Upierdliwe maski, nie pozwalały na zobaczenie twarzy, z kim się rozmawiało. Chętnie by ściągnął swoją. Długo na pewno w niej nie wytrzyma i przyjdzie zapewne moment, że to uczyni. Maska jego rozmówcy zakrywała całą twarz. Ciężko było także dostrzec jego oczy. Te czasami mówią o mimice twarz.
Zadał proste pytanie. Gdyby nie muzyka w tle, być może po głosie szybko by rozpoznał, z kim ma przyjemność. Sam Laurence w wyglądzie swoim się nie zmienił. Jego broda odpowiednio przycięta, może była jednym z nielicznych charakterystycznych elementów rozpoznawalności w rodzinie. A także siwe pasma we włosach, dość widoczne. Kto jednak na takie szczegóły uwagę będzie zwracać?
- Zgadza się. Nieczęsto. Czasami jednak trzeba wrócić do korzeni dawnych tradycji, aby o nich nie zapomnieć.Odpowiedział ze spokojem, łagodnością w głosie. Jakby tym samym chronił czy nawet i bronił poniekąd pomysł organizacji tego przyjęcia. Powtrzymując się od tego, że okoliczności trochę temu nie sprzyjają. Ale nie kwestionował decyzji rodziców, wujków, ciotek, babki. Ktokolwiek na to wpadł.
- Jestem z partnerką.
Odpowiedział na pytanie, przenosząc spojrzenie w kierunku Camille Delacour, która pochłonięta rozmową, stała w otoczeniu kilku dam. Niestety także miała maskę na twarzy, co nie było łatwe w identyfikacji tożsamości.
Miał już zapytać rozmówcę, czy także z kimś przybył, kiedy to nagle pojawiła się znikąd jakaś kobieta. Tak nagle do niego podchodząc i uwieszając się. Bez słowa zapytania, ani jakiejkolwiek reakcji. Laurence mógłby stwierdzić, że ta kobieta, była partnerką jego rozmówcy.
- To pańska towarzyszka?Zapytał. Bo może kobieta była pod działaniem jakiegoś eliksiru i nie wiedziała co czyni? Czy może to zamierzony ruch?
Posiadana Maska