11.12.2025, 14:50 ✶
Wchodzę razem z Vienne, potwierdzam tożsamość i piję eliksir
Naprawdę nie chciał tu być, ale zakład to zakład, prawda? Wciąż uważał, że Vienne oszukiwała gdy grali w karty i po prostu bezczelnie go wykorzystała. Wiedziała przecież, że nienawidzi takich spędów - naprawdę był bliski tego, żeby złamać sobie nogę tylko po to, by mieć wymówkę do niestawienia się i wywiązania z danej obietnicy. Siostra odrobinę go udobruchała, gdy powiedziała, że to bal maskowy. Maskowy? Zajebiście, nikt mnie nie rozpozna - rzucił wtedy, ale nadal nie chciał iść.
A jednak przeszedł teraz przez drzwi wejściowe, uchylając tę białą maseczkę ujebaną czymś czarnym i ze śmiesznymi, grubymi brwiami, by potwierdzić tożsamość. Co za głupota, po co robili bal maskowy, skoro i tak na wejściu sprawdzali zaproszenia i mordy?
- Zemszczę się za to - rzucił do siostry, zaciskając lekko palce na jej dłoni. Menda. - Astoria gdzieś się tu kręci, czy jeszcze pudruje nosek?
W sumie głupie pytanie, i tak jej nie znajdzie w tym tłumie. Widząc co się dzieje przy stoliku na wejściu, tych wszystkich ludzi ze skrzydłami, całujących powietrze i w ogóle, przekrzywił głowę.
- Może mnie otrują i nie będę musiał tu być - szepnął konspiracyjnie do Vienne, a potem pochwycił fiolkę eliksiru. I cyk, wypił do dna.
!eliksiry