Cóż, ku jego zaskoczeniu, drzwi puściły. Erik cofnął się o pół kroku, spoglądając to na klamkę, to na swoją dłoń, jakby nie wierzył, że faktycznie mu się udało. Zamiast jednak poddać się euforii, w jego głowie zaczęła migać czerwona lampka alarmowa. Co jak co, ale te drzwi nie powinny być otwarte, gdyby faktycznie było wszystko w porządku. Kolejne słowa kuzynki tylko wzmocniły jego niepokój. Gdyby nie przyjmowała „z ulicy”, to tym bardziej nie zostawiałaby otwartych drzwi. Może gdyby było lato i chciała wychłodzić korytarz lub gabinet, to byłoby to jeszcze zrozumiałe, ale teraz? Było na to zdecydowanie za zimno.
— Myślę, że nawet jeśli się gdzieś spieszyła, to rzuciłaby jakieś zaklęcie blokujące zamki pokroju Colloportusa — odparł przyciszonym tonem, nie chcąc, aby jego głos niósł się po całej klatce schodowej. Lepiej było nie dolewać oliwy do ognia. Skoro jedna lokatorka kamienicy potrafiła zrobić raban z powodu hałasu i nieobecności sąsiadki, to lepiej było nikomu nie podrzucać dodatkowych tematów do spekulacji. — Chociaż jeśli to było coś ważnego, to mogło wypaść jej z głowy. Jakaś rodzinna interwencja? Kiedy u nas coś się dzieje, zablokowanie drzwi raczej nie ląduje automatycznie jako priorytet — dodał z krzywym grymasem.
Pokiwał zgodnie głową, przepuszczając ją w przejściu, aby pozwolić jej na zapoznanie się z wnętrzem mieszkania jako pierwszej. W gruncie rzeczy była to całkiem rozsądna decyzja. Chociaż oboje mieli całkiem spore doświadczenie zawodowe, tak dziewczyna była w stanie wykorzystać swoje wyostrzone zmysły. Może w wilkołaczej formie mógłby jakoś wesprzeć jej działania, jednak chyba żadne z nich nie chciało sprawdzać, czy zdoła opanować kłębiącą się pod skórą bestię na dostatecznie długi czas, żeby coś wyniuchać. Tak, oddanie palmy pierwszeństwa Mavelle było dużo lepszym pomysłem.
Odczekał dłuższą chwilę i dopiero wtedy wkroczył do środka, przymykając za sobą drzwi wejściowe. Po znalezieniu się już we właściwym gabinecie uzdrowicielki, Erik zmarszczył brwi, strzelając oczami po kątach. Nie tego się spodziewał po lekarce. Porównując biurko Dolohov z gabinetami innych lekarzy, jakich przyszło mu odwiedzać w ostatnim czasie, zdecydowanie nie panował tu porządek. Nie wskazywało to jednak na to, że rozegrała się tutaj jakaś dramatyczna scena. Prędzej sugerowało, że uzdrowicielka niekoniecznie ceniła sobie pracę w perfekcyjnym porządku. Artystyczny chaos, w którym receptury, karty pacjentów, podręczniki medyczne i inne dokumenty zdawały się zajmować miejsce, które było logiczne tylko dla osoby, która je w nim położyła.
— Chyba dosyć intensywnie pracowała. Może faktycznie coś ją oderwało od obowiązków — skomentował, rozglądając się po wszelkich szpargałach znajdujących się w zasięgu wzroku. Starał się niczego niepotrzebnie nie dotykać. Podszedł bliżej biurka. — Myślisz, że powinniśmy się na wszelki wypadek skontaktować z kimś z rodziny? Mężem, czy coś?
Powłóczył wzrokiem za kuzynką, która dalej krążyła po pomieszczeniu. Z własnego doświadczenia wiedział, że zwierzęce zmysły znacznie różniły się od ludzkich, toteż nie mógł wykluczyć, że faktycznie uda jej się na coś natrafić. Jednak nawet jeśli, to czy będzie to dobry trop? To nie było publiczne centrum medyczne, a prywatny gabinet, a sądząc po tym, jak bardzo Annaleigh potrafiła być zapracowana, pewnie miała pod opieką masę klientów. Jeśli Mave trafi na jakiś charakterystyczny zapach, to czy zdołają go dopasować do konkretnej osoby? Niby są akta medyczne, pomyślał, chociaż nie był pewny, czy udałoby im się w razie czego wystarczająco szybko dostać pozwolenie na ich przejrzenie.
— I jak? Udało Ci się coś wyniuchać? — Wolał nie robić sobie nadziei. Przez to miejsce mogło się przewinąć całkiem spora ilość ludzi, więc wolał z góry nie zgadywać, że rzeczywiście na coś trafią w ten sposób. Pokiwał głową, słuchając ewentualnych wyjaśnień. — Okej, to spróbujmy jeszcze od innej strony. Tak na wszelki wypadek. — Uniósł różdżkę, milknąc na moment, co by przypomnieć sobie odpowiednią formułkę. Lepiej, żeby nie popełnił błędu, bo źle wypowiedziana inkantacja mogła faktycznie narobić tu niezłego bałaganu. — Appare Vestigium!
Sukces!
Z czubka różdżki Longbottoma wystrzeliła masa złotych drobinek przypominających iskry lub półprzezroczysty pyłek. Chmura uniosła się pod sufit i zaczęła formować swego rodzaju wir, po czym zaczęła powoli opadać w dół, układając się w miniaturowy wir w miejscach, które przykuły uwagę zaklęcia. Po chwili wokół Erika i Mavelle zaczęła się pojawiać zarysy złotych ludzkich sylwetek.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞