• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius

[Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#11
12.12.2025, 00:51  ✶  

Nie spodziewała się tego, że spędzi ten wieczór w ten sposób. Nie myślała już o tym, że szkoda jej, że nie jest w domu, z rodziną jak każdego roku. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej nie mogła od siebie odsunąć tych myśli, wszystko jednak zmieniło się, kiedy się tutaj pojawił. Łatwo było o tym zapomnieć, kiedy rozmawiali ze sobą w ten sposób. Zrobiło się między nimi dziwnie lekko, jakby te kilka ostatnich lat wcale nie wyglądało jak wyglądało, jakby nadal się lubili, jak wtedy kiedy byli dzieciakami. Wcale nie ukrywała tego, że poczuła się przy nim dobrze, nie było w niej ani grama tego napięcia, które zazwyczaj pojawiało się, gdy znajdował się obok, wszystko zniknęło tego wieczoru. Potrafili jeszcze ze sobą rozmawiać, to było całkiem zaskakujące, ale też dosyć miłe, bo spodziewała się, że nie jest w stanie już jej tolerować, a jednak czy gdyby tak było to ten wieczór wyglądałby w ten sposób?

Nie odrywała spojrzenia od jego czapki, obserwowała te gibające się rogi, nie dało się od nich oderwać wzroku, oczywiście, że musiał to zauważyć, nic mu przecież nigdy nie umykało, zresztą robiła to niezbyt dyskretnie, ślepy by zauważył to spojrzenie.

- Trudno jest na nie nie patrzeć. Ruszają się co chwilę, kiedy coś mówisz zaczynają dyndać, no i to dosyć nietypowy widok, muszę go zapamiętać, podejrzewam, że nigdy więcej nie zobaczę Cię w czymś podobnym na głowie. - Oczywiście, że musiała się wytłumaczyć, skoro już robiło się między nimi tak lekko, to nie musiała ukrywać tego, co siedziało w jej głowie, że też chwilowa zmiana nastroju wystarczyła, aby nie  gryzła się przy nim w język.

- Nie musisz niczego podejrzewać, one naprawdę mi się podobają, ale nie zamierzam kraść Ci tej czapki, pasuje do Ciebie, dobrze w niej wyglądasz, na pewno bym Ci nie dorównała, zresztą nie dałabym rady Cię okraść, nie oszukujmy się. - Odwróciła na chwilę wzrok w stronę szyby, powinna jednak myśleć o tym, co miała zamiar powiedzieć. Rzuciła to swoje dobrze w niej wyglądasz, jakby nigdy nic, tyle, że zaczęły ją piec policzki, niedobrze, nie mogła w ten sposób na niego reagować, nie powinien nadal poruszać tych emocji, które już dawno nie istniały, kogo właściwie oszukiwała? Nigdy tak do końca nie umarły, po prostu zakopała do bardzo głęboko i właśnie zaczynało wypełzać na powierzchnię.

Na szczęście zaczęli dyskutować o remoncie nietoperzych lokatorów, to pozwoliło jej się oderwać od tych myśli, które zaczęły ją bardzo intensywnie atakować. Kiedyś często rozmawiali na wiele absurdalnych tematów i chyba nie do końca z tego wyrośli, niby byli tacy dorośli, a jednak nie do końca było to widać po tej konwersacji.

- Pani nietoperzowej bardzo nie spodobałaby się wizyta tego pana konserwatora, bo popsułby jej wizję artystyczną, musiałaby się skonsultować z nietoperzem prawnikiem, czy aby na pewno może sobie rościć prawa do narzucania takich zmian. To zajęłoby dodatkowy miesiąc, a może i więcej, podejrzewam, że nie ma zbyt wielu nietoperzy prawników, mało kto jest w stanie zdobyć takie papiery. - Kontynuowała tę ich śmieszną wizję, naprawdę ją to bawiło, uśmiechała się promiennie, dawno tego nie robiła, nie w szkole. - Nie, nie, para nietoperzy będzie musiała najpierw zamówić meble, jak już uda im się dojść do jakiegoś kompromisu, tak naprawdę to po prostu pan nietoperz zgodzi się na wszystko, co chce pani nietoperzowa, to zgłoszą się do nietoperza stolarza, który będzie im te ich mebelki tworzył przez jakieś trzy miesiące, pewnie wskoczą mu kolejne pilne zlecenia i to się nieco przesunie. Dopiero wtedy zaczną przybijać swoje wymarzone szafeczki do sufitu, co też nie będzie łatwe. - Mówiła dalej, słowa wylewały się z niej same i wcale, ale to wcale nie uważała tego za głupie. - Problemów wykonawczych może pojawić się wiele, to prawda, nawet sobie nie wyobrażam, jak trudno jest montować mebelki do góry nogami, pani nietoperzowa wolałaby do tego kogoś zatrudnić, ale on sobie na to nie pozwoli. Skończy się na tym, że będzie musiał zawieszać ten żyrandol pięć razy, a i tak dostanie reprymendę, że źle to zrobił. - Widziała oczami wyobraźni biednego, wykończonego pana nietoperza i jego żonę, w różowej spódniczce, która krzyczała na niego niezadowolona. - Nie wiem, najprędzej wprowadzą się tu chyba we wrześniu, a czy w ogóle jest sens, skoro w grudniu czeka ich urlop i wyprowadzka do ciepłych krajów? - Czy całe to zamieszanie było tego warte, może łatwiej byłoby zacząć budować swoje nietoperze gniazdko za granicą.

- Wiele temperamentu, widać to w ich oczach, ciągle wyglądają, jakby chciały kogoś gryźć, buzie może mają słodziutkie, ale to oczy są zwierciadłem duszy. - Aloysius zawsze był idealnym kompanem do podobnych rozmów, jak nikt inny potrafił się angażować w tworzenie absurdalnych historii, najwyraźniej to nie zniknęło, nadal miał tę lekkość.

- Tak, zaczną zwodzić, że niby są takie przystępne, ale to będą tylko pozory, bardzo szybko skończy się to na zakazie wchodzenia do wieży astronomicznej, zostanie wyłączona z użytku i wszystkie lekcje astronomii zostaną odwołane. - Nie, żeby wydawało jej się, aby uczniowie byli z tego powodu niezadowoleni.

- Tak, jestem w stanie to sobie wyobrazić, tak samo jak te kolejki wkurzonych rodziców do gabinetu dyrektora, rodzina nietoperzy doprowadziłaby do upadku takiej szanowanej szkoły. - To brzmiało jak plan, całkiem sprytny plan dla nietoperzy na przejęcie władzy nad światem czarodziejów, kto wie, co siedziało w tych ich malutkich główkach.

Uśmiechała się do siebie, a może i do niego, dawno tego nie robiła. Kiedyś było to dla niej normą, łatwo było wrócić do starych nawyków i zdawała sobie sprawę, iż było to tylko chwilowe, ale dobrze było mieć koło siebie takiego jak kiedyś chociaż na moment. Nie musiała się przejmować tym, że wbije jej szpilę, mogła rozmawiać z nim jak dawniej, jakby naprawdę się lubili.

Zawiesiła się na moment, gdy nazwał ja w ten wyjątkowy sposób, nie pamiętała kiedy ostatnio się tak do niej zwrócił, jeszcze na drugim roku, może w którymś liście na trzecim? Chyba tak, chyba był to list. To było niezapowiedziane, coś w niej drgnęło, naprawdę zaczynały się w niej budzić dawne emocje, a przecież miała świadomość, że nic już nie jest i nie będzie jak dawniej, nigdy nie będzie, chociaż miało być zawsze.

- Od razu zaćmienie, być może oświecenie. - Nie mogła się nadziwić, jak bardzo próbował zaprzeczyć temu, że miał w sobie czasem opiekuńcze odruchy, miotał się przy tym strasznie, co ją bawiło, bo przecież wiedziała, że gdzieś tam w środku nie był wcale taki na jakiego się kreował. - Być może statystycznie nieistotna, ale w życiu chodzi o coś więcej niż statystykę. - Dodała jeszcze, żeby nie daj Merlinie nie miał ostatniego słowa, zawsze to wyglądało w ten sposób, on rzucał swój argument, ona odbijała go swoim, mogli tak dyskutować bez końca, przynajmniej kiedyś.

Później się nad nią nachylił, patrzył jej w oczy, więc nie miała jak uciec od niego spojrzeniem. Zrobiło się poważniej, jednak nadal nie nieprzyjemnie. - Dobrze, nie będę się z Tobą sprzeczać, bo faktycznie to Twoje przeprosiny, przyjmuję je, sprawa załatwiona. - Nie chciała się skupiać na jednym, niefortunnie wypowiedzianym słowu, nie dzisiaj, normalnie pewnie by mu tego nie odpuściła, najeżyłaby się okropnie, ale to nie był ten dzień, dzisiaj wszystko było inaczej.

Oparła się nieco wygodniej o wyrwę w ścianie, nadal nie odrywała od niego wzroku, znała ten ton, próbował mówić bardzo poważnie o rzeczach, które wcale tego nie potrzebowały, jakby chciał przemówić jej do rozsądku.

- No oczywiście, że moja krótkość jest mankamentem. - Przewróciła oczami, bo być może faktycznie była w tym prawda, ale to, że jego ręce były wyjątkowo długie również było prawdą. - No, chyba, że znalazłabym się na samym spodzie zaspy, wtedy mógłbyś mieć lekki problem. - Wypadało rozważyć każdą możliwość, czyż nie? Mieć rozwiązanie na wszystko, co miało się nigdy nie wydarzyć. Bardzo łatwo im przychodziło to całe gdybanie. Nie umknęło jej to zostaje, zawsze. Poruszyło wręcz dość mocno, chociaż nie powinno. Pamiętała tamte rozmowy, kiedy wydawało im się, że naprawdę relacja która ich łączyła przetrwa wszystko, dość szybko zderzyli się z rzeczywistością, mimo wszystko tamto podejście było zdecydowanie dużo przyjemniejsze od tego.

- Rodzice by się wkurzali, że dzieciaki nie chcą przyjeżdżać na Yule do domu, wezwaliby egzorcystę i tyle by mnie widzieli, podejrzewam, że szybko by się zakończył mój żywot jako ducha. - Tyle by ją widzieli, ale przynajmniej przez moment byłaby ciekawym okazem do obserwacji.

- Nie do końca, znikanie było zawsze trochę moim patentem, Twoim było pojawianie się znikąd, one są ze sobą kompatybilne, ale jednak się różnią. - Prue zawsze chowała się w cieniu, kiedyś pojawiał się przy niej zupełnie znienacka, dzięki tym swoim specjalnym umiejętnościom, to doskonale ze sobą współgrało, przynajmniej kiedyś, teraz doprowadzało ją do okropnej irytacji.

Nie umknęła jej ta duma, gdy wspomniał o tym, że jest wysportowany, nie, nie wydaje jej się, on był wysportowany. No przecież wiedziała, zdawała sobie sprawę z tego, jak doskonale latał na miotle i ile czasu poświęcał na to, by być w formie. To musiało powodować, że był wysportowany. - No tak, cały sezon spędzasz w powietrzu, więc myślałam, że zwisanie głową w dół nie będzie dla Ciebie szczególnie skomplikowane... - Podpuszczała go, rzucała mu wyzwanie i była pewna, że je przyjmie, nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Widziała ten błysk w jego oku, kącik ust drgnął jej w uśmiechu, lubiła go w tej wersji.

Nie spodziewała się jednak tego, co miało się wydarzyć. Nie zdążyła zareagować, bo Loys postanowił zaprezentować jej swój brzuch, w całej okazałości. Zrobił to bez żadnego ostrzeżenia, tak po prostu podciągnął koszulę, najpierw fragment, tylko po to, by pokazać jej wszystko. Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, jej wzrok mimowolnie skierował się na jego brzuch, Merlinie oglądała go bardzo dokładnie, chociaż nie powinna.

Jego skóra miała jeszcze złotobrązowy kolor, zapewne pamiątkę po poprzednim sezonie i czasie, który spędził w powietrzu na słońcu, nie mogła oprzeć się przed tym, aby podążyć wzrokiem za tą linią włosów, miała nadzieję, że nie widać było po jej twarzy, jak bardzo podobał się jej ten widok. Znowu przygryzła dolną wargę, zrobiła to jednak na tyle mocno, że poczuła krew pod językiem, to spowodowało, że się opamiętała, niewiele brakowało, a jeszcze zaczęłaby się tutaj ślinić. Prudence ogarnij się na Morganę.

Na samym końcu zwróciła uwagę na tego wspaniałego siniaka, zaprawdę niesamowity okaz, musiał mocno oberwać, albo ktoś mu przydzwonił, albo przeżył bliższe spotkanie z tłuczkiem, nieco skrzywiła się na ten widok. Mieli kiedyś umowę, że będzie ją informował o tym, kiedy coś go bolało, już ich nie dotyczyła, a szkoda, bo to naprawdę wyglądało, jakby bolało, miała ochotę natychmiast posmarować to maścią od ojca, dzięki temu mogłaby sprawdzić przy okazji, jak bardzo były twarde te mięśnie na jego brzuchu...

Mrugnęła, żeby odsunąć od siebie te myśli, zaczynało się jej robić ciepło, a przecież mury o które się opierała były chłodne, co właściwie się z nią działo... przydałoby się, aby ktoś jej wylał kubeł zimnej wody na głowę.

Odpowiedziała mu dopiero po chwili, kiedy koszula w końcu zakryła jego brzuch. Trochę brakowało jej słów, ale musiała być dzielna. - Faktycznie masz nie najgorsze predyspozycje. - Nie mogła przecież powiedzieć, że miał najlepsze, chyba spłonęłaby przed nim ze wstydu. - Wisz, nie wiem, czy byłbyś w stanie spełnić moje życzenia. - Odpowiedziała uśmiechając się przy tym delikatnie, oczy jej błysnęły, chociaż nie powinny. - Chodziło tylko o zwisanie głową w dół, ale możemy znaleźć jakąś inną aktywność, zastępczą, która chociaż odrobinę będzie przypominała tą nietoperzą. - Bo przecież ciągle rozmawiali o jego zastępstwie za te malutkie zwierzątka.

Miała wrażenie, że utknęli w jakiejś dziwnej czasoprzestrzeni, z dala od wszystkich innych, byli tu tylko oni we dwójkę i doskonale bawili się w swoim towarzystwie, nie do końca wiedziała, co chciała im w ten sposób przekazać rzeczywistość, ale to nie było teraz za bardzo istotne, warto korzystać z tego, co los podsuwał pod nos, a teraz w tej chwili była to butelka soku dyniowego, którą jakimś cudem Aloysius przyniósł ze sobą, ten wieczór nie mógłby być lepszy, oczywiście nie miała zamiaru mu o tym powiedzieć.

- Więc powinnam czuć się wyróżniona? Rozumiem. - Najwyraźniej to, że dopuścił ją do swojej butelki było czymś wyjątkowym. Sięgnęła po nią, ich palce się dotknęły, co spowodowało, że poczuła dreszcz przechodzący przez całe ciało, szybko więc złapała szkło w dłoń i upiła z niego niewielki łyk, aby czymś zagłuszyć to uczucie. Ten łyk wcale nie był taki niewielki, bo była zamyślona, wypiła dużo więcej niż zamierzała. Nieco się skrzywiła, kiedy połknęła ten sok dyniowy, poczuła na języku ostry smak, chyba jeszcze nie piła soku dyniowego, który smakowałby w ten sposób. - Jest ostry, ale całkiem smaczny, trochę dziwny, ale nie przesadnie. - Ostrożnie oddała mu butelkę, na jej żołądku zrobiło się dziwnie ciepło, nie połączyła tego z tym, że właśnie zaczęła wlewać w siebie zupełnie nieświadomie alkohol.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (14755), Prudence Fenwick (9791)




Wiadomości w tym wątku
[Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 09.12.2025, 01:00
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 03:53
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 09.12.2025, 12:53
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 14:42
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 10.12.2025, 01:30
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 10.12.2025, 04:28
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 10.12.2025, 12:17
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 10.12.2025, 17:24
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 10.12.2025, 23:14
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 11.12.2025, 20:33
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 12.12.2025, 00:51
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 13.12.2025, 23:04
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 15.12.2025, 21:45
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 16.12.2025, 04:01

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa