07.12.2025, 21:14 ✶
Całe szczęście, nie było potrzeby sięgania po magię. Cieszyło ją to z dwóch powodów: nadal nie wiedziała, czy lepsze będzie zaklęcie cucące, czy jednak chlust wody w twarz oraz względna przytomność mężczyzny na tym etapie sugerowała, że to mogło być tymczasowe zasłabnięcie, a nie coś, co wymaga pomocy uzdrowiciela. Mimo to przyglądała mu się z uwagą, próbują wybadać, czy faktycznie wraca do przytomności, czy jednak dalej osuwa się w ciemność. Zdawała sobie sprawę z tego, że wszystko mogło się zdarzyć. I miała nadzieję, że mężczyzna nie uzna jej nagle za jakieś zagrożenie i nie postanowi zaatakować. Nie takie rzeczy czasami się zdarzały w różnych stanach zaćmienia umysłu. Na razie nic jednak na to nie wskazywało i nawet zaciśnięte palce na jej rękawie ciężko było traktować jako zapowiedź ataku.
A potem padło słowo, wypowiedziane tak niewyraźnie, że w zasadzie nie miała żadnej pewności, co tak naprawdę usłyszała. Mogło to być wszystko, dlatego postanowiła je zignorować. Tym bardziej że mężczyzna nie wydawał się przywiązywać do niego większej uwagi, skoro nie zdecydował się go powtórzyć. Właściwie, gdyby pochyliła się nad nim w tym momencie, z pewnością uznałaby go za jakiegoś pijaka, który zaczął zbyt wcześnie i dla którego zdecydowanie powinien nastąpić koniec w spożywaniu trunków alkoholowych i pieszych wędrówkach. Ba, podobnie chyba myślało tych kilka nieszczęsnych osób, które szybkim krokiem mijały tę dwójkę, zapewne w myślach błagając, by żadne nie zechciało nagle się odezwać w ich stronę. Na szczęście mało kontaktującego mężczyzny, Cassandra była całkowicie pewna, że to nie alkohol miał coś wspólnego z jego stanem.
- Nic się nie stało - odpowiedziała całkowicie naturalnie, ponieważ taka była prawda. Nie miała pojęcia, z kim ją pomylił, ani nawet czy dobrze usłyszała poszczególne litery, więc żadnej sprawy nie było. - Pomogę Ci się podnieść, dobrze? Pięć kroków stąd jest ławka, na niej na pewno będzie wygodniej dojść do siebie niż na tym bruku. - Uśmiechnęła się sympatycznie, wsuwając powoli rękę pod jego ramię oraz plecy. Nie spieszyła się, powoli pomagając mu podnieść się najpierw do pozycji siedzącej, potem dopiero do powolnego powstania. Cały czas służyła mu wsparciem, pomagając utrzymać równowagę oraz dość chwiejny pion, momentami niemal w całości biorąc na siebie ciężar mężczyzny. I nawet najmniejszym grymasem nie dała po sobie poznać, że jest jej ciężko lub niewygodnie. A gdy dotarli do ławki, pomogła mu usiąść i sama także usiadła obok.
- Pamiętasz, co się właściwie stało? Często zdarza Ci się tak zasłabnąć? Może powinnam kogoś zawiadomić? - Zadała pytania, dopiero gdy była pewna, że jej słowa w ogóle dotrą do nieznajomego mężczyzny. Teoretycznie mogłaby go tu już zostawić, nie wyglądał tak, jakby miał zaraz umrzeć na środku ulicy, lecz wiedziała, że będzie się wtedy źle czuła sama ze sobą. Musiała pomóc mu od początku do końca. I chciała mu pomóc od początku do końca. Dlatego spoglądała na niego lekko zmartwiona, czekając na jakiekolwiek odpowiedzi, które może coś rozjaśnią, a może splączą całą sytuację jeszcze bardziej.
A potem padło słowo, wypowiedziane tak niewyraźnie, że w zasadzie nie miała żadnej pewności, co tak naprawdę usłyszała. Mogło to być wszystko, dlatego postanowiła je zignorować. Tym bardziej że mężczyzna nie wydawał się przywiązywać do niego większej uwagi, skoro nie zdecydował się go powtórzyć. Właściwie, gdyby pochyliła się nad nim w tym momencie, z pewnością uznałaby go za jakiegoś pijaka, który zaczął zbyt wcześnie i dla którego zdecydowanie powinien nastąpić koniec w spożywaniu trunków alkoholowych i pieszych wędrówkach. Ba, podobnie chyba myślało tych kilka nieszczęsnych osób, które szybkim krokiem mijały tę dwójkę, zapewne w myślach błagając, by żadne nie zechciało nagle się odezwać w ich stronę. Na szczęście mało kontaktującego mężczyzny, Cassandra była całkowicie pewna, że to nie alkohol miał coś wspólnego z jego stanem.
- Nic się nie stało - odpowiedziała całkowicie naturalnie, ponieważ taka była prawda. Nie miała pojęcia, z kim ją pomylił, ani nawet czy dobrze usłyszała poszczególne litery, więc żadnej sprawy nie było. - Pomogę Ci się podnieść, dobrze? Pięć kroków stąd jest ławka, na niej na pewno będzie wygodniej dojść do siebie niż na tym bruku. - Uśmiechnęła się sympatycznie, wsuwając powoli rękę pod jego ramię oraz plecy. Nie spieszyła się, powoli pomagając mu podnieść się najpierw do pozycji siedzącej, potem dopiero do powolnego powstania. Cały czas służyła mu wsparciem, pomagając utrzymać równowagę oraz dość chwiejny pion, momentami niemal w całości biorąc na siebie ciężar mężczyzny. I nawet najmniejszym grymasem nie dała po sobie poznać, że jest jej ciężko lub niewygodnie. A gdy dotarli do ławki, pomogła mu usiąść i sama także usiadła obok.
- Pamiętasz, co się właściwie stało? Często zdarza Ci się tak zasłabnąć? Może powinnam kogoś zawiadomić? - Zadała pytania, dopiero gdy była pewna, że jej słowa w ogóle dotrą do nieznajomego mężczyzny. Teoretycznie mogłaby go tu już zostawić, nie wyglądał tak, jakby miał zaraz umrzeć na środku ulicy, lecz wiedziała, że będzie się wtedy źle czuła sama ze sobą. Musiała pomóc mu od początku do końca. I chciała mu pomóc od początku do końca. Dlatego spoglądała na niego lekko zmartwiona, czekając na jakiekolwiek odpowiedzi, które może coś rozjaśnią, a może splączą całą sytuację jeszcze bardziej.