Ciężko było spierać się z uzdrowicielką w momencie, gdy ta dysponowała dobrymi argumentami i na domiar złego pomagała całkiem dawno doprowadzić do porządku przykład tych mitycznych dziesięciu procent. Oczywiście, Erik nie był świadomy tego, że Pani Hill należała do tej grupy, jednak sam ton głosu Florence sprawił, że odechciało mu się spierać z kobietą i to nawet nie z obawy, że ta mogłaby chcieć za wszelką cenę postawić za swoim. Bądź co bądź, byłaby to całkiem ciekawa dyskusja, o ile nie znajdowaliby się teraz w gabinecie lekarskim, a na przykład w kawiarni lub ogródku przy jakiejś restauracji. Bulstrode po prostu była racjonalna i ciężko byłoby zbić jej punkt widzenia przy pomocy standardowych wymówek lub tłumaczeń pod tytułem „mnie to nie spotka”.
— Całkowicie to rozumiem — potwierdził nieco zbyt szybko. — Każde z nas ma inny organizm i chociaż można przewidzieć prawdopodobieństwo wystąpienia pewnych... negatywnych skutków ubocznych, tak nigdy nie wiadomo, czy nawet najzdrowszy człowiek się przed nimi obroni. — Podniósł nieśmiało wzrok na kobietę. — Ze swojej strony mogę obiecać, że zbyt szybko się to u mnie nie powtórzy. Nie planuję złapać zbyt szybko kolejnej klątwy, a podejrzewam, że po tym ambarasie będę zmuszony często chodzić na wizyty kontrolne. — Uśmiechnął się słabo. Akurat w tej kwestii nie dramatyzował. Rodzina raczej będzie nalegać, aby się częściej badał, przynajmniej tak na zaś. — Och, naprawdę? A co takiego się stało?
Jego zainteresowaniem jedną z poprzednich pacjentek było minimalne. Podejrzewał, że dostanie dosyć ogólną, być może wymijającą odpowiedź. Bądź co bądź, nie był wystarczająco obyty z procedurami medycznymi, czy możliwościami klątwołamaczy, więc istniała całkiem spora szansa, że nawet jeśli Bulstrode opowie mu ze szczegółami, co się takiego stało to i tak zrozumie jedynie mały procent całego wywodu. A wtedy mógłby co najwyżej skwitować monolog tym, że jest mu bardzo przykro i ma nadzieję, że Florence nie będzie musiała zbyt często użerać się z takimi nieprzyjemnymi sytuacjami.
— Doszliśmy w domu do podobnych wniosków — potwierdził z posępną miną. Trzeba było przyznać, że słowa Florence tylko przypieczętowały uprzednie ustalenia jego i Brenny. Tylko kto to mógł być? Erik miał ochotę ukryć twarz w dłoniach. Nic tutaj nie miało sensu, ale też nie powinien się na tym przesadnie skupiać. Już i tak poświęcili sporo nerwów, próbując wręcz wymyślić jakiegoś podejrzanego, a krąg potencjalnych sprawców wcale nie stał się dzięki temu bardziej imponujący. — Nie udało się ustalić kto, to zrobił, ale staram się być dobrej myśli. Może, kiedy w pełni wyzdrowieję, ta osoba się w jakiś sposób zdradzi, gdy zauważy, że klątwa w ogóle przestała działać.
Słowa te opuściły jego usta, zanim na dobrą sprawę je przemyślał, jednak gdy w jego umyśle rozbrzmiał ich sens, jego oczy zabłyszczały lekko. Huh, to nie był taki zły pomysł! Zdecydowanie będzie musiał zostawić o tym notatkę Brennie, a może i pomieszkującym u nich kuzynkom. Kto wie, może nawet udałoby im się zastawić na tę osobę pułapkę? Skoro Śmierciożerców można było śmiało wykreślić z listy (przynajmniej tych bardziej utalentowanych), a awersja ze strony współpracowników byłaby zbyt małym „napędem” dla klątwy, to może nie byłoby to aż tak niebezpieczne.
— Skoro to jakiś amator z głęboką urazą, to wieść o tym, że plan nie zadziałał, mógłby wywołać jakąś hmm reakcję, prawda? — Uniósł lekko prawą brew, starając się wybadać, co lekarka sądzi o tym pomyśle. Chociaż śmiało mógłby podać listę osób, które prędzej by zaangażował w ocenę swoich przemyśleń, tak jego pomysły nawet nie zostały wdrożone jeszcze w życie, a skoro Florence już tu była... Równie dobrze mógł się z nią podzielić tym, co chodziło mu po głowie. — Nie to, że planuje ogłosić to ozdrowienie całemu światu, ale sprawdzenie reakcji potencjalnych podejrzanych... Mogłoby pomóc.
Po zakończeniu badania, ubrał się prędko w swoje ciuchy, wachlując się na koniec nieprędko dłonią. Ciepłota zaklęcia dalej rozlewała się po jego ciele, wnikając coraz głębiej i głębiej. Nie spodziewał się, aby przeminęła zbyt szybko, póki był w budynku. Zapewne, aby doprowadzić się do porządku, będzie musiał się jeszcze wybrać na mały spacer po okolicy, żeby się nieco schłodzić. Cóż, i tak miał parę spraw do załatwienia, więc równie dobrze mógł zboczyć z kursu. Przez te kolejki i tak nie zdąży nigdzie na czas. Eh, jak dobrze, że był tylko funkcjonariuszem służb bezpieczeństwa. Gdyby był jakimś politykiem, taka obsuwa zniszczyłaby mu cały dzień. I pewnie nie tylko jemu.
— Gorąco mi — poskarżył się, przysiadając na krześle, które zajął na początku wizyty. — Poza tym jest raczej w porządku. Chociaż — Zamilkł na dłuższą chwilę, jakby próbując się rozeznać w tym, co właściwie czuje — może jestem trochę senny, ale może to od tego ciepła.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞