Mogli opuścić Nokturn. Wyrwać się z tego miejsca, które okazało się być tylko krótkim przystankiem podczas ich wspólnej wędrówki, która tak właściwie dopiero się rozpoczynała, mieli ruszyć w nieznane, w zupełnie nową rzeczywistość, którą będą tworzyć razem. Było to mocno ekscytujące zważając na to, że jeszcze kilka godzin temu w ogóle nie byłaby w stanie przewidzieć do czego doprowadzi ją ten dzień. Życie lubiło zaskakiwać, tym razem jednak było to całkiem miłym zaskoczeniem. Wiele się zmieniło, tak naprawdę wszystko się zmieniło podczas tej jednej, wyjątkowej nocy i ogromnie ją to cieszyło.
Nie mogło być lepiej. Nic nie było lepsze od trzymania go za rękę ze świadomością, że był jej mężem, na zawszeieo zostać razem. Uśmiechała się do siebie, nie mogła przestać, mimo, że znajdowali się jeszcze na Nokturnie, gdzie chyba ludzie nie przywykli do podobnego widoku. Czuła dziwną lekkość, jakby nogi same unosiły jej się nad ziemią, a wszystko miało być już teraz bardzo proste.
Nie mogli pozwolić sobie na brak ostrożności, ale zniknął ten ciężar, który towarzyszył jej gdy się tutaj znalazła, powietrze niby było takie same, ale dopiero przed chwilą zaczęła oddychać pełną piersią, coś się w niej zmieniło. Być może zaklinaczka faktycznie zabrała to, co nie pozwalało jej sięgać po szczęście.
Nokturn pozostał za nimi, dobrze, zasługiwali na to, by znaleźć się w bardziej przyjemnym miejscu, w innym otoczeniu, miała to była być ich pierwsza noc po ślubie, powinni móc cieszyć się sobą gdzieś, gdzie nikt nie będzie mógł im przeszkodzić, gdzie nie będą czuli na plecach oddechu osób, które chciałyby ich krzywdy. Na Nokturnie nigdy nie można było być niczego pewnym, także go opuścili i znaleźli się w tej mniej groźnej części stolicy.
Ulica była oświetlona, latarnie mieniły się jasnym, ciepłym światłem, rozświetlały im drogę. Powietrze było przyjemniejsze, pozbawione tego charakterystycznego zapachu, który pojawiał się tylko tam, chociaż miała wrażenie, że dosyć mocno nim przesiąknęli, wizyty na Nokturnie zawsze kończyły się w ten sam sposób.
Szli w wiadomym celu, tak właściwie to Benjy ją prowadził, jakoś zawsze kończyli w ten sposób, kiedy znajdowali się obok siebie. On ją prowadził, ona szła za nim nie zdając zbędnych pytań, bo wiedziała, że przy nim jest bezpieczna, że nie spotka jej żadna krzywda. To działało kiedy byli dziećmi, i jak spotkali się ponownie jako swoje dorosłe wersje. Miało działać też w przyszłości, bo zamierzała nadal podążać za nim wszędzie. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Czuła pod palcami ciepło jego skóry, szorstkie dłonie, które zaciskały się na jej, to nie był sen, oni naprawdę to zrobili, wzięli ślub, a teraz zmierzali do hotelu, aby skonsumować ich zupełnie nowy związek.
Hotelu, który Benjy znał z czasów, kiedy był kimś innym, teraz to miejsce miało się mu kojarzyć już z czymś nowym, z nią, chciał ją tam zabrać, bo uważał, że należała im się odrobina luksusu, tak właściwie to średnio mieli inne rozwiązanie, bo nie do końca mieli się gdzie podziać, ale to też będzie problem na kolejny dzień. Dzisiaj nic nie miało im przeszkadzać, nie mieli skupiać się na niczym innym oprócz sobie nawzajem.
Milczeli, nie przestawała jednak co chwilę spoglądać na niego kątem oka, aż ich spojrzenia się spotkały. Kiedy widziała go takiego, z tą ręką splecioną z nią nie potrafiła zebrać myśli, to ją rozpraszało, pewnie długo jeszcze będzie. - Nie wiem, rzadko tu bywam, to znaczy teraz już wiem. - Częściej bywała na Nokturnie, niż w mugolskiej części stolicy. Mimo, że mieszkała tutaj przez całe swoje życie, to raczej trzymała się tych magicznych dzielnic.
- To musi być piękny widok. - Nigdy nie miała szansy tego zobaczyć, więc to miał być jej kolejny pierwszy raz dzisiaj, pierwszy raz z nim. Pamiętała te momenty nad jeziorem, gdy tafla była spokojna i można było w niej obejrzeć zamek, było to zachwycające, wspomnienia wracały do niej w tej chwili. Te wszystkie dni, kiedy mu ulegała i zamiast się uczyć to włóczyła się z nim po błoniach, niczego nie żałowała, bo były to momenty warte zapamiętania, dzięki temu teraz miała do czego wracać.
Gdy zaczęli zbliżać się w stronę bulwarów uderzyło w nią zimne powietrze, woda niosła ze sobą chłód, tylko, że jej ciało nie wydawało się w ogóle na niego reagować, było jej ciepło, mimo jesieni w powietrzu, wewnątrz niej nadal było lato, a może nawet wiosna, gdy wszystko budziło się do życia, ona się dzisiaj obudziła, tak jak jeszcze nigdy wcześniej.
Wokół nie było żywego ducha, byli tutaj tylko oni, miasto spało, Benjy zatrzymał się i przyciągnął ją do siebie. Przejechał dłonią po jej policzku, przymknęła na moment oczy, na krótką chwilę, zaciągnęła się głęboko rześkim powietrzem, które mieszało się z jego zapachem, po chwili uniosła głowę, aby spojrzeć mu w oczy.
- Benjy... - Znajdowali się bardzo blisko siebie, dzieliły ich właściwie milimetry, wpatrywała się w niego jak zaczarowana, nie mogła odwrócić wzroku, nie chciała tego robić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control