08.12.2025, 19:38 ✶
Ktoś mógłby powiedzieć, że Hannibal Selwyn, jak pewnie każdy przedstawiciel rodu Selwynów, miał ego wyższe, niż pomieściłoby całe jego ciało i jeszcze bagaż podręczny i może nie powinno się mu sprawiać więcej komplementów, bo "jeszcze mu się w dupie poprzewraca". Ktoś mógłby to tak powiedzieć, ale nie oznaczało to, że należało tego słuchać i tej zasady Jessie się trzymał.
Każdy komplement, który Hannibal usłyszał (przynajmniej od tych osób, które cokolwiek się na czymkolwiek znały) był komplementem, na który Hannibal zasłużył. Był świetnym aktorem i naprawdę wyjątkowym kumplem, na którego Jessie zawsze mógł liczyć i miał nadzieję, że Hannibal widział go w tym samym świetle.
-Odrzucanie od siebie każdego nigdy nie jest dobrym pomysłem - mruknął bardziej do siebie, po czym powiedział już głośniej - Może... Spróbuj pomyśleć o nim, jak o sarnie. Jak nagle na niego naskoczysz, to zacznie uciekać i będzie cię trzymać na dystans, ale spróbuj podchodzić do niej powoli, z wyczuciem, to z czasem może nawet pozwoli ci się pogłaskać.
Nie chodziło wcale o to, że Hannibal mógł "naskakiwać" na Henry'ego, ani o to, że ktokolwiek mógłby próbować Lockharta głaskać po głowie - w sensie dosłownym i przenośnym. Sens jego wypowiedzi jest taki, że Lockhart, przyzwyczajony do mieszkalnej ciszy, najwidoczniej potrzebował, żeby się przyzwyczaić do drugiej obecności, końca ciszy w mieszkaniu (bo nie można było już na nią liczyć przez cały czas, kiedy nie było się jedynym mieszkańcem. Inni też mieli życie), a przez to potrzebował dłuższego, powolnego przystosowywania się do nowych warunków mieszkalnych.
Czy jego teoria była prawidłowa, czy nie, tego raczej nie mieli szans się dowiedzieć w najbliższym czasie, ale przekaz był prosty - żaden z nich nie był winny temu, że nie mogli się dogadać. Mieli zupełnie inne charaktery, które zderzyły się ze sobą na bardzo małej przestrzeni do przetrawienia tej zmiany.
Temat został zakończony (może na szczęście) i uwaga przeszła na breloczek.
-Jeżeli to faktycznie jest jakiś żart, to go nie rozumiem, ale jak go zobaczyłem, to pomyślałem, że ci się spodoba - powiedział, na wpół szczerze onieśmielony, że ten cały prezencik się udało. -Z całą pewnością będzie idealnie pasował do twoich kluczy.
Na jego twarzy pojawiło się udawane zdziwienie.
-Naprawdę? Z tobą? Najwidoczniej bardzo ich onieśmiela myśl, że będą musieli się ciebie trzymać podczas podróży, bo wszyscy będą patrzeć, a przecież nie każdy lubi mieć widownię. Poza tym, Awww, onieśmielasz mnie. Jestem poruszony, że tak mi ufasz.
Pierwszą wycieczkę nowym samochodem zamówił sobie Anthony, ale Hannibal znalazł się bardzo wysoko na liście osób, które "zaklepały" sobie przejażdżkę z Jessiem. Jemu również było bardzo szkoda jego poprzedniego samochodu.
Przerażenie, które pojawiło się zupełnie bez powodu, zniknęło chwilę po tym, jak wypowiedział niepasujące do niego słowa, rozkaszlał się i wziął kilka wdechów, przez chwilę jeszcze się trzęsąc, kiedy Hannibal go podtrzymywał.
-N-nie... Nie trzeba... Sam to sprawdzę... Na razie... - mówił powoli, dopóki nie poczuł, że całe napięcie z niego zeszło.
Czekała na niego sesja klątwołamania przed lustrem, co wcale nie było taką miłą perspektywą.
-Daj mi... Daj mi chwilkę i możemy... Możemy iść.
◉◉○○○ w Wiedzy o Przyrodzie
Każdy komplement, który Hannibal usłyszał (przynajmniej od tych osób, które cokolwiek się na czymkolwiek znały) był komplementem, na który Hannibal zasłużył. Był świetnym aktorem i naprawdę wyjątkowym kumplem, na którego Jessie zawsze mógł liczyć i miał nadzieję, że Hannibal widział go w tym samym świetle.
-Odrzucanie od siebie każdego nigdy nie jest dobrym pomysłem - mruknął bardziej do siebie, po czym powiedział już głośniej - Może... Spróbuj pomyśleć o nim, jak o sarnie. Jak nagle na niego naskoczysz, to zacznie uciekać i będzie cię trzymać na dystans, ale spróbuj podchodzić do niej powoli, z wyczuciem, to z czasem może nawet pozwoli ci się pogłaskać.
Nie chodziło wcale o to, że Hannibal mógł "naskakiwać" na Henry'ego, ani o to, że ktokolwiek mógłby próbować Lockharta głaskać po głowie - w sensie dosłownym i przenośnym. Sens jego wypowiedzi jest taki, że Lockhart, przyzwyczajony do mieszkalnej ciszy, najwidoczniej potrzebował, żeby się przyzwyczaić do drugiej obecności, końca ciszy w mieszkaniu (bo nie można było już na nią liczyć przez cały czas, kiedy nie było się jedynym mieszkańcem. Inni też mieli życie), a przez to potrzebował dłuższego, powolnego przystosowywania się do nowych warunków mieszkalnych.
Czy jego teoria była prawidłowa, czy nie, tego raczej nie mieli szans się dowiedzieć w najbliższym czasie, ale przekaz był prosty - żaden z nich nie był winny temu, że nie mogli się dogadać. Mieli zupełnie inne charaktery, które zderzyły się ze sobą na bardzo małej przestrzeni do przetrawienia tej zmiany.
Temat został zakończony (może na szczęście) i uwaga przeszła na breloczek.
-Jeżeli to faktycznie jest jakiś żart, to go nie rozumiem, ale jak go zobaczyłem, to pomyślałem, że ci się spodoba - powiedział, na wpół szczerze onieśmielony, że ten cały prezencik się udało. -Z całą pewnością będzie idealnie pasował do twoich kluczy.
Na jego twarzy pojawiło się udawane zdziwienie.
-Naprawdę? Z tobą? Najwidoczniej bardzo ich onieśmiela myśl, że będą musieli się ciebie trzymać podczas podróży, bo wszyscy będą patrzeć, a przecież nie każdy lubi mieć widownię. Poza tym, Awww, onieśmielasz mnie. Jestem poruszony, że tak mi ufasz.
Pierwszą wycieczkę nowym samochodem zamówił sobie Anthony, ale Hannibal znalazł się bardzo wysoko na liście osób, które "zaklepały" sobie przejażdżkę z Jessiem. Jemu również było bardzo szkoda jego poprzedniego samochodu.
Przerażenie, które pojawiło się zupełnie bez powodu, zniknęło chwilę po tym, jak wypowiedział niepasujące do niego słowa, rozkaszlał się i wziął kilka wdechów, przez chwilę jeszcze się trzęsąc, kiedy Hannibal go podtrzymywał.
-N-nie... Nie trzeba... Sam to sprawdzę... Na razie... - mówił powoli, dopóki nie poczuł, że całe napięcie z niego zeszło.
Czekała na niego sesja klątwołamania przed lustrem, co wcale nie było taką miłą perspektywą.
-Daj mi... Daj mi chwilkę i możemy... Możemy iść.
◉◉○○○ w Wiedzy o Przyrodzie