06.12.2025, 23:01 ✶
- Parę osób w Ministerstwie wspominało, że niektórzy mają problem z wypowiadaniem... imienia. - Zmarszczyła brwi, z irytacją, bo po raz kolejny nie zdołała powiedzieć nie tylko imienia Voldemorta, ale też zdanie zabrzmiało niezrozumiale. Ale jeśli faktycznie problem stał się powszechny, to Jessie zapewne wiedział, o co chodziło. - Sądzisz, że to może być klątwa? - spytała wprost Charlotte, spoglądając na syna badawczo. Bagatelizowała swój stan, owszem, trochę z przyzwyczajenia, trochę jak matka nie chcąca martwić syna, ale też byłaby głupia, gdyby nie spytała, skoro wiedziała, jak dobrym klątwołamaczem był jej syn. A Kelly uważała samą siebie za szaleńczo inteligentną - zapewne inteligentniejszą niż w istocie byłam.
Chwilę później jednak całkowicie pochłonęła ją walka z krzesłem.
Może nie wysadziłaby go, gdyby nie fakt, że chwilę wcześniej coś przejęło kontrolę nad jej strunami głosowymi i wprawiło Charlie w stan ogólnego niezadowolenia. (Chociaż fakt, że omal mebel nie zbił jej z nóg też swoje dokładał.) Zrobiła to jednak i och: wyszło po prostu pięknie.
Kąciki ust Charlotte uniosła się w pełnym satysfakcji uśmiechu.
- Wciąż możesz wywalić te resztki. Tylko schowaj się, zanim spadną - ostrzegła z doświadczenia kogoś, kto czasem robił różne głupie rzeczy w Hogwarcie i nigdy nie dał się na nich przyłapać. -
Ale skoro problem załatwiony, możemy porozmawiać o przyjemniejszych sprawach. Na przykład urodzinach twoich i Rity - powiedziała, przechodząc wzdłuż ściany i przypatrując się jej, by ocenić, na ile ucierpiały konstrukcja.
Mogło wydawać się absurdalne, że rozmawia o takich rzeczach w zrujnowanym mieszkaniu, ale umysł Charlotte chadzał rożnymi ścieżkami.
- Obawiam się, że przyjęcie w okolicach Samhain mogłoby być złym pomysłem. Nawet jeśli V... śmierciożercy nie będą aktywni w sabat, to pewnie w Ministerstwie będzie mnóstwo pracy. Ale może masz ochotę na wycieczkę parę dni wcześniej? Albo upatrzyłeś sobie jakiś prezent? Hm... ściany wydają się w całkiem dobrym stanie, na szczęście.
Chwilę później jednak całkowicie pochłonęła ją walka z krzesłem.
Może nie wysadziłaby go, gdyby nie fakt, że chwilę wcześniej coś przejęło kontrolę nad jej strunami głosowymi i wprawiło Charlie w stan ogólnego niezadowolenia. (Chociaż fakt, że omal mebel nie zbił jej z nóg też swoje dokładał.) Zrobiła to jednak i och: wyszło po prostu pięknie.
Kąciki ust Charlotte uniosła się w pełnym satysfakcji uśmiechu.
- Wciąż możesz wywalić te resztki. Tylko schowaj się, zanim spadną - ostrzegła z doświadczenia kogoś, kto czasem robił różne głupie rzeczy w Hogwarcie i nigdy nie dał się na nich przyłapać. -
Ale skoro problem załatwiony, możemy porozmawiać o przyjemniejszych sprawach. Na przykład urodzinach twoich i Rity - powiedziała, przechodząc wzdłuż ściany i przypatrując się jej, by ocenić, na ile ucierpiały konstrukcja.
Mogło wydawać się absurdalne, że rozmawia o takich rzeczach w zrujnowanym mieszkaniu, ale umysł Charlotte chadzał rożnymi ścieżkami.
- Obawiam się, że przyjęcie w okolicach Samhain mogłoby być złym pomysłem. Nawet jeśli V... śmierciożercy nie będą aktywni w sabat, to pewnie w Ministerstwie będzie mnóstwo pracy. Ale może masz ochotę na wycieczkę parę dni wcześniej? Albo upatrzyłeś sobie jakiś prezent? Hm... ściany wydają się w całkiem dobrym stanie, na szczęście.