11.12.2025, 21:55 ✶
Hannibal miał rację - powinien był skorzystać z pomocy jakiegoś uzdrowiciela. Zwlekał z tą decyzją na szczęście tylko kilka dni, dostał kilka porad od osób, które podobno przechodziły to samo, wziął wolne w pracy i ruszył się do Doliny Godryka, do Lecznicy Dusz. Zwlekał, bo jednak był synem swojej matki i jakaś duma nie pozwalała mu poprosić kogoś o pomoc, zanim nie spróbował sam pobyć się tego czegoś, co wywoływało w nim nagły strach i zmuszało do wypowiadania słów, których absolutnie nie chciał wymawiać, a które mogły wpędzić go w niemałe kłopoty. Oczywiście, że sprawdził najpierw, czy nie była to klątwa - nie była i może był głupi, że "eksperymentował" sam na sobie, ale przekonał się, że sam nic z tym nie zdoła zrobić i jednak musiał iść do kogoś, kto z całą pewnością będzie wiedział, co na to poradzić.
Wszedł do Lecznicy z ciężarem na ramieniu, z lekkością w głowie i poczuciem przegranej. Robisz to dla własnego spokoju i żeby cię nie wylali, powtarzał sobie z każdym kolejnym krokiem. Niestety, w pracy zdarzyło mu się raz wypluć z siebie niezbyt pasujący do sytuacji zlepek słów, co wywołało niefajne napięcie w zespole i zwróciło na niego nieprzychylną uwagę goblinów. W tym momencie trudno było im się dziwić - nawet jeśli te słowa nie wyrażały prawdziwych poglądów Jaspera, trudno było zignorować rasistowskie teksty pasujące bardziej do wyznawców Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać.
Rozmawiając z recepcjonistą, starał się wyglądać na rozluźnionego, a przynajmniej na mniej zdenerwowanego, niż naprawdę był. Na szczęście w recepcji nie był długo przetrzymywany, został pokierowany do odpowiedniego oddziału, gdzie miał poczekać, aż uzdrowiciel, któremu zostanie przydzielony, go zaprosi.
Czekał więc na wezwanie do gabinetu, wpatrywał się w swoje buty, żeby nie rozglądać się dookoła, i wcale nie rozmyślał nad tym, czy ten strach i te wciskane w jego usta słowa byłyby w stanie doprowadzić go do szaleństwa. I jak długo musiałby zwlekać z wizytą o magipsychiatry, żeby do tego doszło?
!Strach przed imieniem
Wszedł do Lecznicy z ciężarem na ramieniu, z lekkością w głowie i poczuciem przegranej. Robisz to dla własnego spokoju i żeby cię nie wylali, powtarzał sobie z każdym kolejnym krokiem. Niestety, w pracy zdarzyło mu się raz wypluć z siebie niezbyt pasujący do sytuacji zlepek słów, co wywołało niefajne napięcie w zespole i zwróciło na niego nieprzychylną uwagę goblinów. W tym momencie trudno było im się dziwić - nawet jeśli te słowa nie wyrażały prawdziwych poglądów Jaspera, trudno było zignorować rasistowskie teksty pasujące bardziej do wyznawców Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać.
Rozmawiając z recepcjonistą, starał się wyglądać na rozluźnionego, a przynajmniej na mniej zdenerwowanego, niż naprawdę był. Na szczęście w recepcji nie był długo przetrzymywany, został pokierowany do odpowiedniego oddziału, gdzie miał poczekać, aż uzdrowiciel, któremu zostanie przydzielony, go zaprosi.
Czekał więc na wezwanie do gabinetu, wpatrywał się w swoje buty, żeby nie rozglądać się dookoła, i wcale nie rozmyślał nad tym, czy ten strach i te wciskane w jego usta słowa byłyby w stanie doprowadzić go do szaleństwa. I jak długo musiałby zwlekać z wizytą o magipsychiatry, żeby do tego doszło?
!Strach przed imieniem