09.12.2025, 21:47 ✶
Yule u Jonathana wyglądały zazwyczaj nieco inaczej. W domu zapewne już jedliby kolację, a potem, po otworzeniu prezentów, wszyscy usiedliby przy kominku z gorącą czekoladą i ktoś na pewno przeczytałby rozdział jakiejś tematycznej powieści. Jednak jako że jednak mieszkająca w Irlandii kuzynka ojca Jonathana podobno postanowiła odstawić wielką scenę (młody Selwyn nie znał szczegółów, ale usłyszał coś o sprzedaniu majątku, hazardzie, ciąży i trzech kochankach) jego rodzice musieli szybko się do niej udać (matka przy tym bardzo teatralnie narzekała na dramatyczność Selwynów) i ostatecznie Jonathan został gościem w Warownii. Nie że narzekał.
Zdecydowanie nie narzekał.
Co więcej, prawdopodobnie w pewnej kontrze do Morpheusa, absolutnie nie chciał przegapić żadnej z tradycji Longbottomów i poświęcł zdecydowanie za dużo energii, na dekorowanie pieńka, niemal kłócąc się przy tym z Anthonym. A potem, na zgodę, nie wtrącał się za bardzo w pomysły Shafiqa na zdobienie piernikowej chatki.
– Daj spokój Morphy. Będzie fajnie - powiedział otulające szyję czerwonym szalikiem. – Zresztą nie wiesz, że jak ktoś marudzi w Yule, to potem marudzi cały rok? – Zmarszczył brwi, a jego ręcę zamarły w połowie zapinania guzików płaszcza. Jedna z ciotek Selwyn, inna niż ta z Irlandii, zawsze mówiła tak do swojego męża i Jonathan jakoś zawsze zakładał, że do pewnego stopnia musiała być to prawda, ale teraz gdy powiedział to na głos… Zabrzmiało to strasznie głupio i dziecinnie. A przecież Jonathan nie był, ani głupi, ani dziecinny. Wręcz przeciwnie był już niemal dorosły!
I już miał powiedzieć coś jeszcze przyjaciołom, kiedy dołączył do nich kolejny z braci Morpheus i jeszcze inny mężczyzna, na oko trzydziestoletni w towarzystwie podobnie starej kobiety. No i mieli ze sobą jakieś dzieci. Zapewne ich dzieci. Jedno już chodziło, a drugie, wciąż w ramionach matki wyglądało, podobnie jak inne niemowlaki, jak obecny mugolski premier Wielkiej Brytanii.
Wyszli na zewnątrz i Selwyn wydał z siebie ciche oburzenie, gdy śnieg spod butów Clemensa, zaatakował jego własne, nowe, obuwie, a sam starszy Longbottom poczochrał włosy Anthony'ego.
Młody Gryfon, gdy już przypomniał sobie, że jego buty i tak były we śniegu, spojrzał na Shafiqa i uśmiechnął się.
– Tragedii nie ma – powiedział i szybko zaczął poprawiać fryzurę Tony'ego. – Morphy, to po co w ogóle alkoholizujecie ten las?
Zdecydowanie nie narzekał.
Co więcej, prawdopodobnie w pewnej kontrze do Morpheusa, absolutnie nie chciał przegapić żadnej z tradycji Longbottomów i poświęcł zdecydowanie za dużo energii, na dekorowanie pieńka, niemal kłócąc się przy tym z Anthonym. A potem, na zgodę, nie wtrącał się za bardzo w pomysły Shafiqa na zdobienie piernikowej chatki.
– Daj spokój Morphy. Będzie fajnie - powiedział otulające szyję czerwonym szalikiem. – Zresztą nie wiesz, że jak ktoś marudzi w Yule, to potem marudzi cały rok? – Zmarszczył brwi, a jego ręcę zamarły w połowie zapinania guzików płaszcza. Jedna z ciotek Selwyn, inna niż ta z Irlandii, zawsze mówiła tak do swojego męża i Jonathan jakoś zawsze zakładał, że do pewnego stopnia musiała być to prawda, ale teraz gdy powiedział to na głos… Zabrzmiało to strasznie głupio i dziecinnie. A przecież Jonathan nie był, ani głupi, ani dziecinny. Wręcz przeciwnie był już niemal dorosły!
I już miał powiedzieć coś jeszcze przyjaciołom, kiedy dołączył do nich kolejny z braci Morpheus i jeszcze inny mężczyzna, na oko trzydziestoletni w towarzystwie podobnie starej kobiety. No i mieli ze sobą jakieś dzieci. Zapewne ich dzieci. Jedno już chodziło, a drugie, wciąż w ramionach matki wyglądało, podobnie jak inne niemowlaki, jak obecny mugolski premier Wielkiej Brytanii.
Wyszli na zewnątrz i Selwyn wydał z siebie ciche oburzenie, gdy śnieg spod butów Clemensa, zaatakował jego własne, nowe, obuwie, a sam starszy Longbottom poczochrał włosy Anthony'ego.
Młody Gryfon, gdy już przypomniał sobie, że jego buty i tak były we śniegu, spojrzał na Shafiqa i uśmiechnął się.
– Tragedii nie ma – powiedział i szybko zaczął poprawiać fryzurę Tony'ego. – Morphy, to po co w ogóle alkoholizujecie ten las?