11.12.2025, 21:14 ✶
Jego mała L…
…była bardzo rozkajarzająca.
– Korzenie…– syknął, gdy w barbarzyńskim geście rzuciła się do rozgrzebywania ziemi, brudząc swoją białą skórę ziemią.
Bardzo suchą ziemią, był prawie pewien że była zbyt zasadowa na potrzeby tego konkretnego krzewu…
Ale bardziej chodziło, że przycupnęła obok, że musiał w sumie bardzo się starać, żeby ich dłonie się nie dotknęły i za bardzo nie rozumiał czemu aż tak o tym myśli, bo normalnie nie zastanawiałby się nad tym wcale.
A był ciekaw. Był tak bardzo ciekaw, czy gdyby jej gałązki dotknęły jego skóry, to czy pomyliłby je z korzeniami krzewu? Nie dało się prrzecież och pomylić, nawet jeśli nie miały kolców. To musiało być coś innego.
Pracował wytrwale i nie doczekał się tegoż połączenia – najzwyklejszego i najniezwyklejszego w swojej istocie. Zamiast tego oboje złapali metalową obręcz i wyciągnęli ją z ziemi niemal w tym samym momencie.
Palce ubrudzone ziemią, pomiędzy nimi srebrzysta tiara. Elegancka. Piękna. Przeklęta?
Nie patrzył na błyskotkę, patrzył na jej śliczne dłonie, na jasne paznokcie odcinające się elegancją pośród ziemi. Patrzył na szczupłe nadgarstki pozbawione krwi, na przedramiona niknące w mankiecie. Patrzył. Chłonął. Milczał jakby miał ten widok mieć przed sobą po raz ostatni.
– Mam kopać dalej i szukać zwłok? – zapytał sucho, w dziwnym zdezorientowaniu, w poczuciu jakby w domu za nimi nie bylo ani jednej żywej duszy, jakby na całym świecie byli tylko oni i wyomaginowany trup pod zmaltretowanym przez dwa wampiry krzakiem.
…była bardzo rozkajarzająca.
– Korzenie…– syknął, gdy w barbarzyńskim geście rzuciła się do rozgrzebywania ziemi, brudząc swoją białą skórę ziemią.
Bardzo suchą ziemią, był prawie pewien że była zbyt zasadowa na potrzeby tego konkretnego krzewu…
Ale bardziej chodziło, że przycupnęła obok, że musiał w sumie bardzo się starać, żeby ich dłonie się nie dotknęły i za bardzo nie rozumiał czemu aż tak o tym myśli, bo normalnie nie zastanawiałby się nad tym wcale.
A był ciekaw. Był tak bardzo ciekaw, czy gdyby jej gałązki dotknęły jego skóry, to czy pomyliłby je z korzeniami krzewu? Nie dało się prrzecież och pomylić, nawet jeśli nie miały kolców. To musiało być coś innego.
Pracował wytrwale i nie doczekał się tegoż połączenia – najzwyklejszego i najniezwyklejszego w swojej istocie. Zamiast tego oboje złapali metalową obręcz i wyciągnęli ją z ziemi niemal w tym samym momencie.
Palce ubrudzone ziemią, pomiędzy nimi srebrzysta tiara. Elegancka. Piękna. Przeklęta?
Nie patrzył na błyskotkę, patrzył na jej śliczne dłonie, na jasne paznokcie odcinające się elegancją pośród ziemi. Patrzył na szczupłe nadgarstki pozbawione krwi, na przedramiona niknące w mankiecie. Patrzył. Chłonął. Milczał jakby miał ten widok mieć przed sobą po raz ostatni.
– Mam kopać dalej i szukać zwłok? – zapytał sucho, w dziwnym zdezorientowaniu, w poczuciu jakby w domu za nimi nie bylo ani jednej żywej duszy, jakby na całym świecie byli tylko oni i wyomaginowany trup pod zmaltretowanym przez dwa wampiry krzakiem.