10.12.2025, 05:36 ✶
Przy drinkach z Brenną
Spojrzał na nią trochę krzywo, bo to przecież nie on wydziwiał na weselu Geraldine i Ambroisa, mówiąc coś o tym jakie ognie mogły być straszne i że w związku z tym mu nie styka piąta klepka. Nie zamierzał jej jednak tego wszystkiego przypominać, bo najwyraźniej przeszło jej jak ręką odjął, albo zwyczajnie próbowała odgrywać dobrą minę do złej gry.
Poszli więc w kierunku drinków, Bulstrode złapał za jednego, ładnie czerwieniejącego się w szkle i upił parę łyków. Walory smakowe trafiały w jego gusta jako tako. Pijał wino, ale nie był jego przesadnym koneserem, wybierając zwykle coś bardziej bezpośredniego. Bo wino było eleganckie. Winem trzeba było się zachwycać i smakować jego bukiet. Była to oczywiście strata czasu, pasująca bardziej komuś takiemu jak Shafiq... w dobrym tego słowa znaczeniu, o ile tak się dało.
Cały ten bukiet, który mu się trafił i powoli przemieniał, wydawał mu się jakąś pokrętną trawestacją na temat wampirycznych odchyłów. Kto wie, może jak Lestrange były małe, to się naczytywały jakichś gotyckich powieści i potem piły z kieliszków soki pomidorowe dla zabawy, a z czasem wpadły na pomysł by dodawać do wina żelfixu dla zagęszczenia.
Niemniej jednak, ani się tym trunkiem nie zachwycił, ani go jednoznacznie nie potępił, przez moment tylko patrząc przed siebie i mając nadzieję, że to nie był szczyt umiejętności zatrudnionych tutaj barmanów.
- Nie jestem pasjonatem win... Ale nie mów tego Anthony'emu Shafiqowi, bo mnie jeszcze wydziedziczy. Ale prędzej spodziewałbym się, że wyrosną mi dłuższe żeby i zacznę gryźć ludzi. I w sumie... czy to nie na twojej imprezie były te drineczki z niebieskim ogniem?
Spojrzał na nią trochę krzywo, bo to przecież nie on wydziwiał na weselu Geraldine i Ambroisa, mówiąc coś o tym jakie ognie mogły być straszne i że w związku z tym mu nie styka piąta klepka. Nie zamierzał jej jednak tego wszystkiego przypominać, bo najwyraźniej przeszło jej jak ręką odjął, albo zwyczajnie próbowała odgrywać dobrą minę do złej gry.
Poszli więc w kierunku drinków, Bulstrode złapał za jednego, ładnie czerwieniejącego się w szkle i upił parę łyków. Walory smakowe trafiały w jego gusta jako tako. Pijał wino, ale nie był jego przesadnym koneserem, wybierając zwykle coś bardziej bezpośredniego. Bo wino było eleganckie. Winem trzeba było się zachwycać i smakować jego bukiet. Była to oczywiście strata czasu, pasująca bardziej komuś takiemu jak Shafiq... w dobrym tego słowa znaczeniu, o ile tak się dało.
Cały ten bukiet, który mu się trafił i powoli przemieniał, wydawał mu się jakąś pokrętną trawestacją na temat wampirycznych odchyłów. Kto wie, może jak Lestrange były małe, to się naczytywały jakichś gotyckich powieści i potem piły z kieliszków soki pomidorowe dla zabawy, a z czasem wpadły na pomysł by dodawać do wina żelfixu dla zagęszczenia.
Niemniej jednak, ani się tym trunkiem nie zachwycił, ani go jednoznacznie nie potępił, przez moment tylko patrząc przed siebie i mając nadzieję, że to nie był szczyt umiejętności zatrudnionych tutaj barmanów.
- Nie jestem pasjonatem win... Ale nie mów tego Anthony'emu Shafiqowi, bo mnie jeszcze wydziedziczy. Ale prędzej spodziewałbym się, że wyrosną mi dłuższe żeby i zacznę gryźć ludzi. I w sumie... czy to nie na twojej imprezie były te drineczki z niebieskim ogniem?