28.02.2023, 21:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2023, 22:02 przez Mavelle Bones.)
- … i na pnie, które wcale nie są pniami – uzupełniła przestrogę Patricka. Zwodniki… Poprzednim razem miała szczęście, że nie natrafiły z Daisy na nic szczególnie niebezpiecznego, chyba że dla poczucia własnej czystości i poniekąd godności. Niemniej było, minęło, zmyła z siebie to wszystko – można było pójść naprzód.
W przenośni jak i całkiem dosłownie, biorąc pod uwagę, że ustalenia stopniowo zmierzały ku końcowi. Stopniowo.
- O, genialny pomysł – pochwaliła Patricka, jednocześnie zachodząc w głowę, dlaczego sama na to nie wpadła. W końcu to nie tak, że wytwory mugolskiej techniki pozostawały jej całkiem obce – o czym świadczył chociażby zaparkowany na terenie posiadłości rodowej motocykl. Oczko w głowie Mavelle, aczkolwiek ostatnio jakoś mniej wsiadała na dwa kółka niż przed przeprowadzką z Londynu.
Skinęła odruchowo głową. Rzucanie zaklęć tam, gdzie przestawała działać magia, też nie było takim głupim pomysłem i zdecydowanie mogło dostarczyć kolejnych wskazówek co do anomalii. Czy blokowała jedynie to, co znajdowało się w jej wnętrzu? Czy też może zdawała się pożerać całą uwalnianą tu magię…?
Cóż, mieli się tego dowiedzieć prędzej czy później.
- I komiksów – rzuciła lekkim tonem, ewidentnie żartując; tak, znajdowali się – jakkolwiek by nie patrzeć – na misji, ale i też nie znaczyło to, że nie można było przywołać choć odrobiny uśmiechu – i tak napięcie swego rodzaju zdawało się wisieć w powietrzu. Nic dziwnego – szli na dobrą sprawę w niewiadomą i nie było do końca pewnym, czego się spodziewać, co odnajdą. Więcej trupów? Źródło anomalii? … bandę eksperymentujących śmierciożerców? Tak, ta ostatnia opcja wcale a wcale by jej nie zdziwiła, w najmniejszym nawet stopniu.
Spoważniała zaraz, wyciągając różdżkę – delikatny gest nadgarstkiem i jej czubek się rozjarzył, służąc za dodatkowe źródło światła. Cóż, pozostawało tylko iść naprzód, zwłaszcza że nie mieli całego dnia, aby tkwić jak koki i jedynie deliberować nad wszystkim, co się tylko nawinęło. I nie, nie miała też najmniejszych powodów narzekać na partnera, jak jej przypadł w udziale – w końcu Stewarda darzyła sympatią od lat i sam fakt, że pełnił w Zakonie funkcję, jaką pełnił, pod tym konkretnym kątem niewiele zmieniało.
Podczas wędrówki starała się skupić na otoczeniu, wypatrywać wszystkiego, co mogłoby wydawać się podejrzane – nie tylko pod kątem anomalii, ale również i potencjalnego niebezpieczeństwa, przed którym musieliby się bronić. I nagle… koniec. Nie ma. Światło zgasło, a sama Mav po raz kolejny miała wrażenie, jakby odjęto jej rękę. Bo bez magii…? To jak poruszać się niczym zagubione dziecko we mgle.
Zacisnęła krótko wargi i cofnęła się parę kroków, nie spuszczając oczu z terenów przed sobą. Machnęła różdżką, wyczarowując kulkę światła i posyłając ją do przodu – zniknie czy jednak przejdzie przez niewidzialną barierę i przetrwa?
- Zaczynamy – przytaknęła. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, podjęła próbę zbadania granicy. Gdy tylko udawało się ustalić, gdzie dokładnie następował zanik magii, cofała się i transmutowała – co tylko wpadło jej w ręce: patyki, kamyki i tak dalej – w całkiem pokaźne kije, żeby wbić je w ziemię tuż przed granicą i tym samym nakreślać jej kształt.
Sama również uważnie się rozglądała, czy przypadkiem w oczu nie rzucało się coś, co mogło być jakąkolwiek wskazówką odnośnie tego, co się działo na mokradłach.
Odkryj wiadomość pozafabularną
W przenośni jak i całkiem dosłownie, biorąc pod uwagę, że ustalenia stopniowo zmierzały ku końcowi. Stopniowo.
- O, genialny pomysł – pochwaliła Patricka, jednocześnie zachodząc w głowę, dlaczego sama na to nie wpadła. W końcu to nie tak, że wytwory mugolskiej techniki pozostawały jej całkiem obce – o czym świadczył chociażby zaparkowany na terenie posiadłości rodowej motocykl. Oczko w głowie Mavelle, aczkolwiek ostatnio jakoś mniej wsiadała na dwa kółka niż przed przeprowadzką z Londynu.
Skinęła odruchowo głową. Rzucanie zaklęć tam, gdzie przestawała działać magia, też nie było takim głupim pomysłem i zdecydowanie mogło dostarczyć kolejnych wskazówek co do anomalii. Czy blokowała jedynie to, co znajdowało się w jej wnętrzu? Czy też może zdawała się pożerać całą uwalnianą tu magię…?
Cóż, mieli się tego dowiedzieć prędzej czy później.
- I komiksów – rzuciła lekkim tonem, ewidentnie żartując; tak, znajdowali się – jakkolwiek by nie patrzeć – na misji, ale i też nie znaczyło to, że nie można było przywołać choć odrobiny uśmiechu – i tak napięcie swego rodzaju zdawało się wisieć w powietrzu. Nic dziwnego – szli na dobrą sprawę w niewiadomą i nie było do końca pewnym, czego się spodziewać, co odnajdą. Więcej trupów? Źródło anomalii? … bandę eksperymentujących śmierciożerców? Tak, ta ostatnia opcja wcale a wcale by jej nie zdziwiła, w najmniejszym nawet stopniu.
Spoważniała zaraz, wyciągając różdżkę – delikatny gest nadgarstkiem i jej czubek się rozjarzył, służąc za dodatkowe źródło światła. Cóż, pozostawało tylko iść naprzód, zwłaszcza że nie mieli całego dnia, aby tkwić jak koki i jedynie deliberować nad wszystkim, co się tylko nawinęło. I nie, nie miała też najmniejszych powodów narzekać na partnera, jak jej przypadł w udziale – w końcu Stewarda darzyła sympatią od lat i sam fakt, że pełnił w Zakonie funkcję, jaką pełnił, pod tym konkretnym kątem niewiele zmieniało.
Podczas wędrówki starała się skupić na otoczeniu, wypatrywać wszystkiego, co mogłoby wydawać się podejrzane – nie tylko pod kątem anomalii, ale również i potencjalnego niebezpieczeństwa, przed którym musieliby się bronić. I nagle… koniec. Nie ma. Światło zgasło, a sama Mav po raz kolejny miała wrażenie, jakby odjęto jej rękę. Bo bez magii…? To jak poruszać się niczym zagubione dziecko we mgle.
Zacisnęła krótko wargi i cofnęła się parę kroków, nie spuszczając oczu z terenów przed sobą. Machnęła różdżką, wyczarowując kulkę światła i posyłając ją do przodu – zniknie czy jednak przejdzie przez niewidzialną barierę i przetrwa?
- Zaczynamy – przytaknęła. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, podjęła próbę zbadania granicy. Gdy tylko udawało się ustalić, gdzie dokładnie następował zanik magii, cofała się i transmutowała – co tylko wpadło jej w ręce: patyki, kamyki i tak dalej – w całkiem pokaźne kije, żeby wbić je w ziemię tuż przed granicą i tym samym nakreślać jej kształt.
Sama również uważnie się rozglądała, czy przypadkiem w oczu nie rzucało się coś, co mogło być jakąkolwiek wskazówką odnośnie tego, co się działo na mokradłach.
508/890
percepcja
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana
Akcja nieudana