09.12.2025, 06:19 ✶
Przy drinkach z Brenną
Brenna to sobie trochę odważnie pogrywała, bo na ostatnie słowa wysłane falami, aż się cały wyprostował i przez bardzo krótki moment chciał wyciągać od Lestrangów przepis na wywar z elfa, żeby podrzucić do Elise Longbottom. Zaraz jednak sobie pomyślał, że to był okropnie głupi pomysł, bo o ile zmienianie w elfa Brenny mogło być całkiem zabawne i na miejscu, to jej matki już absolutnie nie.
- Obiecuję - zadeklarował odważnie. Oj, już nie będzie znać ani dnia ani godziny, kiedy wepchnie w nią ten eliksir. Ona jeszcze zobaczy! Skrzywił się też zaraz, no bo on nie był już taki pewien, czy gorzej być faktycznie mogło. Ktoś se tam latał, ktoś piał jak kur, ktoś inny znikał, ale niewątpliwie nikt nie doświadczał takiego szoku jak on, NO BO TO PRZECIEŻ NIE PIERWSZY RAZ. Znaczy się, że był targetowany.
Pomijając oczywiste pieklenie się, nie zamierzał jednak nikogo tak naprawdę pozywać, wyzywać lub mścić się do piątego pokolenia, jak pewnie zrobiliby co poniektórzy, sztywniejsi uczestnicy tej zabawy. Można było się jednak domyślić, że ci którym faktycznie zależało, wzbraniali się od przyjmowania tych eliksirów, szczególnie po tym co się odstawiało na weselu Blacków.
W sumie to prawie zapomniał ze się złości, jak tylko usłyszał magiczne słowo - drinki.
Wygładził szatę nonszalanckim gestem, doprowadzając ją do jako takiego porządku po całym zmniejszaniu i zwiększaniu. Co prawda zrobił to bardziej dla rozluźnienia mięśni, niż że faktycznie martwił się aż tak o prezencję.
- Jak się już nie cykasz, to chodź. Jak tak to stań w kącie, twarzą do ściany bo i tak tam pójdę - zakomunikował, niby to wciąż obruszonym tonem, ale gdzieś w kącikach ust już czaił się uśmiech. Pociągnął ja więc, bo przecież nie mógł sobie odmówić i bez zastanowienia sięgnął po pierwszego lepszego drinka, upijając parę łyków.
!plonacedrinki
Brenna to sobie trochę odważnie pogrywała, bo na ostatnie słowa wysłane falami, aż się cały wyprostował i przez bardzo krótki moment chciał wyciągać od Lestrangów przepis na wywar z elfa, żeby podrzucić do Elise Longbottom. Zaraz jednak sobie pomyślał, że to był okropnie głupi pomysł, bo o ile zmienianie w elfa Brenny mogło być całkiem zabawne i na miejscu, to jej matki już absolutnie nie.
- Obiecuję - zadeklarował odważnie. Oj, już nie będzie znać ani dnia ani godziny, kiedy wepchnie w nią ten eliksir. Ona jeszcze zobaczy! Skrzywił się też zaraz, no bo on nie był już taki pewien, czy gorzej być faktycznie mogło. Ktoś se tam latał, ktoś piał jak kur, ktoś inny znikał, ale niewątpliwie nikt nie doświadczał takiego szoku jak on, NO BO TO PRZECIEŻ NIE PIERWSZY RAZ. Znaczy się, że był targetowany.
Pomijając oczywiste pieklenie się, nie zamierzał jednak nikogo tak naprawdę pozywać, wyzywać lub mścić się do piątego pokolenia, jak pewnie zrobiliby co poniektórzy, sztywniejsi uczestnicy tej zabawy. Można było się jednak domyślić, że ci którym faktycznie zależało, wzbraniali się od przyjmowania tych eliksirów, szczególnie po tym co się odstawiało na weselu Blacków.
W sumie to prawie zapomniał ze się złości, jak tylko usłyszał magiczne słowo - drinki.
Wygładził szatę nonszalanckim gestem, doprowadzając ją do jako takiego porządku po całym zmniejszaniu i zwiększaniu. Co prawda zrobił to bardziej dla rozluźnienia mięśni, niż że faktycznie martwił się aż tak o prezencję.
- Jak się już nie cykasz, to chodź. Jak tak to stań w kącie, twarzą do ściany bo i tak tam pójdę - zakomunikował, niby to wciąż obruszonym tonem, ale gdzieś w kącikach ust już czaił się uśmiech. Pociągnął ja więc, bo przecież nie mógł sobie odmówić i bez zastanowienia sięgnął po pierwszego lepszego drinka, upijając parę łyków.
!plonacedrinki