10.12.2025, 14:15 ✶
- Muszę przyznać, że nie rozumiem, co ludzie widzą w quidditchu. Tam na górze jest zimno i wieje w twarz - odparł Christopher gładko, ani myśląc się przyznawać, że ostatnia wycieczka na latającym i, niestety, uszkodzonym dywanie, na którą dał się namówić, zostawiła go ze straszliwym lękiem wysokości. I że gdy teraz pomyślał, że mogłoby mu wyrosnąć skrzydła i podleciałby tutaj aż pod sufit… poczuł się jakoś dziwnie. – Dziękuję. Może będę musiał wrócić do muzyki – skłamał bez mrugnięcia okiem. Wprawdzie jako dzieciak miał lekcje muzyki, ale po pierwsze, nie obejmowały one śpiewania, a instrumenty, po drugie, skończyły się wraz z jego pójściem do Hogwartu… ale przecież tylko trochę naginał prawdę.
A chwilę później na jego ustach pojawił się trochę złośliwy uśmiech.
– Mógłbym na przykład zamienić się w kapibarę. Albo poszedłbym strzelić kogoś w twarz, bo zakochałem się w cudzej partnerce… coś takiego przydarzyło się jednemu z moich drogich przyjaciół – oświadczył, bo chociaż wtedy bardzo bolała go twarz, tak z perspektywy czasu wydawało mu się to niezwykle zabawne, bo to nie on napił się amortencji. – Chociaż wierzę, że Lestrange’owie nie serwują swoim gościom amortencji? Mogłoby się to zakończyć odrobinę skandalicznie, gdyby czyjaś ciotka spojrzała na niewłaściwego męża – dodał, spoglądając w stronę drinków, ciekaw, czy wywrą jakiś efekt. Wyglądało jednak na to, że tym razem obywało się bez wyrastających skrzydeł… niemniej Rosier uznał, że poczeka jeszcze dwie – trzy minuty. Efekty mogły być opóźnione albo niezauważalne na pierwszy rzut oka: kto wie, czy ten chłopak, który właśnie wychylił drinka, zaraz nie pójdzie wyznać miłości panu Lestrangowie?
Zamyślił się na moment nad jej pytaniem. Czy się mu podobało? Nie miał problemu z byciem w centrum uwagi – po prawdzie lubił to – ale też ciężko się tym cieszyć, gdy nie było żadnego wyboru. To nie była zwykła c h ę ć do śpiewu: nie mógł wykrztusić ani słowa nie śpiewając.
– Nie jestem pewien. To chyba zależy od tego, czy podobało się tobie? – ocenił w końcu, z nietypową dość dla siebie szczerością.
!balmaskowy