• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius

[Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
10.12.2025, 23:14  ✶  

Nie spodziewała się, że tak łatwo będzie im wrócić do tego czegoś, co było bardzo znajome, jednak zakopane gdzieś głęboko. Najwyraźniej jeszcze gdzieś w nich to siedziało, nie zdechło całkowicie. Potrafili ze sobą rozmawiać, kiedy nadarzała się ku temu okazja, dzisiaj taka sama ich znalazła. Wystarczyło, że odezwał się do niej inaczej, ten jeden raz, a ona była w stanie odpuścić niemalże od razu. Fakt, z początku doszukiwała się w tym jakiegoś podstępu, jednak z każdą minutą, którą spędzali w swoim towarzystwie przestała się skupiać na tym, że powinna uważać. Zawsze łatwo się przy nim zapominała, i to nie było dobre, na każdym etapie ich znajomości.

Wpatrywała się w tę jego czapkę trochę za długo, nie powinna tego robić, ale nie umiała się oprzeć, to był naprawdę niecodzienny widok, pewnie szybko nie wyrzuci go z pamięci, tak naprawdę to najpewniej nigdy, co było przekleństwem, a zarazem czymś całkiem przyjemnym, bo na pewno dobrze będzie wracać do tego jednego wieczoru, który przypominał bardziej te dni kiedy wszystko było między nimi w porządku. Nie będzie mieć z nim dobrych wspomnień tylko z początku ich nauki w Hogwarcie.

Nie powinna w ogóle o tym myśleć, nie powinna chcieć mieć z nim kolejnych, dobrych wspomnień, ale w tej chwili nie była w stanie chyba nawet okłamywać siebie samej, że jej na tym nie zależało. Przez te ostatnie lata brakowało jej go w takiej wersji, to było całkiem proste, musiała się z tym pogodzić, bo przecież widziała, jak się zachowywała kiedy ten jeden raz zachowywał się inaczej. Łatwo było go lubić, kiedy był tak, cholernie łatwo.

Zaczęli tę całą niedorzeczną rozmowę o nietoperzach, nie spodziewała się, że będzie w stanie, aż tak wkręcić się w taką abstrakcyjną wizję, ale przychodziło jej to całkiem lekko. Naprawdę oczami wyobraźni widziała już całą nietoperzą rodzinkę, która miała wprowadzić się do wieży astronomicznej w kolejnym sezonie, mniejsza o to, że nigdy w tym miejscu nie widziała nietoperzy, to w ogóle nie było istotne.

On również wydawał się być mocno zaangażowany w tę rozmowę, nie robił tego, żeby się z niej naśmiewać, musiał swoimi oczami widzieć tę samą nietoperzą rodzinę, którą widziała ona. Łatwo było im razem gdybać na temat ich losów, wydawali się być przy tym śmiertelnie poważni, jakby to naprawdę miało się wydarzyć.

- Nie, nie, nie, najpierw musieliby przeprowadzić kapitalny remont, bo nie podobałyby się im obecne kolory ścian, później zamówić pana nietoperza, który zajmuje się pozbywaniem starych mebelków, dopiero wtedy mogliby zacząć przybijać te swoje, pewnie pan i pani nietoperzowa pokłóciliby się przy tym milion razy o to, czy kolor ich kanapy pasuje do ścian w salonie. - To nie mogło być takie proste, że przychodzą od razu ze swoimi meblami i już, sprawa na pewno była dużo bardziej skomplikowana. - Musielibyśmy ustalić z nimi oficjalny grafik, kiedy możemy przychodzić na zajęcia, jeśli byliby łaskawi, to może pozwoliliby nam pojawiać się tutaj z cztery razy w tygodniu, jeśli mniej, to dwa. Byłaby to wieczna walka o wieżę astronomiczną. - Przypominał jej teraz tego chłopaka sprzed lat, z którym wszystko wydawało się być bardzo łatwe. Zdarzało im się mieć różne, naprawdę abstrakcyjne wizje, którymi się ze sobą dzielili, nie musieli się obawiać, że druga strona to zlekceważy, czy wyśmieje, teraz było podobnie.

- Pewnie zrobiliby to specjalnie, aby wysępić więcej godzin wolnych od uczniów, obawiam się, że mogłoby to zgorszyć pierwszaków, jeszcze dostaliby nakaz eksmisji od dyrektora... na ich miejscu zastanowiłabym się nad tym, czy to faktycznie dobry pomysł. - Nie speszyła się tym komentarzem, chociaż chyba powinna, bo nieco ją zaskoczył, nie dała po sobie jednak poznać, może bardziej próbowała nie dać po sobie poznać, że odrobinę ją to wybiło z rytmu tej jeszcze przed chwilą zupełnie niewinnej rozmowy.

- Przecież nikomu o tym nie powiem, zresztą Wish, to nic złego, że masz w sobie odrobinę empatii. - Zwróciła się do niego, jak dawniej, przeszło jej to przez gardło bardzo lekko, chociaż nie mówiła w ten sposób od lat. Starała się nie skupiać na tym, że nie powinna tego robić, nie było sensu się nad niczym zastanawiać, nie dzisiaj, kiedy ta rozmowa płynęła sama. - Być może dwusekundowa, ale jednak zaistniała, co samo w sobie jest argumentem za tym, że jesteś odrobinę opiekuńczy, nawet jeśli nie chcesz się z tym pogodzić. - Korzystała z tego tonu, którego używała kiedyś podczas ich rozmów, kiedy próbowała wytłumaczyć mu dlaczego ma takie zdanie, a nie inne. Wiedziała, że niekoniecznie się z nią zgodzi, jednak wcale nie przeszkadzało jej to z podzieleniem się z nim swoją wizją.

- Podejrzewam, że jeśli zgubiłby mózg, to nie byłby w stanie się poruszać, pewnie miał go ze sobą, tylko nie był w stanie go używać, to często się zdarza, że ludzie nie umieją korzystać z mózgu. - Próbowała brzmieć poważnie, ale to miało być kolejnym żartem, który rzuciła tego wieczoru, kolejną abstrakcyjną rozmową jak ta o nietoperzach.

Potem padły te dość niefortunne słowa, które spowodowały, że na moment wróciła do tej swojej ostrożniejszej wersji, wiedziała, że nie zrobił tego celowo, a przynajmniej próbowała sobie tłumaczyć, że to chyba nie było celowe, no i to potwierdził. Przeprosił ją, znowu na niego spojrzała. - Nie musisz mnie przepraszać. - To były tylko słowa, nic takiego, prawda? To, że poczuła się przez nie nieswojo, to nic takiego, nic wielkiego, nie musiał się nią przejmować.

- Naprawdę? Dobrze, że nie jestem facetem. - Najwyraźniej była dla niej jakaś nadzieja tylko ze względu na to, że była kobietą. Szkoda by było dojść do takiego wieku, w którym jedyną fascynującą rzeczą były alkohole, na szczęście według tego, co mówił Loys nie miało jej to dotyczyć, nie musiała się bać starości.

Później samo się z niej wylało to wszystko. Odpowiedziała mu zupełnie szczerze, opowiedziała o zimie, śniegu, o tym, że lubiła chować się w wieży astronomicznej, nie zastanawiała się nad tym szczególnie, po prostu mówiła, jakby to było najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Kiedyś było i okropnie łatwo było jej do tego powrócić. Nie zastanawiała się nad tym, czy postanowi to wykorzystać to przeciwko niej, czy w ogóle coś z tym zrobi, po prostu mówiła, bo postanowiła się z nim tym podzielić. Prosta sprawa.

To zawsze samo wymsknęło się z jej ust, tylko, że naprawdę tak uważała. Mimo tego, że przez te ostatnie lata nie było między nimi najlepiej, to nie udawała, że tego nie widzi. On zawsze potrafił znaleźć wyjście z sytuacji, jak bardzo gówniana by ona nie była, no i podzieliła się z nim tym swoim spostrzeżeniem, chyba nie dostrzegła tego, że to jedno słowo coś w nim obudziło. Kiedyś często je przy nim powtarzała, mówiła, że będą obok siebie na zawsze, jakby to była najbardziej oczywista i prosta rzecz na świecie, no nie była, dość szybko przecież życie ich zweryfikowało, on ich zweryfikował, nadal nie wiedziała dlaczego.

- No tak, nie musiałbyś nawet kopać, bo masz długie ręce, wystarczyłoby, że wsadziłbyś je w zaspę. - Nie potrzebowałby do tego nawet szpadla, ten plan brzmiał naprawdę bardzo prosto i nie wymagał szczególnego zaangażowania. - Tak, pojawiałabym się tylko w okres Yule, przez co dzieciaki chciałyby zostawać w zamku na święta, żeby się ze mną spotkać. - To brzmiało naprawdę dobrze, mogłaby przystać na taki plan, bo nie wymagał też zbyt wielu interakcji z żywymi, pojawiałaby się i znikała - no idealnie.

Nazwał ją fascynującą, to znaczy nazwał tak ją jako ewentualnego ducha, którym pewnie nigdy się nie stanie, a jednak zawiesiła wtedy na nim wzrok na dłużej, na jego twarzy, a nie tej czapce, która odwracała od niego uwagę. Coś w niej drgnęło, chociaż nie powinno, nie mogła tak reagować na jeden, przypadkowo rzucony komentarz, ale to robiła. Odwróciła wzrok, spojrzała w okno, bo tylko to ją ratowało.

- Twój patent powoduje, że ja nie mogę mieć swojego? Szkoda. - Wiedziała do czego zmierzał, nikt nie potrafił tak jak on pojawiać się i znikać, doprowadzało ją to do furii, bo nigdy nie mogła być pewna, że nie znajduje się gdzieś obok i nie zamierza uprzykrzyć jej życia.

- Jak to nie jesteś, dostałeś tę rolę właśnie dzięki temu, że wydajesz się być bardzo wysportowany, nie możesz mnie teraz zawieść... Co to za zastępstwo bez takich efektów specjalnych? - Udała rozczarowanie. Próbowała go podpuścić, zawsze to znaczy kiedyś to robiła, nie sądziła, że teraz jej się uda, ale nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała.

- Mamy co do tego zgodność, każdy szanujący się człowiek powinien lubić sok dyniowy. - Wyjątkowo przyznała mu rację, dawno tego nie robiła, to jakiś cud, że te słowa w ogóle przeszły jej przez gardło, chociaż, czy na pewno? Dzisiaj wyjątkowo wiele słów się z niej wylewało, takich po które na pewno by nie sięgnęła jeszcze wczoraj.

- Rezerwy prywatne? - Powtórzyła za nim, chyba nie powinna nadużywać jego dobroci, jeśli były to rezerwy prywatne, to powinien je sobie cenić, nie były dostępne od ręki. - Jesteś pewien? - Wolała się upewnić, że naprawdę chce się z nią tym podzielić, że nie była to tylko chwilowa grzeczność, żeby później nie żałował.

Nie czekała na odpowiedź, nachyliła się nieco do przodu, tak, że znalazła się dużo bliżej niego i wystawiła rękę po butelkę.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (14755), Prudence Fenwick (9791)




Wiadomości w tym wątku
[Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 09.12.2025, 01:00
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 03:53
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 09.12.2025, 12:53
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 14:42
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 10.12.2025, 01:30
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 10.12.2025, 04:28
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 10.12.2025, 12:17
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 10.12.2025, 17:24
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 10.12.2025, 23:14
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 11.12.2025, 20:33
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 12.12.2025, 00:51
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 13.12.2025, 23:04
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 15.12.2025, 21:45
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 16.12.2025, 04:01

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa