07.12.2025, 22:44 ✶
Dzisiejszy dzień zapowiadał się dość spokojnie. Planowała poświęcić go nadrobieniu papierkowej roboty, w której zbytnio nie celowała, jak właściwie większość aurorów. Tutaj ludzie woleli działać w terenie, śledzić podejrzanych, rozpytywać świadków, szukać winnych pożarów i ogólnie robić wszystko, co sprawiało, że nie musieli siedzieć przy biurkach. Niestety, taki tryb powodował, że papierologia stosowana rosła w bardzo szybkim tempie, a jej zaległości piętrzyły się jak niedostępne szczyty. I właśnie z tym dzisiaj postanowiła dzielnie walczyć. Jak się miało szybko okazać, na postanowieniu musiało się skończyć.
Czy powinna być zaskoczona, że los miał dla niej inne plany? Niespecjalnie. Gdy więc wiadomość o czarnomagicznej przesyłce trafiła na jej biurko, skwitowała ją jedynie cichym westchnięciem. Zdecydowanie nie było jej pisane rozprawiać się z pergaminami, z których mogłaby zrobić sobie całkiem wygodną poduszkę, gdyby przyszło jej do głowy zdrzemnąć się w pracy. No nic, jakoś specjalnie żalu nie miała, by te wszystkie zaległości po raz kolejny zostawić za sobą. Najpierw jednak dokładnie zapoznała się z otrzymaną wiadomością, by mieć, chociaż jakiś punkt zaczepienia na to wszystko. I musiała przyznać, że zaciekawiło ją to wezwanie. Czarnomagiczna przesyłka? W środku Ministerstwa? Ktoś naprawdę był tak głupi, by liczyć, że nikt się nie zorientuje? A może paczka została specjalnie podrzucona i ktoś chciał przetestować ich zachowanie w takim przypadku? Hipotezy powoli się pojawiały, ale póki co, były to jedynie pytania bez żadnych odpowiedzi. Jeśli chciała uzyskać te drugie, to musiała pofatygować się na miejsce zdarzenia, a z pewnością na tym się też nie skończy.
W dość niedługim czasie znalazła się pod odpowiednimi drzwiami, w towarzystwie kilku brygadzistów, którzy mieli zadbać o bezpieczeństwo innych osób, zapewne głównie przez nie wpuszczanie tutaj nikogo niepowołanego, dopóki zagrożenie nie zostanie rozbrojone. Ewentualnie, dopóki wszyscy nie zginą, ale nie potrafiła zakładać tak pesymistycznego obrazu. Nie w instytucji magią stojącej. Zapukała, dając znać o swoim przybyciu i weszła do środka. W zasadzie ciężko było rozpoznać w niej aurora, bo nie miała żadnych znaczących blizn bądź ubytków, a i ubrana była w całkiem elegancki zestaw: długa, ciemna spódnica, biały golf, a wszystko spięte szerokim, brązowym paskiem z dużą klamrą. Rude włosy splecione były w luźnego kłosa, zapewniając spokój od opadających na twarz kosmyków.
- Dzień dobry... - "Panowie zamawiali aurora na wynos?" dokończyła zdanie w myślach, pilnując się jednak, by jej uśmiech nie wyszedł poza ramy uprzejmości. Zamknęła za sobą drzwi i zrobiła kilka kroków w głąb pomieszczenia, skupiając wzrok na tajemniczej paczce. - Cassandra Cavendish, auror. Wiemy coś o tej przesyłce, poza faktem, że zionie czarną magią jak smok swoim ogniem?
Czy powinna być zaskoczona, że los miał dla niej inne plany? Niespecjalnie. Gdy więc wiadomość o czarnomagicznej przesyłce trafiła na jej biurko, skwitowała ją jedynie cichym westchnięciem. Zdecydowanie nie było jej pisane rozprawiać się z pergaminami, z których mogłaby zrobić sobie całkiem wygodną poduszkę, gdyby przyszło jej do głowy zdrzemnąć się w pracy. No nic, jakoś specjalnie żalu nie miała, by te wszystkie zaległości po raz kolejny zostawić za sobą. Najpierw jednak dokładnie zapoznała się z otrzymaną wiadomością, by mieć, chociaż jakiś punkt zaczepienia na to wszystko. I musiała przyznać, że zaciekawiło ją to wezwanie. Czarnomagiczna przesyłka? W środku Ministerstwa? Ktoś naprawdę był tak głupi, by liczyć, że nikt się nie zorientuje? A może paczka została specjalnie podrzucona i ktoś chciał przetestować ich zachowanie w takim przypadku? Hipotezy powoli się pojawiały, ale póki co, były to jedynie pytania bez żadnych odpowiedzi. Jeśli chciała uzyskać te drugie, to musiała pofatygować się na miejsce zdarzenia, a z pewnością na tym się też nie skończy.
W dość niedługim czasie znalazła się pod odpowiednimi drzwiami, w towarzystwie kilku brygadzistów, którzy mieli zadbać o bezpieczeństwo innych osób, zapewne głównie przez nie wpuszczanie tutaj nikogo niepowołanego, dopóki zagrożenie nie zostanie rozbrojone. Ewentualnie, dopóki wszyscy nie zginą, ale nie potrafiła zakładać tak pesymistycznego obrazu. Nie w instytucji magią stojącej. Zapukała, dając znać o swoim przybyciu i weszła do środka. W zasadzie ciężko było rozpoznać w niej aurora, bo nie miała żadnych znaczących blizn bądź ubytków, a i ubrana była w całkiem elegancki zestaw: długa, ciemna spódnica, biały golf, a wszystko spięte szerokim, brązowym paskiem z dużą klamrą. Rude włosy splecione były w luźnego kłosa, zapewniając spokój od opadających na twarz kosmyków.
- Dzień dobry... - "Panowie zamawiali aurora na wynos?" dokończyła zdanie w myślach, pilnując się jednak, by jej uśmiech nie wyszedł poza ramy uprzejmości. Zamknęła za sobą drzwi i zrobiła kilka kroków w głąb pomieszczenia, skupiając wzrok na tajemniczej paczce. - Cassandra Cavendish, auror. Wiemy coś o tej przesyłce, poza faktem, że zionie czarną magią jak smok swoim ogniem?