08.12.2025, 02:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2025, 02:53 przez Astoria Avery.)
Uniosła lekko brew, co sygnalizowałoby autentyczne zdziwienie, gdyby nie to, że maska przysłaniała górną część jej twarzy. Niemniej mógł dostrzec błysk zaskoczenia w oczach kobiety, gdy przyglądała mu się badawczo. Dlaczego z własnej woli oglądał czarne róże? Przypuszczała, że nie był to jego pomysł, prawdopodobnie przystał na czyjąś propozycję. I to właśnie ją zaciekawiło, kto zdołał go namówić.
- Ach tak? Za czyją namową, jeśli to nie tajemnica? - nawet nie starała się zabrzmieć mniej wścibsko. W międzyczasie obserwowała wnętrze i interakcje innych osób. Astoria zawsze ciągnęła do centrum wydarzeń, do miejsca, gdzie czuło się puls towarzyskiego życia. Chciała wiedzieć, jak daleko poszli Lestrangowie, jakie sekrety zaplanowali, jakimi efektami postarają się prześcignąć własną legendę. Każdy taki bal to okazja do popisania się przed resztą rodów - ba, czasem całej społeczności magicznej w Londynie. Domyślała się więc, że nie będą przebierać w środkach i chciała to zobaczyć na własne oczy. Między innymi dlatego ogród nie wydawał jej się w tym momencie atrakcyjny. Prawdopodobnie przypomni sobie o nim, gdy zmęczenie zacznie dawać jej się we znaki i będzie chciała odpocząć wśród krzewów.
- Jasne. Jak będziemy się nudzić, pójdziemy obejrzeć róże - uśmiechnęła się lekko. Na razie jednak nie zapowiadało się na to, żeby mieli się nudzić. Widziała, co dzieje się wokół nich, ale to nie powstrzymało jej przed wypiciem eliksiru. Chociaż raz chciała pozwolić sobie na moment szaleństwa, tym bardziej, że miała obok siebie przyjaciela, na którego mogła liczyć w razie kłopotów.
- Prawda, przekonałam się o tym, próbując wyprawić ci urodziny-niespodziankę - wywróciła teatralnie oczami. Największą niespodzianką na tym przyjęciu był fakt, że solenizant wcale się nie pojawił.
Po raz kolejny złapała się na tym, że jej spojrzenie, nieświadomie, nerwowo, zbyt często powracało nad tłum, jakby szukała nie czarnych róż, lecz kogoś, kto równie dobrze mógł już ją obserwować. Wiedziała, że to irracjonalne, dlatego przytrzymała ramię Leviego odrobinę pewniej, jakby w ten sposób uciszała własne myśli.
- Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć - parsknęła cicho i łyknęła eliksir bez większego zastanowienia. Gdy otworzyła znów oczy, spotkała zaciekawione spojrzenie Leviego i nagle coś w jej głowie się przestawiło. Jak na pstryknięcie, poczuła nagłą potrzebę zmniejszenia dystansu i pocałowania go. Serce zabiło jej szybciej, dziwnie, nienaturalnie. W żołądku pojawiło się nagłe, absurdalne ciepło. Jej spojrzenie przywarło do jego ust bezwstydnie, jakby jej ciało przestało słuchać rozumu.
Zrobiła krok w jego stronę. Czuła, jak jej dłoń wbrew rozsądkowi drgnęła, jakby chciała uchwycić materiał jego marynarki. Ale zanim zdążyła się ku niemu pochylić, jakiś impuls na dnie świadomości przypomniał jej, że nie mogła tego zrobić. Byli przyjaciółmi i nie mogła mieszać mu w głowie. Ani sobie. Zatrzymała się w ostatniej chwili. Jej palce zwinęły się w pięść przy jej boku. Ciężar ciała cofnął się nieznacznie. Usta zamarły w pół oddechu.
- Przepraszam.
Rzut O 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!