06.12.2025, 22:04 ✶
Podobieństwo Gabriela do Anthony'ego kuło w oczy. I to tak cholernie kuło, że miał ochotę wydłubać sobie gałki oczne, żeby na znajomego jednak Jonathanowi hrabiego nie musieć patrzeć. Niestety, tak kusząca w tym momencie wizja nosiła za sobą już mniej kuszące wizje konsekwencji, które wiązałyby się z utratą wzroku.
Nie mógłby jeździć samochodem, który miał nadzieję kiedyś znowu kupić, bo jak niby ślepiec miałby prowadzić samochód?
Nie mógłby podziwiać widoków, jakie serwowała im przyroda, a których na co dzień nie mieli.
Nie mógłby podziwiać pięknych ludzi, którzy nie byli świadomi tego piękna, dopiero to piękno odkrywali przed sobą światem, albo bez skrępowania dzielili się swoim pięknem. A Jessiego otaczało tak wielu pięknych ludzi, że naprawdę szkoda byłoby tracić wzrok.
Gabriel zaczął swoją opowieść o zabójcy, który chciał wyświadczyć im przysługę pozbawić go życia w wyniku jakichś tam intryg na które pewnie sobie zasłużył.
Wyłapał porozumiewawcze spojrzenie Hannibala i powstrzymał się, żeby nie pokazać mu wymownego gestu palca wkładanego do gardła. Pomimo swojej irytacji, nie zamierzał zachowywać się po wieśniacku.
Historia Gabriela nijak go nie zainteresowała, nieważne, jak dramatycznie miała pewnie brzmieć. Jego myśli dość szybko odnalazły inny, o wiele przyjemniejszy kierunek - gdyby Gabriel i Hannibal zamienili się miejscami, całe to przedstawienie byłoby o wiele ciekawsze. Ociekający deszczową wodą, wzburzony emocjami, ciągnący za sobą widmo niebezpieczeństwa...
To byłby widok, od którego trudno byłoby oderwać wzrok. A gdyby dowiedziały się o tym jego fanki...
W przypadku magów zawsze pytam wpierw o zgodę. Jessie uniósł brew, podumał chwilę, puzle wskoczyły na właściwe miejsce i znowu odwrócił się do Hannibala. To raczej nie mógł być przypadek, że Gabriel użył takich słów zaraz po historyjce o wampirze, którego w lipcu spotkał Jasper, i o zabójcy, którego ktoś podobno na hrabiego nasłał.
Czy ja dobrze myślę?, mówiło jego spojrzenie, równie zirytowane co zdezorientowane.
To mogłoby... wyjaśniać parę spraw, ale... Serio? SERIO?
Kolejny grymas pojawił się na jego twarzy, kiedy hrabia zwrócił się do niego i do Hannibala, płynnie kierując temat rozmowy na szafkę Jonathana.
-Jasper - poprawił hrabię niemal automatycznie. - I mnie się ta szafeczka całkiem podoba.
Przeniósł wzrok na swojego chrzestnego i westchnął cicho, zastanawiając się, jakie pytania chciał mu zadać. Czy w ogóle chciał mu zadawać jakiekolwiek pytania? W sumie to tak. I było ich kilka.
Czyli jednak go znasz?
Jak długo się znacie?
To przez niego pytałeś, czy tamten wampir, który mnie ugryzł, kogoś mi przypominał? Miałeś na myśli Anthony'ego albo jego?
Czy Anthony wie, że kumplujesz się z jego klonem?
Czy Morpheus o tym wie?
Czy mama o tym wie?
Twój Kumpel Hrabia rozmawiał z Theo. Powinienem mu dla bezpieczeństwa wcisnąć perfumy z wyciągiem z czosnku?
Czy to on jest powodem, dla którego mama zrobiła nam w mieszkaniu magazyn czosnku?
Dlaczego nic nie mówiłeś?! Okłamałeś mnie!
-Więc wy dwaj... - wskazał palcem wpierw na wuja i przesunął go powoli w powietrzu, wskazując Gabriela -jednak się znacie?
Nie było to może najlepsze pytanie, jakie mógł, albo powinien, zadać w tym momencie, ale było chyba... bezpieczne.
Rodziny ciąg dalszy...