10.12.2025, 09:46 ✶
Mógł tylko domyślać się, jak to było stracić rodzeństwo. Jego wciąż pozostawało blisko, niemal na wyciągnięcie ręki i dokładnie tak samo nieznośne jak zawsze. Ale to chyba był urok tego typu relacji; nikogo nie kochało się tak mocno jak brata lub siostry, i nikogo jednocześnie się aż tak nienawidziło. Może dlatego też w ogóle zaoferował jej wspólne spędzenie Yule, bo ta współczująca jego strona zwyczajnie chciała żeby nie musiała nieustannie obracać się wokół czegoś, co tylko przypominałoby jej o stracie.
No i może też dlatego, żeby spędzić z nią nieco więcej czasu. Jej wyjazd do Francji mógł być traktowany jako nieco problematyczny, szczególnie jeśli myślało się o nim w kontekście ich trwającej relacji, ale zdaniem Atreusa - nic lepszego nie mogło się wydarzyć. Gdyby miałby ją na wyciągnięcie ręki, cóż, obawiałby się że historia zwyczajnie zatoczyłaby koło, bo był zwyczajnie zajęty. Mógł nurzać się w światłach kasyn i niknąc między rozdawanymi w nich kartami, ale pod koniec dnia zależało mu aktualnie przede wszystkim na jednym - zdać śpiewająco te przeklęte kursy aurorskie i dostać pełnoprawną posadę. Siedział w pracy tyle ile mógł i jeszcze więcej, te drobne chwile wolnego przeznaczając na odwiedziny, no bo co to było teleportować się do Francji na weekend? Nic takiego. A Astoria nie zasługiwała na to, by tak zwyczajnie o niej zapomnieć, pogrzebać gdzieś pod gromadzącymi się raportami i pozwolić, by ich znajomość rozpłynęła się w powietrzu. Jeszcze nie.
- Nie ma przecież za co. Cała przyjemność po mojej stronie - prychnął, zbywając nieco jej grzeczności, a delikatny uśmiech trwający na jego ustach na moment zmienił się, przybierając nieco bardziej powściągliwego czy nawet smutnego wyrazu. No tak, jej życzenie. Czego mogła sobie życzyć dziewczyna, która straciła brata? - Nie powiedziałby, że cię nie polubiła - machnął ręką lekceważąco. - Chodzi bardziej o mnie, niż o ciebie. Z resztą, jest trochę z zasady niezadowolona kiedy tu jest w święta, bo Florence ma dłuższą scysję z wujkiem i odmawia postawienia swojej nogi w Keswick - wyjaśnił po krótce. Enida z reguły była przyjemną osobą, o ile w ten sposób można określić kogoś, kto miał charakter podobny do Atreusa i próbował o wszystko grać. I kogoś, kto cholernie nie lubił przegrywać. - Ooo, mógłbym sobie życzyć bardzo dużo rzeczy. Na przykład, bardzo chciałbym krótszy okres przygotowawczy do Biura Aurorów. Jak się nie da, no to może niech już będą te śpiewająco zdane egzaminy. Albo o, przełomowa sprawa, które wywinduje mnie w hierarchii mojego Departamentu - zaczął wymieniać, co tylko przyszło mu do głowy. Nie było to nic wybitnego, ale cóż zrobić kiedy było się człowiekiem dla którego oczekiwanie na coś wydawało momentami jedną z najgorszych tortur, a jednocześnie podgryzała go nieustannie ambicja? - Ale jak mi nie wierzysz i cię dręczy tak moja mama to możesz sobie życzyć, żeby cię lubiła. Zawsze jest to jakieś wyjście
No i może też dlatego, żeby spędzić z nią nieco więcej czasu. Jej wyjazd do Francji mógł być traktowany jako nieco problematyczny, szczególnie jeśli myślało się o nim w kontekście ich trwającej relacji, ale zdaniem Atreusa - nic lepszego nie mogło się wydarzyć. Gdyby miałby ją na wyciągnięcie ręki, cóż, obawiałby się że historia zwyczajnie zatoczyłaby koło, bo był zwyczajnie zajęty. Mógł nurzać się w światłach kasyn i niknąc między rozdawanymi w nich kartami, ale pod koniec dnia zależało mu aktualnie przede wszystkim na jednym - zdać śpiewająco te przeklęte kursy aurorskie i dostać pełnoprawną posadę. Siedział w pracy tyle ile mógł i jeszcze więcej, te drobne chwile wolnego przeznaczając na odwiedziny, no bo co to było teleportować się do Francji na weekend? Nic takiego. A Astoria nie zasługiwała na to, by tak zwyczajnie o niej zapomnieć, pogrzebać gdzieś pod gromadzącymi się raportami i pozwolić, by ich znajomość rozpłynęła się w powietrzu. Jeszcze nie.
- Nie ma przecież za co. Cała przyjemność po mojej stronie - prychnął, zbywając nieco jej grzeczności, a delikatny uśmiech trwający na jego ustach na moment zmienił się, przybierając nieco bardziej powściągliwego czy nawet smutnego wyrazu. No tak, jej życzenie. Czego mogła sobie życzyć dziewczyna, która straciła brata? - Nie powiedziałby, że cię nie polubiła - machnął ręką lekceważąco. - Chodzi bardziej o mnie, niż o ciebie. Z resztą, jest trochę z zasady niezadowolona kiedy tu jest w święta, bo Florence ma dłuższą scysję z wujkiem i odmawia postawienia swojej nogi w Keswick - wyjaśnił po krótce. Enida z reguły była przyjemną osobą, o ile w ten sposób można określić kogoś, kto miał charakter podobny do Atreusa i próbował o wszystko grać. I kogoś, kto cholernie nie lubił przegrywać. - Ooo, mógłbym sobie życzyć bardzo dużo rzeczy. Na przykład, bardzo chciałbym krótszy okres przygotowawczy do Biura Aurorów. Jak się nie da, no to może niech już będą te śpiewająco zdane egzaminy. Albo o, przełomowa sprawa, które wywinduje mnie w hierarchii mojego Departamentu - zaczął wymieniać, co tylko przyszło mu do głowy. Nie było to nic wybitnego, ale cóż zrobić kiedy było się człowiekiem dla którego oczekiwanie na coś wydawało momentami jedną z najgorszych tortur, a jednocześnie podgryzała go nieustannie ambicja? - Ale jak mi nie wierzysz i cię dręczy tak moja mama to możesz sobie życzyć, żeby cię lubiła. Zawsze jest to jakieś wyjście