01.03.2023, 03:12 ✶
Ulysses usiadł obok zaczytanej Lycoris. Zmarszczył czoło, wpatrując się to w migoczącą świeczkę to w kręcącą się po książce muchę. Zastanawiał się, ile jeszcze czasu minie aż trafi w nią kropla spadającego wosku. To nie była mądra myśl, a jednak nie potrafił odciągnąć swojej uwagi od błądzącego owada. Nie umiał też uderzyć ręką w stół lub dmuchnąć by go spłoszyć. To znaczy umiał, ale wolał myśleć nad muchą, niż nad tym, co zdarzyło się całkiem niedawno.
Owad zerwał się do ucieczki, gdy Lycoris z trzaskiem zamknęła czytaną przez siebie książkę. Ulysses drgnął, wyrwany ze swoich bezsensownych rozważań. Odwrócił ku niej głowę. Popatrzył przeciągle z osobliwym niezrozumieniem wypisanym na twarzy. Miał niebieskie tęczówki, w których teraz jeszcze odbijała się cała masa emocji, ale które z czasem miały stać się matowe i obojętne.
- A ty? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
Odruchowo zwrócił uwagę na książkę, którą wcześniej czytała, na wypisany na obwolucie tytuł: Wróżbiarstwo zaawansowane. Niby nazwa nie brzmiała groźnie a jednak czuł bliżej nieokreślony niepokój gdzieś w środku. Nie lubił wróżb. Nie lubił tego, że chociaż nieczytelne, w jakiś sposób dookreślały los, który miał spotkać tego, kogo dotyczyły. Chyba również brakowało mu wyobraźni, by je w pełni zrozumieć. Albo bał się przyszłości. Bał się tym pierwotnym lękiem kogoś, kto dobrze wiedział co go czekało, kto przygotowywał się na to od lat i gdzieś w trakcie pojął, że jednak chciałby czegoś zupełnie innego. W jego przypadku każda przepowiednia okazałaby się ciosem. Ciosem w marzenia lub ciosem w uznawany przez niego i jego rodzinę porządek rzeczy.
- Po prostu nie mam po co iść na dwór – dodał ciszej, zerkając w stronę przeglądającej książki bibliotekarki. Nie chciał jej zrazić do siebie, w tym ostatnim tygodniu nauki a potem znosić jej irytację później, dużo później, gdy miał wrócić do biblioteki w kolejnym roku. – Wielka Kałamarnica już jest dostatecznie przekarmiona chlebem. Na miotle nie latam. A reszta… - wzruszył ramionami.
Resztę lepiej by było zrobić w czyimś towarzystwie, nawet jeśli nie do końca potrafił się odnaleźć w większej grupie.
- Nie boisz się? Że mogłabyś dostrzec coś, co czeka ciebie? - zapytał.
Owad zerwał się do ucieczki, gdy Lycoris z trzaskiem zamknęła czytaną przez siebie książkę. Ulysses drgnął, wyrwany ze swoich bezsensownych rozważań. Odwrócił ku niej głowę. Popatrzył przeciągle z osobliwym niezrozumieniem wypisanym na twarzy. Miał niebieskie tęczówki, w których teraz jeszcze odbijała się cała masa emocji, ale które z czasem miały stać się matowe i obojętne.
- A ty? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
Odruchowo zwrócił uwagę na książkę, którą wcześniej czytała, na wypisany na obwolucie tytuł: Wróżbiarstwo zaawansowane. Niby nazwa nie brzmiała groźnie a jednak czuł bliżej nieokreślony niepokój gdzieś w środku. Nie lubił wróżb. Nie lubił tego, że chociaż nieczytelne, w jakiś sposób dookreślały los, który miał spotkać tego, kogo dotyczyły. Chyba również brakowało mu wyobraźni, by je w pełni zrozumieć. Albo bał się przyszłości. Bał się tym pierwotnym lękiem kogoś, kto dobrze wiedział co go czekało, kto przygotowywał się na to od lat i gdzieś w trakcie pojął, że jednak chciałby czegoś zupełnie innego. W jego przypadku każda przepowiednia okazałaby się ciosem. Ciosem w marzenia lub ciosem w uznawany przez niego i jego rodzinę porządek rzeczy.
- Po prostu nie mam po co iść na dwór – dodał ciszej, zerkając w stronę przeglądającej książki bibliotekarki. Nie chciał jej zrazić do siebie, w tym ostatnim tygodniu nauki a potem znosić jej irytację później, dużo później, gdy miał wrócić do biblioteki w kolejnym roku. – Wielka Kałamarnica już jest dostatecznie przekarmiona chlebem. Na miotle nie latam. A reszta… - wzruszył ramionami.
Resztę lepiej by było zrobić w czyimś towarzystwie, nawet jeśli nie do końca potrafił się odnaleźć w większej grupie.
- Nie boisz się? Że mogłabyś dostrzec coś, co czeka ciebie? - zapytał.