Cóż, nie tego się spodziewał. Machinalnie zaczął się zastanawiać, czy do Ministerstwa Magii dotarło wezwanie w tej sprawie. Czy była to jakaś większa interwencja? Czy wysłano jakoś zespół, który miał za zadanie doprowadzić to tajemnicze miejsce do porządku? Chyba że kobieta nie zgłosiła tego oficjalnymi kanałami, a jedynie zaczęła szukać pomocy przez to, że ją samą smagnęła klątwa. Skrzywił się lekko, ze wszystkich sił powstrzymując się przed zadaniem kolejnych pytań.
— Trochę nieodpowiedzialne. Przynajmniej jeśli chodzi o względy bezpieczeństwa. Jeśli to jakieś ogólnodostępne miejsce, to powinny zostać zawiadomione odpowiednie służby — wydusił tylko z siebie, ograniczając się do prostego, acz sensownego stwierdzenia. — Dobrze, że się z tym nie ukrywała, bo pewnie mogło się to gorzej skończyć.
Na kolejne słowa, nieco zdębiał, nie wiedząc, co powiedzieć. Bulstrode miała zaskakująco cięty język. Huh. Warto to zapamiętać.
— Brzmi bardzo zachęcająco. Co poniektórzy mogliby nawet chętnie poddać się takiej terapii. W niektórych krajach jaja bahanek pewnie uchodzą za afrodyzjak — Uśmiechnął się krzywo. — Rozumiem aluzję.
Kolejny powód, żeby znowu pójść do Castiela na kontrolę na koniec leczenia, pomyślał, nie wiedząc nawet do końca, czym jest stulicha i chyba wolał nie wiedzieć. Odpowiedź mogłaby sprawić, że znacznie by się uspokoił lub przez resztę życia nosił ze sobą tą wiedzę. I pewnie za każdym razem, gdy przekraczałby próg kliniki, precyzyjnie tłumaczenia Florence krążyłyby mu po głowie. Aż się wzdrygnął. Cóż, przynajmniej ona wyglądała na podekscytowaną perspektywą leczenia pacjentów tym specyfikom. Dobrze jest mieć pracę, z której można czerpać przyjemność.
— Ach, bardzo przepraszam. — Oblał się rumieńcem, zorientowawszy się, że faktycznie się trochę zapędził w swoich dywagacjach. Nie powinien obarczać nikogo niezwiązanego ze sprawą niepotrzebną wiedzą na ten temat. Bądź co bądź, był to dosyć prywatny problem. — Ale tak, jest w tym trochę racji. Nie można wykluczyć, że ta osoba sięgnie po bardziej bezpośrednie środki.
Osobiście wątpił, aby zepchnięcie z klifu było najbardziej prawdopodobną opcją. Wepchnięcie pod hipogryfa, ogłuszenie patelnią, popieszczenie paroma mocnymi zaklęciami, napuszczenie jakichś rzezimieszków... Prędzej celował w te scenariusze niż coś równie dramatycznego, jak upadek, chociażby z białych klifów w Dover na wybrzeżu. Było to wprawdzie całkiem niezłe miejsce na pozbycie się zwłok, a winę można było zrzucić na psotliwe wiatry, ale najpierw trzeba by było Erika tam zaciągnąć. A biorąc pod uwagę, że jego życie obecnie funkcjonowało na linii Londyn – Dolina Godryka, ciężko by było o zorganizowanie podobnego wypadu.
Podniósł oczy do góry, gdy ręka Florence wylądowała na jego czole. Przez moment poczuł zimno jej palców, jednak uczucie szybko przeminęło pod wpływem podwyższonej temperatury ciała. Już otwierał usta, aby wypomnieć, że przez chłodne dłonie i tak pewnie poprawnie nie wyczuje ciepłoty ciała, jednak zanim zdążył się odezwać, uzdrowicielka już była przy szafce ze swoim wyposażeniem lekarskim. Mężczyzna wykręcił z lekkim zaciekawieniem głowę, chcąc zajrzeć do szafki, jednak i tak nie za wiele tam dostrzegł. Równie dobrze mogły tam się kryć miniaturowe narzędzia tortur, które kobieta stosowała na niegrzecznych pacjentach.
— Dobrze — odpowiedział ugodowo, podwijając materiał koszuli na tyle, aby odsłonić znaczną część przedramienia. Przeniósł spojrzenie z różdżki na okład i zmrużył jedno oko, spodziewając się, że przy kontakcie ze skórą zaleje go fala przenikliwego chłodu, który sięgnie aż po kości. Tym większe było jego zaskoczenie, gdy początkowy efekt nie okazał się aż tak ekstremalny. — Myślałem, że będzie gorzej — mruknął pod nosem, po czym pokiwał głową. — Postaram się dzisiaj oszczędzać, może ten pierwszy „atak” okaże się ostatnim i już nie trzeba będzie się o nic martwić.
Uśmiechnął się półgębkiem. Mógł narzekać, mógł szukać wymówek, ale w gruncie rzeczy wyróżniała go przede wszystkim pogoda ducha, która, chociaż czasem usuwała się w cień, równie szybko wracała, czasami wręcz z podwójną siłą. Nie inaczej było w tym przypadku. Na dobrą sprawę był zadowolony z wyników wizyty w klinice. Otrzymał konkretne instrukcje, prześwietlono go, przebadano pod względem efektów ubocznych i jeszcze przekazano dodatkowe zalecenia na wypadek, gdyby jego stan się pogorszył. Czemu miałby nie promienieć pozytywnością? Kto wie, może takowa udzieli się nawet samej Florence. Erik miał czasami taki wpływ na ludzi.
— Chyba sobie pora... — przerwał, stwierdzając, że jednak lepiej przystać na sugestię Bulstrode. — W sumie, tak będzie nawet szybciej. Obędzie się bez przydługiego spaceru do Ministerstwa. Sprawdzę ten kominek na parterze. Jak rozumiem, to już wszystko na dziś?
Wstał z krzesła, klepiąc się po kieszeniach, aby sprawdzić, czy aby na pewno ma ze sobą wszystko, czego potrzebuje. Wyraźnie widać było, że szykuje się do wyjścia, toteż w gruncie rzeczy nie zostało mu nic innego, jak tylko pożegnać się z uzdrowicielką, życzyć jej spokojnego dnia w pracy i faktycznie udać się na niższe poziomy Szpitala św. Munga, aby odnaleźć łącznik zresztą sieci Fiuu.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞