był szkicami krzywych mieczyków, włóczni i tarcz. W tym wydaniu, tłumacz parę razy nazwał Parysa imieniem "Aleksander", co musiało bardzo rozzłościć Alexa, który wymazał te fragmenty czerwonym tuszem i postawił tam wykrzykniki. Najbardziej "dokochane" zdawały się opisy męstwa Achillesa, ale wysłużone okładki książki sprawiały, że ta otwierała się na scenie, w której Hektor wraca do swojej żony, czekającej za murami Troi.
Na ostatnich, pustych kartach książki, mały Alex samodzielnie wykonał indeks imion przewijających się przez karty homeryckiego eposu.
Na stronie tytułowej napisano drżącym, zdecydowanie mniej schludnym pismem dedykację. Widać, że słowa skreśliła ręka mężczyzny, nie młodzieńca.
"Dla Helloise."
Przesyłka od Alexandra zawierała książkę. Starą książkę, bo była to pięknie wydana Iliada, którą nastoletni Alex dostał od taty... Chyba bez większej okazji. Książka przetrwała pożary, bo znajdowała się cały ten czas w biblioteczce w Mulciber Manor. Była to w końcu pamiątka z dawno minionego dzieciństwa.
Piękne było tlumaczenie zawartych w niej pieśni, bardzo poetyckie, więc wersety łatwo zapadały w pamięci. Pełno było między nimi podkreśleń i notatek, skreślonych pewną ręką nastoletniego badacza z obsesją na punkcie mitologii. To, co zagubione zostało w tłumaczeniu, Alex zapisywał bowiem na marginesach. Oryginalne brzmienie starogreckich słów, etymologia epitetów, jakich poeta używał, aby opisać bohaterów, rodowód ich imion. Ale oprócz naukowo brzmiących notatek, na kartach książki znajdowały się również rysunki. Koślawe rysunki achajskich zbroi, cały margines przy fragmencie, gdzie Patroklos przywdziewa zbroję Achillesa, wypełniony był szkicami krzywych mieczyków, włóczni i tarcz. W tym wydaniu, tłumacz parę razy nazwał Parysa imieniem "Aleksander", co musiało bardzo rozzłościć Alexa, który wymazał te fragmenty czerwonym tuszem i postawił tam wykrzykniki. Najbardziej "dokochane" zdawały się opisy męstwa Achillesa, ale wysłużone okładki książki sprawiały, że ta otwierała się na scenie, w której Hektor wraca do swojej żony, czekającej za murami Troi.
Na ostatnich, pustych kartach książki, mały Alex samodzielnie wykonał indeks imion przewijających się przez karty homeryckiego eposu.
Na stronie tytułowej napisano drżącym, zdecydowanie mniej schludnym pismem dedykację. Widać, że słowa skreśliła ręka mężczyzny, nie młodzieńca.
"Dla Helloise."
Miałaś rację. Wszyscy ci Grecy tylko chodzili po sobie nawzajem.
Mam nadzieję, że i ja chodzę Ci po głowie.
Mam nadzieję, że i ja chodzę Ci po głowie.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat