10.12.2025, 19:31 ✶
-Narzeka, bo jej pierworodny wdał się bardziej w jej męża, niż w nią - powiedział z udawaną powagą, po czym po prostu się roześmiał. -Raczej nigdy tego nie przyzna na głos i ty też jakby co nic nie słyszałeś, ale martwiła się o ciebie, kiedy spotkaliśmy się z nią wczoraj w Ministerstwie i cię z nami nie było. Więc możemy raczej śmiało powiedzieć, że z pewnością cię lubi. Poza tym, gdyby cię nie lubiła nawet trochę, nie pozwoliłaby ci walczyć o tytuł mojego Ojca Chrzestnego.
Czy wielu pisarzy chciałoby, aby ich protagonista miał takie cechy? Być może - bo w końcu główny bohater powinien mieć dobre, "szlachetne" cechy, prawda? Czy było to dobre? Na to pytanie nie było już dobrej odpowiedzi, bo o ile większość ludzi ceniła osoby z dobrymi cechami, niejedna osoba uważała takie postacie za "mdłe" albo słabe. Niestety, żyli w świecie i czasach, gdzie dobre cechy należało równoważyć ze złymi cechami.
-Oczywiście, że nie wszyscy. Niektórzy moi znajomi faktycznie mogą być niscy, ale nadal są wyżsi od goblinów. Poza tym nawet ja bym nie wytrzymał tylko z nimi, a sam wiesz, jak cierpliwy jestem.
Wymiany, odnowy i naprawienia wymagało praktycznie wszystko wewnątrz mieszkania Kellych - ściany, podłoga, okna, drzwi. Będą musieli zmienić meble, dekoracje, odzyskać w tym miejscu spokój i poczucie bezpieczeństwa i z pewnością je zabezpieczyć. I Jessiemy przeszło przez myśl, że najlepiej byłoby je zabezpieczyć nie tylko przed ogniem. W końcu nigdy nie wiadomo, czy szaleńcowi strzeli do głowy.
Oglądając wszystko z bliska, spacerował powoli po salonie, a kiedy w jednej chwili odwrócił się i napotkał podejrzliwe spojrzenie chrzestnego, aż się wzdrygnął.
-Coś się stało? - spytał powoli.
Miał coś na twarzy? Może włosy mu się źle układały? A może znowu dobrał coś nie tak kolorystycznie i dopiero teraz Jonathan go zauważył albo dopiero miał zamiaru mu powiedzieć?
Padło jednak inne pytanie i w pierwszej sekundzie jego policzki delikatnie się zaróżowiły.
-Och... Moja... Moja randka... - zaczął, drapiąc się po karku. -No cóż... To Electra Prewett, nie miałem okazji ci jej jeszcze przedstawić, a ona w sumie chciała poznać ciebie. Ekhem... Wziąłem sobie do serca twoją radę i stwierdziliśmy, że nazywanie tego "randką" w sumie było trochę dziwne. Ogólnie było... było fajnie i bardzo miło, ale chyba zestresowaliśmy tamtejszego kelnera. Zrobiliśmy krótką scenę zerwania i wyszliśmy.
Czy wielu pisarzy chciałoby, aby ich protagonista miał takie cechy? Być może - bo w końcu główny bohater powinien mieć dobre, "szlachetne" cechy, prawda? Czy było to dobre? Na to pytanie nie było już dobrej odpowiedzi, bo o ile większość ludzi ceniła osoby z dobrymi cechami, niejedna osoba uważała takie postacie za "mdłe" albo słabe. Niestety, żyli w świecie i czasach, gdzie dobre cechy należało równoważyć ze złymi cechami.
-Oczywiście, że nie wszyscy. Niektórzy moi znajomi faktycznie mogą być niscy, ale nadal są wyżsi od goblinów. Poza tym nawet ja bym nie wytrzymał tylko z nimi, a sam wiesz, jak cierpliwy jestem.
Wymiany, odnowy i naprawienia wymagało praktycznie wszystko wewnątrz mieszkania Kellych - ściany, podłoga, okna, drzwi. Będą musieli zmienić meble, dekoracje, odzyskać w tym miejscu spokój i poczucie bezpieczeństwa i z pewnością je zabezpieczyć. I Jessiemy przeszło przez myśl, że najlepiej byłoby je zabezpieczyć nie tylko przed ogniem. W końcu nigdy nie wiadomo, czy szaleńcowi strzeli do głowy.
Oglądając wszystko z bliska, spacerował powoli po salonie, a kiedy w jednej chwili odwrócił się i napotkał podejrzliwe spojrzenie chrzestnego, aż się wzdrygnął.
-Coś się stało? - spytał powoli.
Miał coś na twarzy? Może włosy mu się źle układały? A może znowu dobrał coś nie tak kolorystycznie i dopiero teraz Jonathan go zauważył albo dopiero miał zamiaru mu powiedzieć?
Padło jednak inne pytanie i w pierwszej sekundzie jego policzki delikatnie się zaróżowiły.
-Och... Moja... Moja randka... - zaczął, drapiąc się po karku. -No cóż... To Electra Prewett, nie miałem okazji ci jej jeszcze przedstawić, a ona w sumie chciała poznać ciebie. Ekhem... Wziąłem sobie do serca twoją radę i stwierdziliśmy, że nazywanie tego "randką" w sumie było trochę dziwne. Ogólnie było... było fajnie i bardzo miło, ale chyba zestresowaliśmy tamtejszego kelnera. Zrobiliśmy krótką scenę zerwania i wyszliśmy.