09.12.2025, 22:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2025, 22:55 przez Gabriel Montbel.)
– Zwierząt? Jesteś pewna? – mówiła, jakby była, ale prędzej piekło by zamarzło niż on w pełni znów zaufał opinii i percepcji śmiertelnika. Wampiry z kolei ze swojej natury były niegodne zaufania, pozostawało mu więc trwać w zwątpieniu. – Może jednak ludzka... Miałaś kiedyś okazję robić coś z ludzkiej krwi? – nawet był ciekaw, zielony duch nieoczekiwanie nabrał cielesności, wykazując się pewną znajomością ingrediencji eliksirów na podstawie rozbitej fiolki i zmysłu powonienia. Nie miał jak tego zweryfikować, bo choć gustował we krwi i całym sercem kochał rośliny, zwłaszcza róże, to jednak absolutnie nie miał zainteresowania w mazidłach i eliksirach innych niż te na zadbanie o osuszane zwierzątka, które życzyłby sobie zachować na nieco dłużej.
Siedząc tak obok zamyślił się i powrócił wzrokiem do ziemi.
– Sądzisz... że to ma coś wspólnego z tymi kwiatami? Ha... na pewno ma. Myślisz... że to zwykłe róże, których aura tej fiolki pociągnęła ku czerni? A może ukruszyłaś jedno z nasion? Sądzisz... czy ktoś mógłby to tu zakopać? I po co... – może to był wpływ pani detektyw, która wszędzie widziała sprawę do rozwiązania. Ale ta sprawa... ona realnie aż prosiła, by... ha! podnieść ją z ziemi, tak jak teraz uniósł dłoń Helloise, wciąż wonną różami i popiołem. Zimne kciuki łagodnie masowały nadgarstek, gdy przyciągnął ją do swoich nozdrzy jak przed momentem ona czyniła swoje badania pozwalające z ust posypać się poezji śmierci i tworzenia.
– Ogród przetrwał Spaloną Noc, myślisz... że to filakterium je ochroniło? – wyszeptał, oddechem nocy łaskocząc skórę palców wraz z wydychanym powietrzem snując kolejną i kolejną teorię. Przyjemnie było czuć jej puls pod opuszkami. Zielony duszek zdawał się pokochać ten ogród, tak jak i on go kochał. Miłością przeszczepioną za o wiele większą choć teraz zbolałą zielenią. Jeśli pomogli by temu miejscu, czy pomogliby ogrodom swoich dusz?
Siedząc tak obok zamyślił się i powrócił wzrokiem do ziemi.
– Sądzisz... że to ma coś wspólnego z tymi kwiatami? Ha... na pewno ma. Myślisz... że to zwykłe róże, których aura tej fiolki pociągnęła ku czerni? A może ukruszyłaś jedno z nasion? Sądzisz... czy ktoś mógłby to tu zakopać? I po co... – może to był wpływ pani detektyw, która wszędzie widziała sprawę do rozwiązania. Ale ta sprawa... ona realnie aż prosiła, by... ha! podnieść ją z ziemi, tak jak teraz uniósł dłoń Helloise, wciąż wonną różami i popiołem. Zimne kciuki łagodnie masowały nadgarstek, gdy przyciągnął ją do swoich nozdrzy jak przed momentem ona czyniła swoje badania pozwalające z ust posypać się poezji śmierci i tworzenia.
– Ogród przetrwał Spaloną Noc, myślisz... że to filakterium je ochroniło? – wyszeptał, oddechem nocy łaskocząc skórę palców wraz z wydychanym powietrzem snując kolejną i kolejną teorię. Przyjemnie było czuć jej puls pod opuszkami. Zielony duszek zdawał się pokochać ten ogród, tak jak i on go kochał. Miłością przeszczepioną za o wiele większą choć teraz zbolałą zielenią. Jeśli pomogli by temu miejscu, czy pomogliby ogrodom swoich dusz?