07.12.2025, 19:06 ✶
Dalej śpiewam BARDZO PIĘKNIE, już w sali balowej, a Victoria lata przy mnie z anielskimi skrzydłami
– Masz nastrój do zabawy? – spytał Christopher jeszcze, na sekundę nim wypił ten cały eliksir, gdy wspomniała o tym pokrzepieniu serc oraz niemożliwości przejmowania się dniami i nocami. Ton miał absolutnie neutralny: po prostu po prawdzie ciekawe był odpowiedzi i zwrócił na Victorię uważne spojrzenie, choć niewiele widział przez maskę. Jeśli szło o niego, blichtr, muzyka, alkohol, gdy niedawno Anglię spowiły popioły, nie raziły go jakoś szczególnie – nie miał nic przeciwko śmiechom i tańcowi do białego rana. Ale jakiś mały fragment Christophera, nawet jeśli chłopak miał trochę samolubną naturę, podpowiadał, że Victoria stała w trochę innym miejscu niż on. I dlatego nie wiedział, jak mogła brzmieć prawdziwa odpowiedzieć.
Ale kontynuowanie rozmowy było chwilę później bardzo trudne. Bo jego partnerka unosiła się w powietrzu, bijąc je białymi skrzydłami, a on… On śpiewał.
So take my hand, and we can fly
Above the masks, above the sky.
In this ballroom made of silver dreams.
Wyśpiewał to na słowa Victorii, która zdumiała się, że potrafi śpiewać: a w duszę ukłuła go zimna panika, i chwilę za nią nadeszło twarde postanowienie. Potrzebował nauczyciela śpiewu i potrzebował go teraz! No dobrze. Może nie teraz, tu, w tej chwili, ale najdalej na pojutrze. Oczywiście, na Sali działy się inne rzeczy: pierzaste skrzydła wyrosły paru innym osobom, niektórzy goście poczuli gwałtowną potrzebę całowania się, inni zamieniali się w elfy, i przez to jego występ muzyczny, nawet jeżeli ściągnął trochę spojrzeń, pewnie nie miał stać się punktem kulminacyjnym wieczoru… Ale Christopher rzecz jasna nie widział zamieszania i święcie wierzył, że obserwują go wszyscy.
I nie zamierzał pozwolić, aby po tym wszystkim później ktoś mu nagle zarzucił, że nie potrafi śpiewać!!!
Odchrząknął: jego głos powoli najwyraźniej powracał do normy.
– Bardzo dawno tego nie robiłem – ni to powiedział, ni zaśpiewał: już ciszej, raczej wypowiadając słowa, po prostu trochę… śpiewnie. – Ten eliksir wywołał nagłą ochotę na śpiew – wyjaśnił, trochę ze zdziwieniem, trochę z jakąś odrobiną irytacji.
Wciąż trzymał dłoń Lestrange, nawet jeżeli wyglądało to odrobinę głupio. Pochlebiał sobie, że ze wszystkich mężczyzn na tej Sali – a przynajmniej z tych, którzy w wolnych chwilach nie wpadają na pomysły przebierania się w kobiece ciuszki – wie o kobiecych butach najwięcej. I miał pewne obawy, że jeśli te skrzydła nagle znikną, przy lądowaniu może mieć problem z zachowaniem równowagi.
– Masz nastrój do zabawy? – spytał Christopher jeszcze, na sekundę nim wypił ten cały eliksir, gdy wspomniała o tym pokrzepieniu serc oraz niemożliwości przejmowania się dniami i nocami. Ton miał absolutnie neutralny: po prostu po prawdzie ciekawe był odpowiedzi i zwrócił na Victorię uważne spojrzenie, choć niewiele widział przez maskę. Jeśli szło o niego, blichtr, muzyka, alkohol, gdy niedawno Anglię spowiły popioły, nie raziły go jakoś szczególnie – nie miał nic przeciwko śmiechom i tańcowi do białego rana. Ale jakiś mały fragment Christophera, nawet jeśli chłopak miał trochę samolubną naturę, podpowiadał, że Victoria stała w trochę innym miejscu niż on. I dlatego nie wiedział, jak mogła brzmieć prawdziwa odpowiedzieć.
Ale kontynuowanie rozmowy było chwilę później bardzo trudne. Bo jego partnerka unosiła się w powietrzu, bijąc je białymi skrzydłami, a on… On śpiewał.
So take my hand, and we can fly
Above the masks, above the sky.
In this ballroom made of silver dreams.
Wyśpiewał to na słowa Victorii, która zdumiała się, że potrafi śpiewać: a w duszę ukłuła go zimna panika, i chwilę za nią nadeszło twarde postanowienie. Potrzebował nauczyciela śpiewu i potrzebował go teraz! No dobrze. Może nie teraz, tu, w tej chwili, ale najdalej na pojutrze. Oczywiście, na Sali działy się inne rzeczy: pierzaste skrzydła wyrosły paru innym osobom, niektórzy goście poczuli gwałtowną potrzebę całowania się, inni zamieniali się w elfy, i przez to jego występ muzyczny, nawet jeżeli ściągnął trochę spojrzeń, pewnie nie miał stać się punktem kulminacyjnym wieczoru… Ale Christopher rzecz jasna nie widział zamieszania i święcie wierzył, że obserwują go wszyscy.
I nie zamierzał pozwolić, aby po tym wszystkim później ktoś mu nagle zarzucił, że nie potrafi śpiewać!!!
Odchrząknął: jego głos powoli najwyraźniej powracał do normy.
– Bardzo dawno tego nie robiłem – ni to powiedział, ni zaśpiewał: już ciszej, raczej wypowiadając słowa, po prostu trochę… śpiewnie. – Ten eliksir wywołał nagłą ochotę na śpiew – wyjaśnił, trochę ze zdziwieniem, trochę z jakąś odrobiną irytacji.
Wciąż trzymał dłoń Lestrange, nawet jeżeli wyglądało to odrobinę głupio. Pochlebiał sobie, że ze wszystkich mężczyzn na tej Sali – a przynajmniej z tych, którzy w wolnych chwilach nie wpadają na pomysły przebierania się w kobiece ciuszki – wie o kobiecych butach najwięcej. I miał pewne obawy, że jeśli te skrzydła nagle znikną, przy lądowaniu może mieć problem z zachowaniem równowagi.