• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972

Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972
Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#7
27.02.2023, 22:16  ✶  
Nie liczyło nic od zaspokojenia palącego pragnienia. Nigdy w życiu nie pił nigdy nic tak pysznego jak to teraz. To jakiś magiczny drink? Składniki były połączone idealnie, smak przyjemnie pieścił język… pachniało również apetycznie. Mógł mieć wątpliwości jedynie co do konsystencji, był dość gęsty jak na fakturę alkoholu. Uch, jaka ulga. Wszystko, co bolało właśnie mijało. Brzuch przestał tak napierdalać bólem jakby ktoś mu go rozerwał… chwila, przecież… przecież wydawało mu się, że z kimś walczył… i ten ktoś rozorał mu brzuch zapewne w imię ponadczasowej sentencji, że liczy się wnętrze. Czegoś mu brakowało. Pamięta, że walczył na śmierć i życie a teraz właśnie sączy najcudowniejszego w smaku drinka. Nie chciało mu się otwierać oczu, nie umiał przestać pić. Cały czas chciał więcej i więcej… Może umarł i jest w raju?
Nie poczuł trzaśnięcia książką ale za to ochrypły głos przywrócił go do rzeczywistości. Zmarszczył brwi, otworzył oczy i zobaczył sklejone potem końcówki włosów… uzmysłowił sobie, że trzyma tego kogoś w rękach i ma przy twarzy jego szyję. Dotarł do niego metaliczny zapach krwi zmieszany, który akurat go teraz nie odstręczał. Ta bliskość i ta dziwna poza wstrząsnęła nim do głębi.
Jak poparzony odskoczył daleko od mężczyzny a jego podniebienie zaczęło płonąć z tęsknoty za "drinkiem". Wrzasnął, cofnął się jeszcze raz, wpadając plecami na jakąś półkę ze szklanymi pojemnikami. Zamrugał gwałtownie, rozejrzał się nerwowo ale widział jedynie słabo oświetlone sanktuarium… czegoś. Był zdezorientowany. Przełknął ślinę zbierając ze swych ust resztki tego słodkiego napoju… ale sytuacja nie wyglądała jakby właśnie balował w wybornym towarzystwie. Nie widział nigdzie pucharów z alkoholem, tańczących wstawionych dziewcząt, nie było muzyki, żadnego hałasu. Nie słyszał swojego oddechu choć miał ściśnięte trzewia. Szum krwi w uszach… dzieje się coś dziwnego. Coś, co go bardzo wystraszyło i było to widać na jego upiornie bladej i brudnej od krwi buzi. Nienaturalnie znieruchomiał gdy zauważył na mężczyźnie solidne ślady krwi spływającej z rany na szyi.
- Gościu…- wydusił z siebie jakby chciał mu wskazać, że właśnie się wykrwawia. Czerwień posoki przyciągała jego wzrok. Koniuszkiem języka oblizał usta. Popatrzył na swoje ręce brudne od ziemi, potu i krwi. Urbanie miał sztywne od jej nadmiaru. Wytarł usta z tej ciepłej cieczy i wtedy zobaczył jej barwę. Poczuł smak. Zapach. Pragnienie wypicia jeszcze więcej… a przed chwilą trzymał tego faceta przy swojej twarzy.
Wrzasnął.
- CO SIĘ TU KURWA DZIEJE?!- wydarł się i panicznie pomacał kieszenie swoich spodni w poszukiwaniu różdżki, której niestety nie znalazł. Po omacku w najbliższym otoczeniu szukał jakiejś broni, której mógłby użyć przeciwko temu ledwie przytomnemu mężczyźnie. Znalazł jakąś butelkę z ostro zakończoną szyjką.
- Nie podchodź bo tego użyję!- krzyknął, wyciągając przed siebie eliksir o jakiejś dziwnej barwie. Nie wiedział co to jest, czy stanowi jakiejkolwiek realne zagrożenie po rozbiciu ale był tak spanikowany i przerażony, że nie myślał jasno.
- KURWA. Co ty mi zrobiłeś pierdolony morderco?! Mało ci?!- wrzeszczał a jego umysł powziął osobę Williama jako tego, z którym tak ciężko i długo walczył… nawet nie widział ile czasu minęło.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cody Brandon (1870), William Lestrange (2353)




Wiadomości w tym wątku
Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 24.01.2023, 08:33
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 27.01.2023, 02:50
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 27.01.2023, 18:47
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 03.02.2023, 02:15
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 03.02.2023, 07:39
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 03.02.2023, 20:17
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 27.02.2023, 22:16
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 05.04.2023, 18:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa