08.12.2025, 23:57 ✶
Jonathan zdawał się smutny i było w tym coś co ściskało Gabrysię serduszko trochę mocniej niż chciałby przyznać. Oderwał zachłanne ślepia od Hannibala, któremu obecnie brakło tylko jabłuszka w buźce, aby rzucić kontrolne spojrzenie w stronę gospodarza tego miejsca, jakby zauważając go po raz pierwszy.
Czy właśnie dlatego mnie przed nimi chowałeś?
Zamyślił się na moment, zawiesił na tym niewygodnym pytaniu, po czym wypalił bez zastanowienia
- Jakbym przysłał Ci tu nowy komplet mebli, tobyś je wstawił? W tym miejscu zdecydowanie lepiej sprawdzi się jaśniejszy odcień lekko wpadający w pomarańcz. Rozjaśni Ci to pomieszczenie, odciąży i tak już nazbyt eklektyczny ciężar. - To było pytanie numer jeden. - Czy na prawdę nie mogłeś mi powiedzieć na Muzie, że to Twój chrześniak? - Tu już wybrzmiało nieco oskarżenia, echa dużego dyskomfortu, który tak naprawdę Gabriel sam zaaranżował pojawiając się na koncercie w niemal identycznym stroju, siadając z Jonathanem niemal ramię w ramię. To było miłe… dwadzieścia minut słuchania tego pianistycznego pitolenia, zanim rozpętało się piekło i każdy z nich próbował udowodnić drugiemu jak bardzo mu nie zależy. Westchnął i rozłożył się na oparciu fotela, pozwalając wygiąć staremu kręgosłupowi w drugą stronę, przeciwną do wiecznego przygarbienia.
- I sufit trzeba odmalować. Mogę załatwić Ci ekipę, ostatnio musiałem ogarnąć renowację kuchni, strasznie ciężko teraz o dobrych służących. - Palcami mimowolnie pomiział ramię Hannibala, na wypadek gdyby młodzik w swoim nastoletnim narcyzmie nie zauważył wcześniejszego nadmiaru atencji. Zostawił bliznę, ciekawe. Czy nie wiedział do czego służyła maść, którą mu pozostawił? Zdawało się, że pisał mu notkę ale pamiętał to jak przez mgłę.
Podniósł się gwałtownie i przeszedł do kolejnego fotelu, wychylając znów kilka zdrowych łyków z butelki.
- Jasssper - powtórzył wykrzywiając twarz w wampirzym uśmiechu eksponującym ostre kły, tym razem opierając się przedramiona na oparciu fotela jak nocne straszydło. Próżno było szukać miękkości z jaką pełne imię wymawiał jego wuj Anthony. - Twój chrześniak nie miał na imię jakoś inaczej? Pamiętam… była dziewczynka i dwóch chłopców… - próbował odświeżyć sobie fakty pytaniem numer cztery. Nie to żeby nie ufał informacjom które otrzymał dziś. Ale jego pamięć, zwłaszcza po pięciu latach siedzenia samemu… Machnął z lekceważeniem ręką, wychylił z butelki znów podnosząc się i podchodząc do regału z książkami, oczyma ześlizgując się po tytułach. - Nie ważne. Ważniejsze jest pytanie, czy tego gagatka co Cię pogryzł drogi Jasperze złapali i zamknęli do więzienia. Mam do niego kilka pytań. Okazało się bowiem, że nie był odosobnionym przypadkiem, a jeżeli to jest jakaś szajka, za punkt honoru przyjąłem sobie ją złapać i podarować pewnej damie na wycieraczce - rzucił od niechcenia.
Czy właśnie dlatego mnie przed nimi chowałeś?
Zamyślił się na moment, zawiesił na tym niewygodnym pytaniu, po czym wypalił bez zastanowienia
- Jakbym przysłał Ci tu nowy komplet mebli, tobyś je wstawił? W tym miejscu zdecydowanie lepiej sprawdzi się jaśniejszy odcień lekko wpadający w pomarańcz. Rozjaśni Ci to pomieszczenie, odciąży i tak już nazbyt eklektyczny ciężar. - To było pytanie numer jeden. - Czy na prawdę nie mogłeś mi powiedzieć na Muzie, że to Twój chrześniak? - Tu już wybrzmiało nieco oskarżenia, echa dużego dyskomfortu, który tak naprawdę Gabriel sam zaaranżował pojawiając się na koncercie w niemal identycznym stroju, siadając z Jonathanem niemal ramię w ramię. To było miłe… dwadzieścia minut słuchania tego pianistycznego pitolenia, zanim rozpętało się piekło i każdy z nich próbował udowodnić drugiemu jak bardzo mu nie zależy. Westchnął i rozłożył się na oparciu fotela, pozwalając wygiąć staremu kręgosłupowi w drugą stronę, przeciwną do wiecznego przygarbienia.
- I sufit trzeba odmalować. Mogę załatwić Ci ekipę, ostatnio musiałem ogarnąć renowację kuchni, strasznie ciężko teraz o dobrych służących. - Palcami mimowolnie pomiział ramię Hannibala, na wypadek gdyby młodzik w swoim nastoletnim narcyzmie nie zauważył wcześniejszego nadmiaru atencji. Zostawił bliznę, ciekawe. Czy nie wiedział do czego służyła maść, którą mu pozostawił? Zdawało się, że pisał mu notkę ale pamiętał to jak przez mgłę.
Podniósł się gwałtownie i przeszedł do kolejnego fotelu, wychylając znów kilka zdrowych łyków z butelki.
- Jasssper - powtórzył wykrzywiając twarz w wampirzym uśmiechu eksponującym ostre kły, tym razem opierając się przedramiona na oparciu fotela jak nocne straszydło. Próżno było szukać miękkości z jaką pełne imię wymawiał jego wuj Anthony. - Twój chrześniak nie miał na imię jakoś inaczej? Pamiętam… była dziewczynka i dwóch chłopców… - próbował odświeżyć sobie fakty pytaniem numer cztery. Nie to żeby nie ufał informacjom które otrzymał dziś. Ale jego pamięć, zwłaszcza po pięciu latach siedzenia samemu… Machnął z lekceważeniem ręką, wychylił z butelki znów podnosząc się i podchodząc do regału z książkami, oczyma ześlizgując się po tytułach. - Nie ważne. Ważniejsze jest pytanie, czy tego gagatka co Cię pogryzł drogi Jasperze złapali i zamknęli do więzienia. Mam do niego kilka pytań. Okazało się bowiem, że nie był odosobnionym przypadkiem, a jeżeli to jest jakaś szajka, za punkt honoru przyjąłem sobie ją złapać i podarować pewnej damie na wycieraczce - rzucił od niechcenia.