10.12.2025, 21:01 ✶
Charlotte niezbyt ufała uzdrowicielom i nie była pewna czy ma ochotę się do takiego wybierać. Postanowiła jednak podpytać o to i owo w Departamencie Tajemnic, bo jeżeli jej współpracownicy nie interesowali się tym wszystkim, co działo się po Spalonej Nocy, choćby z czysto naukowego punktu widzenia, to zasługiwali na to, aby jednego po drugim wpychać za Zasłonę w Komnacie Śmierci. (Ona, rzecz jasna, się interesowała. Rzecz w tym, że akurat dziwne nie - klątwy nie leżały w obszarze jej zwykłych badań.)
- Powinnam znaleźć ci inne krzesło do wyrzucenia? - spytała Charlotte i istniała całkiem spora szansa, że faktycznie takiego poszuka. - Możemy też złożyć to transmutacją, żebyś mógł je wyrzucić.
Czar nie działałby długo, ale wystarczyłby, aby Jasper mógł cisnąć nim za okno. Charlotte popierała wyrażanie emocji, zwłaszcza takich jak gniew, na indywidualne sposoby - nawet jeżeli sama odczuwała uczucia zwykle w nieco mniejszym natężeniu niż inni ludzie - i jeśli jej syn miał ochotę rzucać meblami, to trzeba było jedynie zadbać, aby nikt go na tym nie przyłapał.
W duchy westchnęła, gdy Jessie wypowiedział swoje życzenie. Kelly nie była dobrym człowiekiem, ale pozostawała całkiem niezłą matką i jako taka bardzo pragnęła, aby jej dzieci czuły się bezpieczne. Wiedziała też, że w tych czasach bezpieczny nie był dosłownie nikt. Matka Księżyca nosiła avady, i nawet najbardziej czystokrwiste rody nie mogły być pewne, że nie spotka ich nic złego... a co dopiero rodzina Kellych.
- Niestety, ofiarowanie ci głowy V... - zaczęła i zaraz bardzo się zdenerwowała, bo oczywiście, że nie mogła dokończyć. - Niestety, ofiarowanie głowy odpowiedzialnego za to zamieszanie nie leży w mojej mocy. Ale jeżeli nie chcecie, nie musimy wracać do Londynu. To mieszkanie nie wymaga aż tak wielkiego remontu, a przy tym, ile budynków spłonęło doszczętnie, łatwo sprzedamy je z zyskiem. Możemy kupić coś gdzieś indziej.
Charlotte uwielbiała Londyn, ale jeżeli Jessie czułby się lepiej w innym miejscu, była gotowa omówić to z pozostałymi dziećmi i poszukać innych rozwiązań.
- Jeżeli chodzi o Ritę, kobieta nigdy nie ma za wiele sukienek, butów i kolczyków.
- Powinnam znaleźć ci inne krzesło do wyrzucenia? - spytała Charlotte i istniała całkiem spora szansa, że faktycznie takiego poszuka. - Możemy też złożyć to transmutacją, żebyś mógł je wyrzucić.
Czar nie działałby długo, ale wystarczyłby, aby Jasper mógł cisnąć nim za okno. Charlotte popierała wyrażanie emocji, zwłaszcza takich jak gniew, na indywidualne sposoby - nawet jeżeli sama odczuwała uczucia zwykle w nieco mniejszym natężeniu niż inni ludzie - i jeśli jej syn miał ochotę rzucać meblami, to trzeba było jedynie zadbać, aby nikt go na tym nie przyłapał.
W duchy westchnęła, gdy Jessie wypowiedział swoje życzenie. Kelly nie była dobrym człowiekiem, ale pozostawała całkiem niezłą matką i jako taka bardzo pragnęła, aby jej dzieci czuły się bezpieczne. Wiedziała też, że w tych czasach bezpieczny nie był dosłownie nikt. Matka Księżyca nosiła avady, i nawet najbardziej czystokrwiste rody nie mogły być pewne, że nie spotka ich nic złego... a co dopiero rodzina Kellych.
- Niestety, ofiarowanie ci głowy V... - zaczęła i zaraz bardzo się zdenerwowała, bo oczywiście, że nie mogła dokończyć. - Niestety, ofiarowanie głowy odpowiedzialnego za to zamieszanie nie leży w mojej mocy. Ale jeżeli nie chcecie, nie musimy wracać do Londynu. To mieszkanie nie wymaga aż tak wielkiego remontu, a przy tym, ile budynków spłonęło doszczętnie, łatwo sprzedamy je z zyskiem. Możemy kupić coś gdzieś indziej.
Charlotte uwielbiała Londyn, ale jeżeli Jessie czułby się lepiej w innym miejscu, była gotowa omówić to z pozostałymi dziećmi i poszukać innych rozwiązań.
- Jeżeli chodzi o Ritę, kobieta nigdy nie ma za wiele sukienek, butów i kolczyków.