05.12.2025, 20:07 ✶
Jeszcze miesiąc temu myślał, że jedyną różnicą w świętowanym przez nich tegorocznym Mabon będzie obecność Benjiego, ale nigdy by mu do głowy nie przyszło, że w tym roku świętować mieli w innym miejscu - w domu Jonathana, ponieważ ich mieszkanie zostało zniszczone. Oczywiście to, że mogli razem usiąść do jednego stołu, było powodem do niemałej radości. W końcu udało im się przeżyć pożar z początku września, ich bliscy również cało przetrwali katastrofę, w przeciwieństwie do wielu biedaków, którzy tak dużo szczęścia nie mieli, ale jednak ukłucie w piersi pozostało.
Charlotte dyrygowała nimi podczas przygotowywania kolacji, samej czarując w kuchni, więc wszystko szło całkiem sprawnie, bez zbędnego obijania się o siebie nawzajem i pojawiających się co chwila pytań "Kto zrobi...?". Benji towarzyszył im przez cały ten czas, ale jako mądry piesek starał się im nie włazić pod nogi i nie przeszkadzać i po prostu dreptał za którymś z rodzeństwa Kellych (do kuchni wolał nie wchodzić, chociaż docierały stamtąd ładne zapach), albo kładł się na podłodze i obserwował swoich człowieków, elegancko ubrany w psią muszkę. Jessie miał dla niego wcześniej zakupiony goblini strój, w który miał zamiar ubrać psa, ale ten nieszczęśliwie najprawdopodobniej spłonął podczas pożaru, nad czym Jessie wciąż ubolewał. Została mucha.
-A nie chowałaś ich do tej szafki, w której są ścierki? - spytał i otworzył wspomnianą szafkę.
Zabrał świece i odebrał od matki półmisek, który zaniósł do salonu na stół, z postawieniem go czekając na aprobatę Rity, żeby nie zepsuć jej wizji artystycznej.
Wszystko już stało na swoim miejscu, więc w ślad swojej bliźniaczki poszedł do pokoju, który tymczasowo zajmował, żeby się przebrać, a kiedy wracał do salonu, usłyszał z kuchni głos Charlotte, ale nie zrozumiał słów.
-Mówiłaś coś? - zawołał.
!Strach przed imieniem
Charlotte dyrygowała nimi podczas przygotowywania kolacji, samej czarując w kuchni, więc wszystko szło całkiem sprawnie, bez zbędnego obijania się o siebie nawzajem i pojawiających się co chwila pytań "Kto zrobi...?". Benji towarzyszył im przez cały ten czas, ale jako mądry piesek starał się im nie włazić pod nogi i nie przeszkadzać i po prostu dreptał za którymś z rodzeństwa Kellych (do kuchni wolał nie wchodzić, chociaż docierały stamtąd ładne zapach), albo kładł się na podłodze i obserwował swoich człowieków, elegancko ubrany w psią muszkę. Jessie miał dla niego wcześniej zakupiony goblini strój, w który miał zamiar ubrać psa, ale ten nieszczęśliwie najprawdopodobniej spłonął podczas pożaru, nad czym Jessie wciąż ubolewał. Została mucha.
-A nie chowałaś ich do tej szafki, w której są ścierki? - spytał i otworzył wspomnianą szafkę.
Zabrał świece i odebrał od matki półmisek, który zaniósł do salonu na stół, z postawieniem go czekając na aprobatę Rity, żeby nie zepsuć jej wizji artystycznej.
Wszystko już stało na swoim miejscu, więc w ślad swojej bliźniaczki poszedł do pokoju, który tymczasowo zajmował, żeby się przebrać, a kiedy wracał do salonu, usłyszał z kuchni głos Charlotte, ale nie zrozumiał słów.
-Mówiłaś coś? - zawołał.
!Strach przed imieniem