10.12.2025, 13:59 ✶
– Oh jak udało ci się wydedukować, że tu właśnie się udam szukając ciebie w przerwie od prawdziwego śledztwa? – spytała, czujnym wzrokiem śledząc jak jego usta spotykają jej dłoń. Sam też miał ładne dłonie, chociaż prawdę mówiąc nigdy nie miała okazji przyjrzeć im się dokładnie, bo przecież zawsze gdy była w ich pobliżu one zajęte były robieniem czegoś dekoncentrującego, tak że uwaga wampirzycy skupiała się ich właścicielu. Na przykład gdy te dłonie chwytały jej dłonie do tańca. Albo gdy Gabriel wykonywał nimi głupie gesty kładąc się dramatycznie na fotelu, lub czymkolwiek co miał pod, hah, ręką. Lub właśnie teraz gdy całował ją jakby byli ponownie na jakimś fikuśnym balu, a ona mogła przez krótką chwilę zaskoczyć się, że pokryte siateczką blizn dłonie Gabriela nie przypominają tych, które zazwyczaj chwytały panny w wir eleganckich tańców. I było w tym coś co sprawiało, zapewne trochę masochistycznie, że lubiła go jeszcze bardziej.
– Jest to dość śmieszne, że kreują się na biedną, poszkodowaną rodzinę, która w życiu nie spodziewałą się takich problemów, a jednocześnie mieli pod ręką kontakt do prywatnego detektywa, aby załatwić tę sprawę szybko i po cichu – mruknęłą, dając prowadzić się pod ramię. Równo skoszona, goła trawa, smagała czerwone buty, tym razem na płaskiej podeszwie, gdy przechadzali się po ogrodzie. – I oczywiście nie wezwali Brygady. Trochę się łudzę, że ta tiara jest przeklęta, ale może jestem dzisiaj w nieco zbyt optymistycznym nastroju. - Było to dość zaskakujące, bo nie często pozwalała sobie na tak ekscytujące fantazje na temat śledztwa, zwłaszcza gdy nie tak dawno temu jej głowa była w zdecydowanie w bardziej pochmurnym miejscu.
A potem bardzo pożałowała, że w tym ogrodzie rzeczywiście brakowało jakiejś ładnej i odpowiednio dużej fontanny, tak aby wrzucić do niej tego idiotę, który właśnie ją wystraszył.
Kora. Kora pod krzakiem. To wywołało w nim taką reakcję. A ona już myślała, że zobaczył coś naprawde nie na miejscu?
– Rozumiem, że jest to coś, co w życiu w żadnym innym ogrodzie w całej Anglii nie mogłoby mieć miejsca? - prychnęłą, ale nie odeszła osentacyjnie z tego miejsca.
– Jest to dość śmieszne, że kreują się na biedną, poszkodowaną rodzinę, która w życiu nie spodziewałą się takich problemów, a jednocześnie mieli pod ręką kontakt do prywatnego detektywa, aby załatwić tę sprawę szybko i po cichu – mruknęłą, dając prowadzić się pod ramię. Równo skoszona, goła trawa, smagała czerwone buty, tym razem na płaskiej podeszwie, gdy przechadzali się po ogrodzie. – I oczywiście nie wezwali Brygady. Trochę się łudzę, że ta tiara jest przeklęta, ale może jestem dzisiaj w nieco zbyt optymistycznym nastroju. - Było to dość zaskakujące, bo nie często pozwalała sobie na tak ekscytujące fantazje na temat śledztwa, zwłaszcza gdy nie tak dawno temu jej głowa była w zdecydowanie w bardziej pochmurnym miejscu.
A potem bardzo pożałowała, że w tym ogrodzie rzeczywiście brakowało jakiejś ładnej i odpowiednio dużej fontanny, tak aby wrzucić do niej tego idiotę, który właśnie ją wystraszył.
Kora. Kora pod krzakiem. To wywołało w nim taką reakcję. A ona już myślała, że zobaczył coś naprawde nie na miejscu?
– Rozumiem, że jest to coś, co w życiu w żadnym innym ogrodzie w całej Anglii nie mogłoby mieć miejsca? - prychnęłą, ale nie odeszła osentacyjnie z tego miejsca.