13.12.2025, 12:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 12:17 przez Brenna Longbottom.)
Brenna westchnęła w duchu, gdy wędrowała alejką, tonącą w ciemnościach, trzymając Dorę za dłoń, a za nią rozbrzmiało BLABLABLABLA. Gideon Lockhart był twardym zawodnikiem. Tego typu zachowania obserwowała często, zwłaszcza na początkach służby, zanim została detektywem, gdy większość obowiązków sprowadzała się do zajmowania się zakłócaniem porządku – nie żeby było to nudne, bo wielu zakłócających porządek miało procenty we krwi i różdżkę w kieszeni.
Gideon nie był pijany, ale nie mogła go obezwładnić i to wszystko utrudniało.
– Trzeba było tak od razu. Teraz będę musiał zacząć od początku, bo nie pamiętam, gdzie skończyłem – oświadczył Lockhart z pewną urazą, po czym podjął opowieść, ponownie zaczynając od momentu przybycia do Hogwartu, i nie zapominając o wspomnieniu o różdżce, swoim najlepszym przyjacielu, i swoim zaprzysięgłym wrogu.
Brenna przez jakieś sześćdziesiąt sekund spoglądała w ciemne niebo. Z natury była dość cierpliwa, ale nie lubiła tracić czasu, a poza tym współczuła Dorze, która najwyraźniej stała się główną ofiarą natrętnego ducha. Rozejrzała się więc, nasłuchiwała przez moment (co nie było tak łatwe, gdy w tle Gideon opowiadał właśnie o swojej pierwszej kłótni z Thomasem, z której to rzecz jasna wyszedł zwycięsko, upokarzając wroga, najwyraźniej wymyślając jakąś bzdurną historyjkę na jego temat, w którą o dziwo wszyscy uwierzyli), a potem wyciągnęła różdżkę, lekko rozjarzając jej koniec. Tylko na tyle, aby Dora widziała, na co patrzy.
A później traciła ją ukradkiem w rękę i pokazała na rośliny, porastające grobowiec.
- Nie zauważy nawet, co robisz – powiedziała niemal bezgłośnie, pochylając się ku Dorze i unosząc różdżkę, by przyświecić Crawleyównie. Mogły zrobić tutaj to, po co przyszły, nie zwracając większej uwagi na trajkotanie ducha.
– Oczywiście, pierwszy rok Hogwartu ukończyłem z najlepszymi notami z zielarstwa, astronomii i historii magii, a moja niska ocena z zaklęć była związana tylko z tym, że nauczyciel haniebnie się na mnie uwziął… – opowiadał Lockhart, i Brenna miała wrażenie, że tu nie nastąpiło dokładne wyliczenie jego wyników z egzaminów tylko dlatego, że niekoniecznie wszystkie były szczególnie imponujące.
Gideon nie był pijany, ale nie mogła go obezwładnić i to wszystko utrudniało.
– Trzeba było tak od razu. Teraz będę musiał zacząć od początku, bo nie pamiętam, gdzie skończyłem – oświadczył Lockhart z pewną urazą, po czym podjął opowieść, ponownie zaczynając od momentu przybycia do Hogwartu, i nie zapominając o wspomnieniu o różdżce, swoim najlepszym przyjacielu, i swoim zaprzysięgłym wrogu.
Brenna przez jakieś sześćdziesiąt sekund spoglądała w ciemne niebo. Z natury była dość cierpliwa, ale nie lubiła tracić czasu, a poza tym współczuła Dorze, która najwyraźniej stała się główną ofiarą natrętnego ducha. Rozejrzała się więc, nasłuchiwała przez moment (co nie było tak łatwe, gdy w tle Gideon opowiadał właśnie o swojej pierwszej kłótni z Thomasem, z której to rzecz jasna wyszedł zwycięsko, upokarzając wroga, najwyraźniej wymyślając jakąś bzdurną historyjkę na jego temat, w którą o dziwo wszyscy uwierzyli), a potem wyciągnęła różdżkę, lekko rozjarzając jej koniec. Tylko na tyle, aby Dora widziała, na co patrzy.
A później traciła ją ukradkiem w rękę i pokazała na rośliny, porastające grobowiec.
- Nie zauważy nawet, co robisz – powiedziała niemal bezgłośnie, pochylając się ku Dorze i unosząc różdżkę, by przyświecić Crawleyównie. Mogły zrobić tutaj to, po co przyszły, nie zwracając większej uwagi na trajkotanie ducha.
– Oczywiście, pierwszy rok Hogwartu ukończyłem z najlepszymi notami z zielarstwa, astronomii i historii magii, a moja niska ocena z zaklęć była związana tylko z tym, że nauczyciel haniebnie się na mnie uwziął… – opowiadał Lockhart, i Brenna miała wrażenie, że tu nie nastąpiło dokładne wyliczenie jego wyników z egzaminów tylko dlatego, że niekoniecznie wszystkie były szczególnie imponujące.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.