06.12.2025, 23:58 ✶
Były momenty, gdy jej praca dawała jej bardzo dużo spełnienia, satysfakcji płynącej z wyciągania kolejnych wniosków i rozwiązywania (nie ważne czy na drodze dedukcji, czy na drodze włamania) kolejnych spraw. To nie był jeden z tych momentów.
Wszyscy świadkowie próbowali mówić na raz, a jednocześnie na różne sposoby, niczym źle zorganizowana orkiestra szkolna.
Byli tutaj, bo na zjeździe tej konkretnej rodziny, po wspólnej kolacji, zasłony nagle stanęły w ogniu, a gdy sytuacja została wreszcie opanowana, okazało się, że wystawiona pamiątkowa tiara zniknęła z ustawionego w honorowym miejscu, marmurowego popiersia założyciela rodu.
Lucy była przekonana, że tiara była albo przeklęta, czarnomagiczna, lub skradziona z kraju pochodzenia rodziny i dlatego nikt nie chciał zgłosić tej sprawy do Ministerstwa Magii. Nie że ją to szczególnie obchodziło.
Co ją obchodziło to natomiast to to, aby ci wszyscy ludzie wreszcie zaczęli mówić z sensem.
I znowu opowiadała o tym porodzie. Ja byłem przy tym porodzie! Nie ona!
Ciotka lubi opowiadać o porodach. Chciała napisać książkę naukową na temat porodów w literaturze, ale nikt nie chciał jej wydać.
No ale tiara! Tiara Ricardo! Co z nią!?
No przecież do tego zmierzam! Ciotka zaczęła opowiadać o…
A jesteśmy pewni że ta tiara nie spadła pod stół?
Oczywiście że tak!
A jesteśmypewnieżeblablablablablablablabla
Bla
Bla
Bla
Bla bla bla bla
Bla bla
Nagle ludzi pojawiło się jeszcze więcej i Lucy uznała, że najlepiej będzie dać im rzucić się sobie do gardeł, tak aby za kilka minut zmądrzeli, uspokoili się i wreszcie pozwolili jej działać. Sądząc po tym jak bardzo ze wszystkich kipiały emocje Lucy zakładała, że ma jakieś dziesięć, może piętnaście minut. Obróciła się aby zobaczyć co u Gabriela i… Gabriela oczywiście już tu nie było. Wampirzyca westchnęła cicho, przecisnęła się przez dwójkę awanturujących się kuzynów, którzy nawet jej nie zauważyli i ruszyła na poszukiwanie swojego francuskiego utrapienia. Długo szukać go nie musiała.
– Uroczy ogród – stwierdziła, zastanawiając się jak bardzo oburzy go tym zdaniem, bo w gruncie rzeczy ogród był bardzo nijaki. – Wiesz, podobno kuzyn Elio jest ogrodnikiem. Myślałam, że się zaprzyjaźnicie. Albo że chociaż zechcesz brać udział w śledztwie.
Założyła ręce na piersi i oparła się o ścianę kamieniczki.
Wszyscy świadkowie próbowali mówić na raz, a jednocześnie na różne sposoby, niczym źle zorganizowana orkiestra szkolna.
Byli tutaj, bo na zjeździe tej konkretnej rodziny, po wspólnej kolacji, zasłony nagle stanęły w ogniu, a gdy sytuacja została wreszcie opanowana, okazało się, że wystawiona pamiątkowa tiara zniknęła z ustawionego w honorowym miejscu, marmurowego popiersia założyciela rodu.
Lucy była przekonana, że tiara była albo przeklęta, czarnomagiczna, lub skradziona z kraju pochodzenia rodziny i dlatego nikt nie chciał zgłosić tej sprawy do Ministerstwa Magii. Nie że ją to szczególnie obchodziło.
Co ją obchodziło to natomiast to to, aby ci wszyscy ludzie wreszcie zaczęli mówić z sensem.
I znowu opowiadała o tym porodzie. Ja byłem przy tym porodzie! Nie ona!
Ciotka lubi opowiadać o porodach. Chciała napisać książkę naukową na temat porodów w literaturze, ale nikt nie chciał jej wydać.
No ale tiara! Tiara Ricardo! Co z nią!?
No przecież do tego zmierzam! Ciotka zaczęła opowiadać o…
A jesteśmy pewni że ta tiara nie spadła pod stół?
Oczywiście że tak!
A jesteśmypewnieżeblablablablablablablabla
Bla
Bla
Bla
Bla bla bla bla
Bla bla
Nagle ludzi pojawiło się jeszcze więcej i Lucy uznała, że najlepiej będzie dać im rzucić się sobie do gardeł, tak aby za kilka minut zmądrzeli, uspokoili się i wreszcie pozwolili jej działać. Sądząc po tym jak bardzo ze wszystkich kipiały emocje Lucy zakładała, że ma jakieś dziesięć, może piętnaście minut. Obróciła się aby zobaczyć co u Gabriela i… Gabriela oczywiście już tu nie było. Wampirzyca westchnęła cicho, przecisnęła się przez dwójkę awanturujących się kuzynów, którzy nawet jej nie zauważyli i ruszyła na poszukiwanie swojego francuskiego utrapienia. Długo szukać go nie musiała.
– Uroczy ogród – stwierdziła, zastanawiając się jak bardzo oburzy go tym zdaniem, bo w gruncie rzeczy ogród był bardzo nijaki. – Wiesz, podobno kuzyn Elio jest ogrodnikiem. Myślałam, że się zaprzyjaźnicie. Albo że chociaż zechcesz brać udział w śledztwie.
Założyła ręce na piersi i oparła się o ścianę kamieniczki.