11.12.2025, 14:57 ✶
Lucy była wręcz pewna, że Gabriel w żaden sposób nie mógł myśleć dokładnie tym o czym ona teraz myślała, a przynajmniej że w jego głowie na pewno nie mogło być teraz tak wiele myśli jak w jej. Zanim bowiem kora zaczeła zachowywać się szalenie podejrzanie, Lucy pozwoliła sobie na nieco dłuższą chwilę wolnego od pracowych myśli, aby pochylić się nad zagadką, która trapiła ją zdecydowanie bardziej niż zaginiona tiara - skąd do licha brała się u niego tak wielka miłość do tych chwastów? Oczywiście nie znała jego przeszłości, a zwłaszcza tej zanim się poznali i zanim on postanowił zaprzyjaźnić się z przeklętą statuą. Wcześniej mógł być każdym, zarówno w swoim ludzkim życiu, jak i już tym wampirzym, i tak, może kiedyś w dzieciństwie miał swojego ulubionego hibiskusa, a może to przeklęta figurka była kiedyś jakimś magicznym ziarenkiem fasoli, ale… Ale jaki cudem Gabriel był w stanie spędzić tyle dekad życia i wciąż kochać coś co było jeszcze bardziej kruche niż ludzie? W końcu jeśli rozbrykany szczeniak przebiegłby po ludzkiej stopie, ta nie bolałaby aż tak bardzo, ale taki tulipan? Nie miałby szans. Oczywiście róże były nieco bardziej wytrzymałe, jednak marzły tak szybko i ogólnie była dość pewna, że każdy inny szanujący się wampir nie kłopotałby się z utrzymywaniem przy życiu jakiegoś zielska z kolcami.
Ale musiała przyznać, że miał do tego talent.
I że było coś kojącego w fakcie, że groźny wampir, kiedyś opętany czarnonagicznym przedmiotem, którego jeszcze niedawno podejrzewała o morderstwa, znajdował taką pasję w czymś tak trywialnym jak kwiaty.
Byle to nie ona musiała je podlewać.
Słysząc jego pytanie Lucy jedynie uniosła brew, kucnęła obok niego i sama zaczęła kopać w ziemi, najwyraźniej nie robiąc nic sobie z tego, że jej paznokcie zdobiła nowa warstwa jasnego lakieru, ani że ubrudzi sobie rękawy czarnego płaszczu.
– Na twoim miejscu bardzo trzymałabym kciuki, że będzie tam tiara albo chociaż ciało – mruknęła nie przerywając pracy.
Ale musiała przyznać, że miał do tego talent.
I że było coś kojącego w fakcie, że groźny wampir, kiedyś opętany czarnonagicznym przedmiotem, którego jeszcze niedawno podejrzewała o morderstwa, znajdował taką pasję w czymś tak trywialnym jak kwiaty.
Byle to nie ona musiała je podlewać.
Słysząc jego pytanie Lucy jedynie uniosła brew, kucnęła obok niego i sama zaczęła kopać w ziemi, najwyraźniej nie robiąc nic sobie z tego, że jej paznokcie zdobiła nowa warstwa jasnego lakieru, ani że ubrudzi sobie rękawy czarnego płaszczu.
– Na twoim miejscu bardzo trzymałabym kciuki, że będzie tam tiara albo chociaż ciało – mruknęła nie przerywając pracy.