Prawdopodobnie coś tchnęło w nią życie tego dnia; możliwe, że były to języki słońca obmywające polany pod zamczyskiem, które sprawiały, iż mogła na połach biblioteki rozłożyć się wygodnie, bez zbędnych szeptów obmywających eter z ust uczniów. Bo już w wieku szesnastu lat obrzydło jej przebywanie wśród żywych, a obraźliwie stoicka postawa bywała źródłem niezawoalowanych plotek, które prędzej czy później docierały do jej uszu gromkim szumem. Przesiąkła pewnością o własnej nieomylności wyborów, a młodość wycinała przed nią gładką przesiekę, pas startowy. Butna i arogancka, bynajmniej nie zaskarbiała sobie sympatii tłumów.
Wosk kapał ze świecy nieubłaganie, w miękkiej bieli znacząc stół, przy którym zajmowała miejsce. Płomień igrał niewinnie z barwami bibliotecznymi, posyłając w przestrzeń co jakiś czas niewielki słup dymu; biblioteka była opustoszała, kręciło się w niej raptem kilkoro uczniów – reszta, kierując się zdrowym rozsądkiem, korzystała ze słonecznej, majowej pogody. Ta miała odpłynąć z wdziękiem wianków świętojańskich z kolejnymi dniami, które prognozowały rychłe opady deszczu. W końcu czy ktoś jeszcze pamiętał o rysowaniu swojej drogi wśród rzęsistych kropel majowych?
Siedziała z nogami podwiniętymi pod brodę, wertując stronice opasłej księgi, której wiekowość była niebagatelnie oczywista, przejawiając się w pożółkłych kartkach, lekko rozmytych literach, prawdopodobnie nadgryzionych jeszcze w druku. Obwoluta z kolei, skórzana i ciężka, mówiła jasno o treści: Wróżbiarstwo zaawansowane.
Zmrużyła nieznacznie oczy, widząc języki słońca przebijające się przez kryształowe okna. Wtem jednak, usłyszała znajomy głos.
– Wolne – odparła, nie zdejmując wzroku z treści księgi.
Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w litery, usiłując ułożyć z nich zwięzły ciąg, tęczówki jednak zamarły gdzieś pomiędzy słowami. Rozproszona, spojrzała na Ulyssesa, z głośnym hukiem zamykając książkę.
– Powiedz mi, Rookwood – zaczęła, opierając podbródek na splecionych dłoniach. – Brzydzisz się życiem, że w taką pogodę postanowiłeś przyjść tutaj? – spytała nietypowo miękko, głosem niemelodyjnie, delikatnie ochrypniętym.