10.12.2025, 11:04 ✶
Wyjaśnienia Jonathana brzmiały logicznie. Lazarus skinął głową i tylko przełożył różdżkę z kieszeni do rękawa szaty.
- Nic nie wiem, poza tym, że była tu kiedy pierwsza osoba przyszła do pracy i że wszyscy bali się jej dotknąć - bardzo słusznie zresztą. Majstrowanie przy niezidentyfikowanej, skażonej czarną magią przesyłce mogło się skończyć w nieprzewidziany sposób. Potencjalnie tragiczny - Czy mamy jakichś wrogów? To znaczy jakichś, którzy mogliby działać specyficznie przeciw… komuś z OMSHM?
Oczywiście mogli z jakiegoś powodu stać się celem ataku śmierciożerców, jak każdy, ale Lovegood nie za bardzo miał pojęcie o tym, dlaczego akurat oni. Zarówno Shafiq, jak i Selwyn pochodzili z rodów czystej krwi i nie wyrażali nigdy radykalnych poglądów w kwestii mugolskiej.
Rozważania przerwało pojawienie się ekipy z biura aurorów. Lazarus przywitał się z nieznaną sobie kobietą uprzejmie, ale bez uśmiechu. Była w cywilnym ubraniu, ale nie był na tyle głupi, by na tej podstawie wyciągać jakiekolwiek sądy. Zresztą, może akurat trafił jej się biurowy, spokojny dzień.
- Nie podjęliśmy jak dotąd żadnych czynności poza ewakuacją pracowników - uzupełnił wypowiedź Selwyna. “Ewakuacja” to duże słowo, ale jakby nie patrzeć, tym właśnie było odesłanie ich na nieplanowaną przerwę.
Wrócił spojrzeniem do paczki na stole. Był ciekaw, co jest w środku. Ręce swędziały, by potraktować przesyłkę magią, zobaczyć co się stanie, ale czekał cierpliwie na polecenie.
Poruszył palcami prawej dłoni, czując uspokajający dotyk różdżki wzdłuż przedramienia. Gdzieś w tle, z tyłu głowy, był też dokładnie świadom tego, ile osób znajduje się w zasięgu ewentualnej klątwy. Pomieszczenie było duże, a paczka szczęśliwie stała mniej więcej na środku. Raczej nikt na zewnątrz by nie ucierpiał.
- Nic nie wiem, poza tym, że była tu kiedy pierwsza osoba przyszła do pracy i że wszyscy bali się jej dotknąć - bardzo słusznie zresztą. Majstrowanie przy niezidentyfikowanej, skażonej czarną magią przesyłce mogło się skończyć w nieprzewidziany sposób. Potencjalnie tragiczny - Czy mamy jakichś wrogów? To znaczy jakichś, którzy mogliby działać specyficznie przeciw… komuś z OMSHM?
Oczywiście mogli z jakiegoś powodu stać się celem ataku śmierciożerców, jak każdy, ale Lovegood nie za bardzo miał pojęcie o tym, dlaczego akurat oni. Zarówno Shafiq, jak i Selwyn pochodzili z rodów czystej krwi i nie wyrażali nigdy radykalnych poglądów w kwestii mugolskiej.
Rozważania przerwało pojawienie się ekipy z biura aurorów. Lazarus przywitał się z nieznaną sobie kobietą uprzejmie, ale bez uśmiechu. Była w cywilnym ubraniu, ale nie był na tyle głupi, by na tej podstawie wyciągać jakiekolwiek sądy. Zresztą, może akurat trafił jej się biurowy, spokojny dzień.
- Nie podjęliśmy jak dotąd żadnych czynności poza ewakuacją pracowników - uzupełnił wypowiedź Selwyna. “Ewakuacja” to duże słowo, ale jakby nie patrzeć, tym właśnie było odesłanie ich na nieplanowaną przerwę.
Wrócił spojrzeniem do paczki na stole. Był ciekaw, co jest w środku. Ręce swędziały, by potraktować przesyłkę magią, zobaczyć co się stanie, ale czekał cierpliwie na polecenie.
Poruszył palcami prawej dłoni, czując uspokajający dotyk różdżki wzdłuż przedramienia. Gdzieś w tle, z tyłu głowy, był też dokładnie świadom tego, ile osób znajduje się w zasięgu ewentualnej klątwy. Pomieszczenie było duże, a paczka szczęśliwie stała mniej więcej na środku. Raczej nikt na zewnątrz by nie ucierpiał.