Sama Yaxley również spędziła sporo czasu w swoim życiu podróżując po świecie. Przyjmowała różne zlecenia, nie wszystkie stworzenia, którymi byli zainteresowani czarodzieje występowały bowiem w Wielkiej Brytani. Te podróże nauczyły ją sporo. Stała się dużo bardziej otwarta, nie miała problemu z zagadywaniem obcych ludzi. Uważała, że od każdego może się nauczyć czegoś ciekawego. Dzięki temu łatwiej jej się żyło. Zawsze chętnie poznawała nowych czarodziejów, w końcu kto wie, kiedy jej się przydadzą takie znajomości.
Jeszcze chętniej zagadywała osoby, które wyglądały jej na nietutejsze. W końcu mogły podzielić się z nią informacjami ze swoich krajów, ciekawostkami, które zachęcały do eksploracji tych miejsc. Zawsze chętnie wymieniała doświadczenia. Dlatego też nie miała nic przeciwko temu, aby spędzić ten wieczór z Jamilem. Wzbudził jej zainteresowanie, bo nie pasował do otoczenia, a to zawsze było ciekawe.
- Nie lekceważ mnie.- Przygasiła papierosa o popielniczkę i się wyprostowała. Była gotowa do gry. - Najgorszy błąd jaki można popełnić to lekceważenie przeciwnika. - Nie, żeby go straszyła. Miała doświadczenie w kartach, jednak w tym przypadku nigdy nie można być pewnym swoich umiejętności. Czy to raz się zdarzyło, żeby ktoś, kto pierwszy raz grał w jakąś grę wygrywał? Nie, szczęście po prostu było po jego stronie. Ciekawe, jak będzie tym razem.
- Coś Ty, nigdy w życiu. Fajnych masz znajomych, skoro chodzili do Slytherinu...- Skomentowała jeszcze, bo nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Ciekawiło ją z kim się znał. W końcu świat był mały, a może akurat był to ktoś z kim miała spinę w czasach szkolnych. - Oszukałam przeznaczenie i trafiłam do Gryffindoru, tiara bardzo dobrze wiedziała, co robi. - W końcu cała jej rodzina zazwyczaj trafiała do domu Salazara Slytherina, ona była wyjątkiem potwierdzającym regułę. Nie ma się, co dziwić. Geraldine od zawsze była dużo bardziej otwarta niż reszta swojej rodziny. Akceptowała czarodziejów bez względu na to, jaka krew płynęła w ich żyłach. Nikogo nie skreślała przez tak nieistotne szczegóły, wręcz przeciwnie. Wdała się w wiele bójek, kiedy próbowała bronić tych osób, które nie pasowały uczniom czystokrwistym.
- Tak, poluję. - Potwierdziła jeszcze. Upiła kolejny łyk alkoholu, ciągle spoglądała na Anwara. Jego prośba nie była wcale taka problematyczna. - Wszystko zależy od sytuacji. Radzę sobie i z bronią i z magią. - Nie miała problemu z dostosowaniem się do sytuacji, w której się znajdowała. Miała świadomość, że musi być elastyczna i po prostu szybko reagować korzystając ze wszystkich metod jakie znała. - Może być polowanie, tylko jeśli obiecasz, że jeśli coś Ci się stanie, to nie obarczysz mnie odpowiedzialnościa. - W końcu nie znała go na tyle, żeby brać to na siebie. Wyciągnęła rękę w jego stronę. - Stoi?- Wydawało jej się, że dobili targu.