12.12.2025, 19:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2025, 20:53 przez Darcy Lockhart.)
Rytuał, po prawdzie, przeszkadzał Darcyemu głównie na początku. Szarpały go uczucia ku Eunice, a potem także ciągła zazdrość, bo był człowiekiem zazdrosnym. I wierzył święcie, że to, co ich łączy, to prawdziwa miłość, nie żaden rytuał – co zabawne, pewnie faktycznie zakochałby się naprawdę, gdyby tylko dostał taką okazję. Teraz jednak jego moc osłabła. Nie szarpały nim już nienaturalne emocje, a i nie kasłał kwiatami, bo cokolwiek Malfoyówna robiła we Francji, najwyraźniej póki co nie spotykała się z mężczyznami.
Darcy nie pamiętał więc już o samym rytuale, za to wciąż pamiętał o Eunice, swoim uczuciu i rozpaczy, gdy okazało się, że nic z tego. Chociaż był już w tym punkcie, gdy powoli godził się z myślą, że pora zapomnieć, i może nawet wtedy przyjdzie mu też do głowy szybka wizyta u klątwołamacza…
Wciągnął głęboko zapach grzańca i zaczął się zastanawiać czy usiąść przy jednym stoliku, i zamówić trunek, gdy koło niego rozbrzmiał głos, którego wprawdzie nie rozpoznał, ale ledwo spojrzał na Lyssę, to twarz rzecz jasna już natychmiast powiązał z imieniem i dwoma całkiem romantycznymi tańcami.
Uśmiechnął się do niej odruchowo, i przez myśl mu przyszło, że powinien był założyć dziś kapelusz, żeby móc go uchylić na powitanie. Niedorzeczne, ale cóż… Darcy lubił, gdy jego życie momentami przypominało sceny książki.
– Myślę, że jeśli chodzi o dziewczyny takie jak panienka, to wystarczy uśmiech i żaden chłopak nie odważy się i przede wszystkim nie zechce odmówić jej grzańca – zapewnił, przyciskając dłoń do serca, jakby chciał dodać wagi swoim słowom. Nie czekał zresztą na to, by faktycznie się uśmiechnęła, a od razu odwrócił do barmana, bo jego wahania względem tego, czy usiąść i napić się grzańca zostały szybko rozwiane. – Bardzo poproszę dwa grzańce, dla mnie duży, najlepiej ten korzenny na czerwonym winie i dodatkowymi pomarańczami. A dla panienki…
Urwał i rzucił jej pytające spojrzenie.
Darcy nie pamiętał więc już o samym rytuale, za to wciąż pamiętał o Eunice, swoim uczuciu i rozpaczy, gdy okazało się, że nic z tego. Chociaż był już w tym punkcie, gdy powoli godził się z myślą, że pora zapomnieć, i może nawet wtedy przyjdzie mu też do głowy szybka wizyta u klątwołamacza…
Wciągnął głęboko zapach grzańca i zaczął się zastanawiać czy usiąść przy jednym stoliku, i zamówić trunek, gdy koło niego rozbrzmiał głos, którego wprawdzie nie rozpoznał, ale ledwo spojrzał na Lyssę, to twarz rzecz jasna już natychmiast powiązał z imieniem i dwoma całkiem romantycznymi tańcami.
Uśmiechnął się do niej odruchowo, i przez myśl mu przyszło, że powinien był założyć dziś kapelusz, żeby móc go uchylić na powitanie. Niedorzeczne, ale cóż… Darcy lubił, gdy jego życie momentami przypominało sceny książki.
– Myślę, że jeśli chodzi o dziewczyny takie jak panienka, to wystarczy uśmiech i żaden chłopak nie odważy się i przede wszystkim nie zechce odmówić jej grzańca – zapewnił, przyciskając dłoń do serca, jakby chciał dodać wagi swoim słowom. Nie czekał zresztą na to, by faktycznie się uśmiechnęła, a od razu odwrócił do barmana, bo jego wahania względem tego, czy usiąść i napić się grzańca zostały szybko rozwiane. – Bardzo poproszę dwa grzańce, dla mnie duży, najlepiej ten korzenny na czerwonym winie i dodatkowymi pomarańczami. A dla panienki…
Urwał i rzucił jej pytające spojrzenie.