07.12.2025, 21:40 ✶
Naprawdę i szczerze ucieszyła się, że wreszcie znaleźli jakąś pomoc. Nie dawała tego po sobie poznać, ale docierała do swoich granic i nie wiedziała, ile jeszcze będzie w stanie wytrzymać, nim wyćwiczona wola przestanie napędzać zmęczone oraz poranione ciało. Oczywiście, łatwo poddawać się nie zamierzała, ale nie była też robotem, by ciągnąć nie wiadomo ile.
- Jak to? - Zdziwiła się, gdy usłyszała o Mungu. Drugie wsparcie przyjęła z milczącą wdzięcznością, bo naprawdę przyniosło sporo ulgi. A słuchając tłumaczeń kobiety, zaczynała zdawać sobie sprawę, że tragedia faktycznie jest ogromna oraz dotyka niemal każdego. Nie miała pojęcia, jak uda im się ten bałagan opanować, ale to zdecydowanie nie były najlepsze rozważania na ten moment i na jej mizerne siły wewnętrzne.
Sytuacja w zaułku wcale nie była lepsza. Gdyby miała więcej sił, z pewnością by zaprotestowała i chciała szukać kogoś innego, mniej zmęczonego, byle nie dokładać pracy tej kobiecie. Takich sił jednak nie miała i musiała niechętnie dołożyć jej jeszcze więcej pracy. Za to uwagę o kodeksie tajności skwitowała delikatnym, bladym uśmiechem. Może i powinna bardziej się nad tym pochylić, ale nawet ona nie uważała, że odrobina maści na oparzenia, sprawi, że wszyscy dowiedzą się o magicznym świecie. Nie przy skali pożarów i tragedii, jakie dotknęły Londyn tej nocy. Cierpliwie i w milczeniu czekała więc na swoją kolej, by wreszcie pozwolić się obejrzeć.
- Okno na mnie wybuchło - powiedziała, nakreślając szybko sytuację, która sprawiła, że znajdowała się obecnie w tak opłakanym stanie. Na całe szczęście swoje oraz uzdrowicielki, w tym przypadku użycie magii było dozwolone, a nawet i wskazane. Doprowadzenie więc jej skromnej osoby do względnego porządku poszło więc całkiem szybko. Jak zawsze, dostała także odpowiednie zalecenia, które ciężkie były do przestrzegania w obliczu całego tego bałaganu, ale obiecała, że zrobi to, co tylko będzie w stanie. Zaczęła od powrotu do rodzinnego domu, w końcu z jej własnego zostało niewiele. Z domu rodziców właściwie też, ale przynajmniej znalazła się pod opieką, której obecnie wymagała.
- Jak to? - Zdziwiła się, gdy usłyszała o Mungu. Drugie wsparcie przyjęła z milczącą wdzięcznością, bo naprawdę przyniosło sporo ulgi. A słuchając tłumaczeń kobiety, zaczynała zdawać sobie sprawę, że tragedia faktycznie jest ogromna oraz dotyka niemal każdego. Nie miała pojęcia, jak uda im się ten bałagan opanować, ale to zdecydowanie nie były najlepsze rozważania na ten moment i na jej mizerne siły wewnętrzne.
Sytuacja w zaułku wcale nie była lepsza. Gdyby miała więcej sił, z pewnością by zaprotestowała i chciała szukać kogoś innego, mniej zmęczonego, byle nie dokładać pracy tej kobiecie. Takich sił jednak nie miała i musiała niechętnie dołożyć jej jeszcze więcej pracy. Za to uwagę o kodeksie tajności skwitowała delikatnym, bladym uśmiechem. Może i powinna bardziej się nad tym pochylić, ale nawet ona nie uważała, że odrobina maści na oparzenia, sprawi, że wszyscy dowiedzą się o magicznym świecie. Nie przy skali pożarów i tragedii, jakie dotknęły Londyn tej nocy. Cierpliwie i w milczeniu czekała więc na swoją kolej, by wreszcie pozwolić się obejrzeć.
- Okno na mnie wybuchło - powiedziała, nakreślając szybko sytuację, która sprawiła, że znajdowała się obecnie w tak opłakanym stanie. Na całe szczęście swoje oraz uzdrowicielki, w tym przypadku użycie magii było dozwolone, a nawet i wskazane. Doprowadzenie więc jej skromnej osoby do względnego porządku poszło więc całkiem szybko. Jak zawsze, dostała także odpowiednie zalecenia, które ciężkie były do przestrzegania w obliczu całego tego bałaganu, ale obiecała, że zrobi to, co tylko będzie w stanie. Zaczęła od powrotu do rodzinnego domu, w końcu z jej własnego zostało niewiele. Z domu rodziców właściwie też, ale przynajmniej znalazła się pod opieką, której obecnie wymagała.
Koniec sesji