09.12.2025, 21:43 ✶
Zszedł na dół. Jakoś mu lekko było. Niby świat zawalił się na głowę tydzień temu, ale praca... w pracy odnajdywał swoją ucieczkę. I w obecności ludzi, którzy przyjmowali go takim jakim był, prostym chłopakiem z dłutem w ręku, który nienawidził Londynu.
– Tak, tak... dałem znać. No musiałem, nie chciałem, żeby pan Ollivander bał się, że coś mi się stało. Nocami czasem i tak długie w rzeczach dla niego. Przygotowuje klocki, ćwiczę rzeźbienie bo... bo ludzie lubią jak różdżka jest nie tylko skuteczna, ale też łada. Z resztą... różdżki chyba też to lubią. – nie był pewien. Zamiast tego zatapiał zębiska w śniadaniu wiedząc, że będzie musiało wystarczyć na długie, długie godziny. Praca. Jedzenie. Dach nad głową. Czy mógł chcieć coś więcej? Strasznie tęsknił za Mabel. Do tego stopnia, że na moment zeszkliły mu się oczy, ale zaraz potem przetarł nos rękawem od koszuli i jadł dalej.
– Dzisiaj w nocy w ogóle śniło mi się, że zima przyszła i Ci wszyscy biedacy zostali bez dachu nad głową. Teraz jakieś namioty... to przecież nie jest rozwiązanie, a wiadomo, że w tym roku raczej będą takie mrozy, że przymarznie cap do kozy. A to nie dobrze. Ani dla rogacizny, ani dla nas. – Czy się urabiał po barki? Bardzo możliwe. Czas jednak nieubłaganie parł do przodu a było tylu potrzebujących a on... on nie potrafił odmówić. Cieszył się, że Nikolai go w tym wspiera, cieszył się, że Vlad zdawał się człowiekiem, który nie zaglądał do jego nie za wielkiej sakiewki. Miał problem żeby tracić pieniądze, oni w końcu stracili wszystko, a zima zbliżała się wielkimi krokami.
– Tylko drwa brak. Taki problem. Belki, stropy, dachy... opóźnienia opóźnienia opóźnienia. Ale Lovegoodzi nie mają tego problemu. Ciężko by było, żeby to był problem kupców. – zauważył, bo już wiedizał nieco więcej o świecie niż pół roku temu gdy wygoniono go z Kniei.
Zawada: skrzat półkrwi
– Tak, tak... dałem znać. No musiałem, nie chciałem, żeby pan Ollivander bał się, że coś mi się stało. Nocami czasem i tak długie w rzeczach dla niego. Przygotowuje klocki, ćwiczę rzeźbienie bo... bo ludzie lubią jak różdżka jest nie tylko skuteczna, ale też łada. Z resztą... różdżki chyba też to lubią. – nie był pewien. Zamiast tego zatapiał zębiska w śniadaniu wiedząc, że będzie musiało wystarczyć na długie, długie godziny. Praca. Jedzenie. Dach nad głową. Czy mógł chcieć coś więcej? Strasznie tęsknił za Mabel. Do tego stopnia, że na moment zeszkliły mu się oczy, ale zaraz potem przetarł nos rękawem od koszuli i jadł dalej.
– Dzisiaj w nocy w ogóle śniło mi się, że zima przyszła i Ci wszyscy biedacy zostali bez dachu nad głową. Teraz jakieś namioty... to przecież nie jest rozwiązanie, a wiadomo, że w tym roku raczej będą takie mrozy, że przymarznie cap do kozy. A to nie dobrze. Ani dla rogacizny, ani dla nas. – Czy się urabiał po barki? Bardzo możliwe. Czas jednak nieubłaganie parł do przodu a było tylu potrzebujących a on... on nie potrafił odmówić. Cieszył się, że Nikolai go w tym wspiera, cieszył się, że Vlad zdawał się człowiekiem, który nie zaglądał do jego nie za wielkiej sakiewki. Miał problem żeby tracić pieniądze, oni w końcu stracili wszystko, a zima zbliżała się wielkimi krokami.
– Tylko drwa brak. Taki problem. Belki, stropy, dachy... opóźnienia opóźnienia opóźnienia. Ale Lovegoodzi nie mają tego problemu. Ciężko by było, żeby to był problem kupców. – zauważył, bo już wiedizał nieco więcej o świecie niż pół roku temu gdy wygoniono go z Kniei.
Zawada: skrzat półkrwi