13.12.2025, 08:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 08:49 przez Atreus Bulstrode.)
Przy drinkach z Brenną
Wykrzywił twarz w niemym pytaniu - serio? Niby to były żarty, doskonale o tym wiedział i sam brał udział w tej grze, ale najwyraźniej też doszli do momentu gdzie zaczął wygrywać głupie nagrody. Sama wizja skrzynki takowych popłuczyn wystarczyła mu w zupełności, żeby na nowo zająć się swoim drinkiem i przepłukać nim usta, bo niemal czuł posmak tego cienkiego piwska z najgorszej możliwej meliny.
Atreus palił papierosy takie, jakie wpadły mu do ręki. Nałóg to nałóg, a ten karmił się swoimi prawami i czasem naciskał zbyt mocno, by można było sobie wybierać i przebierać. Po kieszeniach walały się tak samo te drogie (najczęściej w tych drogich szatach i wpakowane w papierośnice), jak i te najpodlejsze bo mocne i obrzydliwe (te z kolei wciąż znajdowały się w swoich kupnych opakowaniach). Jedne były na eleganckie okazje, a te drugie do pracy i dzielenia się z kolegami w przerwie od raportów.
- Zdziwiłbym się, gdyby jej tutaj nie było. Może by mi nie dano do ręki całej butelki, ale czasem mam wrażenie że to standard w domach - głównie bogatych, ale ten niuans nie przeszedł mu już przez głowę. Ognistą dawało się często w prezencie, kiedy nie przychodziły do głowy inne pomysły. Zawsze znajdowała się w barku, własnym czy cudzym i Atreus jakoś nie mógł sobie wyobrazić domu, gdzie tego alkoholu brakowało.
Myślisz, że wybrał się na wycieczkę bo wiedział jak się będziemy tutaj dobrze bawić? - zapytał, patrząc na moment do swojego kieliszka, na ciemnoczerwoną barwę drinka. Nie był przekonany co właściwie myślał o Laurencie, ale... no właśnie ale. W momencie kiedy temat został przed nim postawiony, nie mógł się nie zastanawiać co jeśli.
- Może jakiś występ? Wy na tych swoich balach sprzedajecie braci to może też coś podobnego planują? - przeniósł spojrzenie dalej, na scenę gdzie zaczęto wystawiać kolejne rzeczy, ale na ten moment nie wyglądało żeby znalazło się tam coś ciekawego. - W sumie wciąż mam te sukienkę z waszej aukcji... - przypomniał sobie nagle, bo wepchnięta gdzieś między stosy innych rzeczy, zwyczajnie wyleciała mu z pamięci.
A potem chciał jej powiedzieć o tym, że podobno w oranżerii coś pływa, ale... stała się rzecz. Atreus mrugnął i ktoś znalazł się przy Brennie. To nie tak że specjalnie uderzało to w niego, albo nie chciał się z tego zaśmiać, ale fakt że nieznajomy gadał takie głupoty... zapach, serio? Bulstrode w pierwszym momencie zesztywniał, tylko po to by zaraz wyciągnąć rękę w kierunku delikwenta i złapać go za ramię.
- Odsuń się może, co?
Wykrzywił twarz w niemym pytaniu - serio? Niby to były żarty, doskonale o tym wiedział i sam brał udział w tej grze, ale najwyraźniej też doszli do momentu gdzie zaczął wygrywać głupie nagrody. Sama wizja skrzynki takowych popłuczyn wystarczyła mu w zupełności, żeby na nowo zająć się swoim drinkiem i przepłukać nim usta, bo niemal czuł posmak tego cienkiego piwska z najgorszej możliwej meliny.
Atreus palił papierosy takie, jakie wpadły mu do ręki. Nałóg to nałóg, a ten karmił się swoimi prawami i czasem naciskał zbyt mocno, by można było sobie wybierać i przebierać. Po kieszeniach walały się tak samo te drogie (najczęściej w tych drogich szatach i wpakowane w papierośnice), jak i te najpodlejsze bo mocne i obrzydliwe (te z kolei wciąż znajdowały się w swoich kupnych opakowaniach). Jedne były na eleganckie okazje, a te drugie do pracy i dzielenia się z kolegami w przerwie od raportów.
- Zdziwiłbym się, gdyby jej tutaj nie było. Może by mi nie dano do ręki całej butelki, ale czasem mam wrażenie że to standard w domach - głównie bogatych, ale ten niuans nie przeszedł mu już przez głowę. Ognistą dawało się często w prezencie, kiedy nie przychodziły do głowy inne pomysły. Zawsze znajdowała się w barku, własnym czy cudzym i Atreus jakoś nie mógł sobie wyobrazić domu, gdzie tego alkoholu brakowało.
Myślisz, że wybrał się na wycieczkę bo wiedział jak się będziemy tutaj dobrze bawić? - zapytał, patrząc na moment do swojego kieliszka, na ciemnoczerwoną barwę drinka. Nie był przekonany co właściwie myślał o Laurencie, ale... no właśnie ale. W momencie kiedy temat został przed nim postawiony, nie mógł się nie zastanawiać co jeśli.
- Może jakiś występ? Wy na tych swoich balach sprzedajecie braci to może też coś podobnego planują? - przeniósł spojrzenie dalej, na scenę gdzie zaczęto wystawiać kolejne rzeczy, ale na ten moment nie wyglądało żeby znalazło się tam coś ciekawego. - W sumie wciąż mam te sukienkę z waszej aukcji... - przypomniał sobie nagle, bo wepchnięta gdzieś między stosy innych rzeczy, zwyczajnie wyleciała mu z pamięci.
A potem chciał jej powiedzieć o tym, że podobno w oranżerii coś pływa, ale... stała się rzecz. Atreus mrugnął i ktoś znalazł się przy Brennie. To nie tak że specjalnie uderzało to w niego, albo nie chciał się z tego zaśmiać, ale fakt że nieznajomy gadał takie głupoty... zapach, serio? Bulstrode w pierwszym momencie zesztywniał, tylko po to by zaraz wyciągnąć rękę w kierunku delikwenta i złapać go za ramię.
- Odsuń się może, co?