To był dopiero początek, dość trudny, burzliwy, poplątany, ale skoro udało im się w tym odnaleźć, już wszystko jakoś ułożyć, to teraz mogło być tylko lepiej. Odnaleźli się po latach, uświadomili sobie, że pewne uczucia nadal w nich tkwiły, nigdy nie miały przestać, nie potrafili trzymać się od siebie z daleka więc wybrali najprostszą opcję z możliwych, postanowili wziąć ślub, by mogli razem przeżyć resztę życia. Całkiem naturalnie przychodziło więc mówienie mu o tych wszystkich rzeczach. To było dla niej najbardziej oczywistą rzeczą. Chciała pokazać mu swój świat, chciała go do niego wprowadzić, chciała, aby stał się też jego światem, przynajmniej po części, na tyle, na ile to było możliwe. Słowa wychodziły z niej instynktownie, nie zastanawiała się nad tym co mówiła, nie musiała, bo od teraz mieli mieć wspólną przyszłość, mogli ją planować, jak tylko im się podobało. Mieli czas, mieli całą masę czasu i nie miała, co do tego najmniejszej wątpliwości, dopiero teraz mogła zacząć żyć, jakoś z nim u boku dużo prościej jej to przychodziło. Nie obawiała się tego, co może przynieść jutro, wręcz przeciwnie - była ciekawa każdego kolejnego dnia, który przyjdzie im razem spędzić.
Musiał przywyknąć do tego, że mieli jakieś jutro, zdawała sobie sprawę, że to może być dość mocno pokręcone dla kogoś, kto przez lata tułał się po świecie, i nie szukał raczej nigdzie swojego miejsca, wręcz przeciwnie ciągle przed kimś lub przed czymś uciekał, ale to już się skończyło, bo ona tutaj była, gotowa być jego oparciem każdego dnia. Mieli wrócić do tego, czego poniekąd zdążyli posmakować, chociaż byli już innymi ludźmi, których los zdążył dość mocno poturbować, jednak zdawała sobie sprawę z tego, jak to kiedyś było mieć go blisko, aktualnie, kiedy nie byli już dziećmi, gdy byli dorośli rysowało się to jeszcze lepiej. Nie spodziewała się, że tak potoczą się ich drogi, że będzie im nade wrócić do tego, co kiedyś tylko w nich kiełkowało i sięgnąć po to, pozwolić temu uczuciu rozkwitnąć, ale byli tutaj. Splatała swoją dłoń z jego, powiedziała tak, ich drogi zostały ze sobą połączone na zawsze, nie mogła sobie wymarzyć dla nich lepszego zakończenia, chociaż właściwie to był dopiero początek.
Prudence tak już miała, jej zdaniem całkiem racjonalnie oceniała swój wkład w to, gdzie aktualnie się znajdowali. Nie wynikało to z fałszywej skromności, kiedy czuła, że coś działo się tylko i wyłącznie dzięki niej, nie miała problemów, aby się z tym zgodzić i przyznać rację. W tym przypadku jednak widziała to nieco inaczej, nie tylko ona spowodowała tę zmianę, nie tylko ona doprowadziła do tego, że stali tutaj, wpatrywali się w siebie, splatali dłonie, a świat wokół nich przestał istnieć. To nie było zasługą jednej strony, nie mogło być, dwie osoby musiały wykazać dosyć sporą determinację, aby znaleźć się dokładnie w tym miejscu.
Oczywiście, że nie mógł zaakceptować tego, że negowała jego słowa. Powinna się tego spodziewać, prawda? Widziała, jak pokręcił głową w zaprzeczeniu i spodziewała się, że to był dopiero początek, nie byłby sobą, gdyby się nie odezwał. Najpierw jeszcze jednak uniósł jej dłoń, wpatrywał się przez chwilę w obrączkę na jej palcu, tę samą, którą sam jej na niego włożył, uśmiechnęła się do siebie na samą myśl o tym, że wzięli ślub, pewnie będzie tak reagować jeszcze długo, bo musiała przywyknąć do tego, że mogła go nazywać swoim mężem.
- Nie chcę się z Tobą kłócić do rana. - A wiedziała, że byłoby to możliwe, gdyby faktycznie zaczęła dalej w to brnąć, tak już przecież miał. Musiała zaakceptować jego podejście, najlepiej jeszcze to potwierdzić, żeby wiedział, że się z nim zgadza, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Inaczej pewnie by tu naprawdę stali do rana i wymieniali się coraz to trafniejszymi argumentami. I cholernie go rozumiała, wiedziała do czego zmierza mówiąc, że to jest proste tylko dlatego, że chodziło o nią, bo czuła to samo względem jego osoby. Nic, żadna decyzja w jej życiu nie wydawała się dla niej prostsza do podjęcia, niż ta, którą podjęła dzisiejszej nocy na Nokturnie, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, jakby nic nie mogło być łatwiejsze. - Dobrze, że to zobaczyłeś, byłbyś kretynem, gdybyś nie pozwolił sobie na szczęście, to prawda. - A że ona okazała się być jego szczęściem, to cóż idealnie się składało, bo chciała tego samego. Chciała spędzić z nim resztę życia, stać się jego azylem, jego domem, miejscem do którego będzie mógł wracać, bo każdy zasługiwał na to, aby mieć w życiu coś więcej, każdy, a on przede wszystkim, po tym co go spotkało przez te wszystkie lata. Zależało jej na tym, by w końcu przy niej zaznał spokoju, zresztą ona również go potrzebowała, tak łatwo obudził w niej te wszystkie uczucia, które już dawno zgasły, o których wolała nie myśleć, kiedy tak na niego spoglądała, gdy nachylał się tuż nad nią, to spoglądając na niego widziała ich, wszystkie kolejne jutra i wspólne lata, które mieli przeżyć. Potrafiła dostrzec w jego oczach te same uczucia, które ją ogarniały, i nic nie wydawało się być bardziej słuszne od tego.
Było bardzo blisko tego, aby po raz kolejny ich usta się ze sobą spotkały, to nie był jednak jeszcze na to czas, Benjy chyba również zdawał sobie z tego sprawę, bo zrobił to, co potrafił robić najlepiej, odwrócił jej uwagę od swoich ust.
- No tak, nie ma to żadnego sensu, kto by się w ogóle w takiej sytuacji przejmował papierologią? Na co ona komu? - A że niosło to ze sobą jeszcze inne profity jak chociażby unikanie opłaty za nocne spędzone w najróżniejszych hotelach... kiedy był w drodze pewnie wiele razy musiał korzystać z podobnych udogodnień, nawet jej to specjalnie nie zdziwiło, on zawsze należał do tych osób, które potrafiły ominąć te niewygodne części.
- Nie znam nikogo bardziej efektywnie mobilnego od Ciebie. - Dodała jeszcze, bo naprawdę sporo w życiu widziała, ale nikt nie potrafił poruszać się jak on, pojawiać i znikać, chować w cieniu, wyłaniać znikąd, to było bardzo specjalne i od czasów Hogwartu wzbudzało w niej ciekawość, w sumie to pogodziła się z tym, że tak już ma, nie miała za bardzo innego wyboru, mimo, że istniał taki moment w czasie kiedy naprawdę ją to okropnie irytowało.
- Kiedyś będziesz musiał mi opowiedzieć o tych łóżkach. - Nie mieli okazji za bardzo dyskutować o wszystkich miejscach, w których był, a i tego była ciekawa. Wiedziała, że przeżył wiele, chciałaby usłyszeć chociaż część historii, które przeżył.
Poczuła, że jego dłoń zacisnęła się nieco mocniej, odwzajemniła ten uścisk, chociaż na pewno był dużo delikatniejszy od tego jego, była tu, była tutaj z nim, i nigdzie już nigdy się stąd nie wybierała.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control