11.12.2025, 04:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2025, 06:59 przez Dora Crawford.)
Dora mogła sobie o tym na przykład poczytać. Chociaż odrobinę wątpiła, że taka lektura byłaby jakoś łatwo dostępna. Na pewno jednak nie zamierzała dowiadywać się rzeczy o ghoulach i wampirach na własnej skórze, głównie dlatego że jej ostatnie spotkanie z tym drugim, okazało się raczej nieprzyjemne. Czy ich istnienie natomiast wprawiało w ją jakiś specyficzny niepokój? Niekoniecznie. Współczuła im może, a przynajmniej tym, którzy znaleźli się na tym świecie wbrew sobie, ale te jednostki które chciały żyć i nie zostały skazane na nieśmiertelne życie dla czyjegoś kaprysu?
Nie chciała nikomu robić przykrości, ani też irytować - grymas ducha przyjęła więc z nietęgą miną, na nowo zezując przez niego na Brennę. Była uwięziona, no bo tak, miały tu swoje sprawy, ale nie mogła tak zwyczajnie odmówić. Próby sterowania konwersacją, nawet jeśli subtelne, też wydawały się niezbyt pożądane, co tylko utrudniało szybkie jej zakończenie.
Szczerze powiedziawszy, to Dora zgubiła się już gdzieś przy informacji, że Odetta była od pana Gideona młodsza. Nie to, żeby związki z młodszymi to był jakiś grzech, ale w szkole rok różnicy wydawał się czasem okropnym skokiem. Nie zamierzała tego jednak głośno komentować, tylko dalej kiwała głową, może z odrobiną rozpaczy, ale wciąż dzielnie słuchając...
Pociągnięcie przez Brennę skwitowała głośnym i ciężkim westchnięciem, które przepełnione było niewypowiedzianą ulgą. Była bowiem przekonana, że oto nastąpił koniec - duch zrozumie aluzję i da im spokój. Przecież taki przebieg sprawy był całkiem logiczny, ale nie. O nie, nie. Gideon wziął sobie do serca to, jak właśnie został zlekceważony i zaczął za nimi frunąć.
To było bardzo niegrzeczne, ale przez dłuższą chwilę Dora zwyczajnie próbowała go ignorować. Ale był głośny i zwyczajnie upierdliwy, i w reszcie dziewczyna odwróciła się.
- Dobrze, już dobrze. Niech pan opowie swoją fascynującą historię!
Nie chciała nikomu robić przykrości, ani też irytować - grymas ducha przyjęła więc z nietęgą miną, na nowo zezując przez niego na Brennę. Była uwięziona, no bo tak, miały tu swoje sprawy, ale nie mogła tak zwyczajnie odmówić. Próby sterowania konwersacją, nawet jeśli subtelne, też wydawały się niezbyt pożądane, co tylko utrudniało szybkie jej zakończenie.
Szczerze powiedziawszy, to Dora zgubiła się już gdzieś przy informacji, że Odetta była od pana Gideona młodsza. Nie to, żeby związki z młodszymi to był jakiś grzech, ale w szkole rok różnicy wydawał się czasem okropnym skokiem. Nie zamierzała tego jednak głośno komentować, tylko dalej kiwała głową, może z odrobiną rozpaczy, ale wciąż dzielnie słuchając...
Pociągnięcie przez Brennę skwitowała głośnym i ciężkim westchnięciem, które przepełnione było niewypowiedzianą ulgą. Była bowiem przekonana, że oto nastąpił koniec - duch zrozumie aluzję i da im spokój. Przecież taki przebieg sprawy był całkiem logiczny, ale nie. O nie, nie. Gideon wziął sobie do serca to, jak właśnie został zlekceważony i zaczął za nimi frunąć.
To było bardzo niegrzeczne, ale przez dłuższą chwilę Dora zwyczajnie próbowała go ignorować. Ale był głośny i zwyczajnie upierdliwy, i w reszcie dziewczyna odwróciła się.
- Dobrze, już dobrze. Niech pan opowie swoją fascynującą historię!
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.