12.12.2025, 11:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2025, 12:21 przez Christopher Rosier.)
szarpię się z kobietą, która wyznaje mi miłość i spanikowany patrzę na Vikę
– Masz na myśli Lou? – spytał konspiracyjnym szeptem, pochylając się nieco ku niej, z uwagi na różnicę wzrostu. – Może zmienisz zdanie, jak ci powiem, że się przechwalał, że żadna dziewczyna się mu nie oprze, bo tak świetnie lata na miotle?
A może Christopher to zmyślił albo mylił go z Caiusem, Atreusem czy kimś innym z drużyny Slytherinu, ale był absolutnie pewny, że przynajmniej raz słyszał takie przechwałki w Pokoju Wspólnym Slytherinu po wygranej w jednym z meczy. Zdawało mu się, że to Lestrange, ale równie dobrze mógł to być któryś ze ścigających. Rosier, który dbał o pozycję towarzyską, nie ośmielił się wprawdzie wtedy niczego powiedzieć, ale w duchu to sobie myślał, że co to za sukces, roznieść Puchonów.
– Apropos kuzynów, słyszałem, że twój inny kuzyn w poszukiwaniu partnerki sięga po desperackie metody? – dodał jeszcze, przypominając sobie niedawne ogłoszenie z działu w Proroku Codziennym. Aidan Parkinson poszukujący partnerki przez anonse towarzyskie: Rosier śmiał się wtedy dobre trzy minuty.
– Być może – stwierdził, tym razem prostując się i spoglądając w sufit, chwilę później, kiedy wspomniała o Atreusie. – Być może pobił się o jedną z dam, goszczących wtedy na sali…
…a konkretnie to walnął w twarz Christophera, ale Rosier nie musiał się tym chwalić, prawda?
Chwilę później stało się jednak coś, co skutecznie odwróciło jego uwagę.
Pociągnięty za ramię Rosier odwrócił się odruchowo, a wypowiadane przez kobietę słowa z początku niezbyt do niego dotarły. A potem nagle zaczęła próbować go całować: co za szczęście, że był tak wysoki, że nie należało to do rzeczy łatwych i wystarczyło, że absolutnie nie dał się jej pociągnąć w dół.
– Pani mnie z kimś myli – odparł, usiłując odczepić palce, zaciśnięte na jego kołnierzu. Gniotła mu koszulę, na litość Merlina. To była jego pierwsza myśl. Druga, to że chociaż kobiety rzucające się mu do stóp mogły mile łechtać jego ego, to na pewno nie chciał skandalu na balu Lestrangów, gdzie przyszedł z jedną damą, a potem usiłowała go obcałowywać inna. I wreszcie trzecia, jak to musiało wyglądać w oczach Victorii? Jej akurat Christopher nie chciałby obrazić. – Na litość Morgany, użyłem dziś nowych perfum, nie znam cię, a jeśli nawet cię znam, to na pewno nie chcę do nikogo wracać, jestem tu dzisiaj z kimś, kogo zaprosiłem! Kim pani jest? Wypiła pani eliksir przy drzwiach? – wyrzucał z siebie, starając się wywinąć z macek… znaczy się rąk… chyba podchmielonej kobiety i rzucając Victorii nieco spanikowane spojrzenie. Czy go z kimś myliła? Czy Cressida Avery się upiła i postanowiła zrobić scenę? Czy to jakaś była modelka, zła na niego, i uznała, że narobi mu kłopotów?
Jego aura była głównie niebieska, w tym jej odcieniu świadczącym raczej o kreatywności i wyobraźni niż religijności. Parę czarnych nitek miało raczej połyskującą barwę niż tę smolistą, i niemal nikły w niebieskim - ktoś, kto lubił uchodzić za tajemniczego, niekoniecznie pragnący walczyć z porządkiem świata. Teraz migały w niej kolory świadczące o pewnym wzburzeniu i może odrobinę o zakłopotaniu.
Tak sobie rzucam, zanim zwieję, czy rozpoznam panią, czy ktoś jednak obcy
1 – Cressida 2 – jakaś obca, podpita panna 3 – jakaś szalona fanka kolekcji 4 – jakaś obca, myląca z kimś Chrisa
– Masz na myśli Lou? – spytał konspiracyjnym szeptem, pochylając się nieco ku niej, z uwagi na różnicę wzrostu. – Może zmienisz zdanie, jak ci powiem, że się przechwalał, że żadna dziewczyna się mu nie oprze, bo tak świetnie lata na miotle?
A może Christopher to zmyślił albo mylił go z Caiusem, Atreusem czy kimś innym z drużyny Slytherinu, ale był absolutnie pewny, że przynajmniej raz słyszał takie przechwałki w Pokoju Wspólnym Slytherinu po wygranej w jednym z meczy. Zdawało mu się, że to Lestrange, ale równie dobrze mógł to być któryś ze ścigających. Rosier, który dbał o pozycję towarzyską, nie ośmielił się wprawdzie wtedy niczego powiedzieć, ale w duchu to sobie myślał, że co to za sukces, roznieść Puchonów.
– Apropos kuzynów, słyszałem, że twój inny kuzyn w poszukiwaniu partnerki sięga po desperackie metody? – dodał jeszcze, przypominając sobie niedawne ogłoszenie z działu w Proroku Codziennym. Aidan Parkinson poszukujący partnerki przez anonse towarzyskie: Rosier śmiał się wtedy dobre trzy minuty.
– Być może – stwierdził, tym razem prostując się i spoglądając w sufit, chwilę później, kiedy wspomniała o Atreusie. – Być może pobił się o jedną z dam, goszczących wtedy na sali…
…a konkretnie to walnął w twarz Christophera, ale Rosier nie musiał się tym chwalić, prawda?
Chwilę później stało się jednak coś, co skutecznie odwróciło jego uwagę.
Pociągnięty za ramię Rosier odwrócił się odruchowo, a wypowiadane przez kobietę słowa z początku niezbyt do niego dotarły. A potem nagle zaczęła próbować go całować: co za szczęście, że był tak wysoki, że nie należało to do rzeczy łatwych i wystarczyło, że absolutnie nie dał się jej pociągnąć w dół.
– Pani mnie z kimś myli – odparł, usiłując odczepić palce, zaciśnięte na jego kołnierzu. Gniotła mu koszulę, na litość Merlina. To była jego pierwsza myśl. Druga, to że chociaż kobiety rzucające się mu do stóp mogły mile łechtać jego ego, to na pewno nie chciał skandalu na balu Lestrangów, gdzie przyszedł z jedną damą, a potem usiłowała go obcałowywać inna. I wreszcie trzecia, jak to musiało wyglądać w oczach Victorii? Jej akurat Christopher nie chciałby obrazić. – Na litość Morgany, użyłem dziś nowych perfum, nie znam cię, a jeśli nawet cię znam, to na pewno nie chcę do nikogo wracać, jestem tu dzisiaj z kimś, kogo zaprosiłem! Kim pani jest? Wypiła pani eliksir przy drzwiach? – wyrzucał z siebie, starając się wywinąć z macek… znaczy się rąk… chyba podchmielonej kobiety i rzucając Victorii nieco spanikowane spojrzenie. Czy go z kimś myliła? Czy Cressida Avery się upiła i postanowiła zrobić scenę? Czy to jakaś była modelka, zła na niego, i uznała, że narobi mu kłopotów?
Jego aura była głównie niebieska, w tym jej odcieniu świadczącym raczej o kreatywności i wyobraźni niż religijności. Parę czarnych nitek miało raczej połyskującą barwę niż tę smolistą, i niemal nikły w niebieskim - ktoś, kto lubił uchodzić za tajemniczego, niekoniecznie pragnący walczyć z porządkiem świata. Teraz migały w niej kolory świadczące o pewnym wzburzeniu i może odrobinę o zakłopotaniu.
Tak sobie rzucam, zanim zwieję, czy rozpoznam panią, czy ktoś jednak obcy
1 – Cressida 2 – jakaś obca, podpita panna 3 – jakaś szalona fanka kolekcji 4 – jakaś obca, myląca z kimś Chrisa
Rzut 1d4 - 2